Ten długi weekend minął nam wyjątkowo spokojnie. Nie wiem, czy to przez pogodę, czy przez to, że niedawno była majówka, ale tym razem nie było takiego natłoku pracy jak zwykle o tej porze.
W wolnej chwili przeglądałem wiadomości i nagle dotarła do mnie smutna informacja: zmarł znany restaurator, Piotr Klimczak.
Piotra poznałem stosunkowo niedawno. Przyjechał do nas zimą, przy okazji swoich spraw w Zakopanem. Podobno wiele słyszał o naszym miejscu od znajomej i postanowił nas odwiedzić.
Pamiętam, że dotarł do nas późnym wieczorem. Była piękna zima, a pola wokół przykrywała gruba warstwa śniegu.
Tego samego wieczoru byliśmy zaproszeni na wyjątkową kolację u znajomego — miały być kawior i bliny, a takich zaproszeń się nie odmawia.
Chyba właśnie dlatego tego wieczoru tak bardzo się spieszyłem. Zwykle nie mamy problemu, żeby zostać dłużej po 21:00, bo przecież mieszkamy na miejscu.
Tym razem jednak było inaczej. Trochę się niecierpliwiłem, bo Maria przedłużała rozmowę, a ja kilka razy wołałem ją do kuchni, żebyśmy mogli już zamknąć serwis i wyjechać.
Ostatecznie i tak spóźniliśmy się na kolację, ale na szczęście bliny jeszcze na nas czekały.
Po drodze Maria opowiedziała mi, że Piotr jest restauratorem i rozpoznawalną postacią w warszawskim świecie kulinarnym. Podobno chciał ze mną porozmawiać, ale tamtego wieczoru nie było nam to dane. Trochę żałowałem, bo zawsze cenię rozmowy z ludźmi o podobnych pasjach — choć wtedy bliny wygrały.
Następnego dnia wróciliśmy do pracy jak zwykle, a zaraz po otwarciu pojawił się Piotr. Przyznał, że musiał do nas wrócić, bo bardzo smakowało mu to, co jadł dzień wcześniej. Ucieszyłem się, bo tym razem mogliśmy chwilę spokojnie porozmawiać.
Piotr Klimczak był znany przede wszystkim z restauracji Joel Sharing Concept — bardzo popularnego miejsca na mapie kulinarnej Warszawy. Współpracował też z markami premium, dużo podróżował i jak wywnioskowałem z naszej rozmowy, po prostu kochał dobre jedzenie.
Widziałem w nim człowieka z dużym doświadczeniem, mimo młodego wieku. Pamiętam jego oczy — było w nich widać cierpienie związane z chorobą i niepokój, ale jednocześnie także nadzieję i pragnienie na nowy etap w życiu.
Po przemiłej rozmowie podziękowałem mu za kolejną wizytę i obiecałem, że kiedyś odwiedzę go w Warszawie. Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie, a potem wróciłem do codziennych obowiązków.
Wczoraj dowiedziałem się, że odszedł. Bardzo mnie to poruszyło, choć znałem go zaledwie kilkanaście minut. Myślę jednak, że osoby o wyjątkowej osobowości potrafią zostawić po sobie ślad nawet po bardzo krótkim spotkaniu.
Współczuję jego rodzinie i wszystkim, którzy znali go dłużej niż ja. To był wyjątkowy człowiek i wielka szkoda, że odszedł tak wcześnie.
W Murzasichlu nigdy o Tobie nie zapomnimy. Dziękujemy też za ciepłe słowa o naszej restauracji — z Twoich ust były dla nas potwierdzeniem, że idziemy w dobrym kierunku. Spoczywaj w pokoju