Podczas nie jednej wędrówki w Tatrach miałem okazje podziwiać piękno rosnących tutaj roślin. Lubie chodzić szlakiem, który dookoła emanuje kolorami przyrody. Żółć to niewątpliwie jedno z najbardziej popularnych kolorów wysoko w Tatrach (razem z bielą w sumie), ale w zależności od pory roku spotkać można tutaj tez często fiolet i róż. Czasami czerń też się pojawia , co mogłoby by się wydawać dziwne .

Tatry malują się nam na różne kolory, na przełęczach i w dolinach mamy to najbardziej zaakcentowane. Miło się zatrzymać, porobić kilka zdjęć, żeby później w domu przeanalizować co to za cudowny twór ( lubię rośliny i plusem nad zwierzyną to fakt, że one się ludzi nie boją) .

Ostatecznie zawsze mój “timing” na szlaku jest dość słaby, bo co rusz trzeba zrobić zdjęcie tym pięknym kwiatom, ale drugiej strony jaka przyjemność ,kiedy przegląda się zdjęcia z wycieczki już w domu na wygodnym fotelu z filiżanką gorącej herbaty.

Podczas szyfrowania roślin bardzo przydaję się Google Lens, nowa rzecz i naprawdę bardzo fajna . Oczywiście do głębszej analizy zawsze trzeba mieć dobrą książkę lub poczytać kogoś, kto na botanice zna się dobrze (jak na przykład Dominika Kustosz).

Z ciekawych rzeczy, które ostatnio bardzo przyczyniły się do zwrócenia większej uwagi na piękno tatrzańskiej flory, warto śledzić polską projektantkę (ORSKA ) która to wraz z TPN prowadzi bardzo ciekawy projekt nowej biżuterii inspirowanej górskimi kwiatami . Bardzo ładnie to wygląda i myślę, że jest to świetny pomysł na prezent dla miłośniczki górskich wypadów.

Mi osobiście wystarcza piękno, które spotykam na szlaku i właśnie z tego powodu już nie mogę się doczekać kolejnej wycieczki . Zostaje mi tylko odczekać az w końcu przestanie padać , słońce się pojawi i Tatry znów jak za sprawą magii zaczną się mienić w kolorach tęczy.

Najbardziej rozpoznawalny szczyt w Polsce to bez dwóch zdań Giewont. Każdy, kto przyjeżdża do Zakopanego pragnie by prędzej czy później na niego wejść. Być w Zakopanem i nie być na Giewoncie to jak być w Luwrze i nie zobaczyć Mona Lisy.

Legenda Giewontu

Mieszkam pod Tatrami już parę ładnych lat, lecz w sumie nigdy do tej pory nie byłem na Giewoncie. W szkole pamiętam jak organizowali kilka razy wycieczki na Giewont, jako ministrant też miałem okazje wybrać się na Giewont z przewodnikiem, lecz jakoś nigdy nie było mi po drodze z tym Giewontem. Dziadek jako leśniczy opowiadał mi różne historie związane z tą górą – jedną na pewno znacie i to jest ta słynna ze śpiącymi rycerzami. Ponoć w wyrytej pod Giewontem jaskini do dzisiaj czuwają rycerze koronni, żeby w razie niebezpieczeństwa walczyć za nasz kraj. Oczywiście ile w tym prawdy sami wiecie, ale nasz umysł płata figle i dzisiaj dzięki tej opowieści, Giewont jawi się nam sylwetką śpiącego rycerza.

Krzyż na Giewoncie

Szlak na Giewont ogólnie to jeden z najbardziej popularnych szlaków w naszych Tatrach. Długo się zastanawiałem z jakiej to przyczyny , bo przecież ani to nie najwyższa góra ani najłatwiejsza do zdobycia.Rozum każe mi jednak twierdzić, że popularność Giewontu niewątpliwie jest spowodowana krzyżem.

Krzyż ten na Giewoncie postawiono z inicjatywy zakopiańczyków i ich proboszcza Kazimierza Kaszelewskiego w 1901 roku. Ładnie się prezentuje z daleka, ale z bliska moim zdaniem ta konstrukcja kratowa trochę szpeci.Krzyż jednak czy się jednym to podoba czy nie, dzisiaj na Giewoncie jest już ważnym symbolem tego miejsca. Ciekawa sprawa, że od niedawna podświetlany jest co roku, dokładnie 2 kwietnia o 21.37 co związane jest z rocznicą śmierci Jana Pawła II, którego górale bardzo lubili.

Jak wysoki jest Giewont?

Wracając do samego Giewontu to warto wiedzieć, że wbrew temu co ludzie sądzą, niej jest to najwyższa góra w Tatrach. Giewont mierzy 1984 m.n.p.m.( są różne pomiary, ten pochodzi z Wikipedii ) i należy do Tatr Zachodnich, a nie Wysokich . W Tatrach Zachodnich również nie jest on najwyższym szczytem z uwagi, że wyższa jest słowacka Bystra (2248 m.n.p.m.) Giewont mimo to jednak robi wrażenie, szczególnie jak się spojrzy na niego z Zakopanego. ( nad miastem góruje 600 metrowa ściana ) . Sam Eljasz-Radzikowski pisał, że ” …z każdej prawie chaty Giewontu widać , toteż słusznie się mu należy tytuł króla zakopiańskiego.”

Ile idzie się na Giewont ?

Co do szlaku na Giewont fajna sprawa jest taka że mamy kilka opcji do wyboru, ja akurat wybrałem szlak najmniej wymagający, czyli ten niebieski z Kużnic przez Kalatówki i Hale Kondratową. Ogólnie idzie się z Kuznic jakieś 3,20 h a różnica terenu to jakieś 897 m.

Ponoć bardzo ładna trasa jest ( z uwagi na widoki ) żółta przez Dolinę Małej Łąki. Nie byłem, więc nie potwierdzam, lecz chodź idzie się krócej (3,14 h) to trasa wygląda na dość stromą z około 1010 m różnicy terenowej.

Jak znów chcemy przy okazji zaliczyć inną atrakcje po drodze -np. wodospad Siklawice , to warto wybrać szlak zaznaczony na czerwono z Doliny Strążyskiej. Różnica terenów to 975 m a idzie się 3,30 h.

Na koniec mamy jeszcze jeden wariant wcale nie łatwiejszy jak wielu sądzi – czyli szlak na Giewont z Kasprowego. Miałem akurat okazję przejść sie tym szlakiem i uważam, że wcale nie jest on taki mało wymagający jak wielu twierdzi. Z Kasprowego idziemy czerwonym szlakiem przez Goryczkową Czube i tutaj różnica terenowa jest 528 m na wejściu a 621m na zejściu. Spotkałem wiele osób podążając tą trasą na Giewont, nie mając pojęcia w co się pakują. Wielu wręcz było też zdziwionych, że jest to tak trudna trasa i w sumie długa, bo idzie się około 2,55 h .

Czy szlak na Giewont jest trudny?

Idąc na Giewont pierwszy raz szczerze spodziewałem się dużej dawki adrenaliny. Są łańcuchy, przepaście i nie będę sciemniał że jest bezpiecznie , bo nie jest. Z drugiej strony, jak jesteśmy dobrze przygotowani to sama góra nie jest dużym problemem. Największym niebezpieczeństwem na Giewoncie bez wątpienia moim zdaniem są tłumy ludzi. Wielu wybiera się na Giewont w złych butach i z słabą kondycją co stwarza zagrożenie dla innych. Kamienie są mocno tutaj wypolerowane, jako że trasa ta jest mocno eksploatowana (w wilgotny albo deszczowy dzień może tu być naprawdę bardzo niebezpieczne). Ludzie druga sprawa nie umią korzystać z łańcuchów i szarpią je albo co gorsza w ogóle z nich nie korzystają i schodzą ślizgając się na tyłku.

Uwazam że jak sie wybierzemy z samego rana, kiedy jest mniejszy ruch, Giewont jest do zaliczenia bez problemu. Ja tak zrobiłem i przyznam się, ze choć mam lęk wysokości na Giewont wszedłem i zszedłem sam bez większych problemów.

Na koniec jeszcze jedna mała rada. Jak nie czujemy się w stu procentach na siłach pamiętajmy, że wycieczkę na Giewont można zawsze przełożyć. Giewont był, jest i raczej długo jeszcze postoi, więc nie ma pośpiechu.

Bronte. Zwiedzanie Sycylii

Written on 11 lipca 2019, 03:58pm under szlakiem dobrego jedzenia ,zwiedzając.....

Tagged with: ,

Jak kochacie pistacje to na pewno słyszeliście o tych włoskich z Bronte. Są znane na całym świecie i nie bez przyczyny zyskały na sławie bo są to jedne z najlepszych pistacji na świecie.

Będąc na wschodnim wybrzerzu Sycylii nie mogłem nie okrążyć Etny dookoła i tym samym jako wielki wielbiciel pistacji nie zajechać przy okazji do Bronte. To tutaj w tym małym miasteczku u stóp wielkiego wulkanu znajdują się niesamowicie efektowne sady pistacji.

Jak wygląda pistacja ?

Pistacja jest średniej wielkości drzewem, który raz do roku właśnie daje pyszne owoce. Zbiera się je  w środku lata w chwili kiedy owoce zmieniają kolor z czerwonego na biały.  Drzewko  na dobrą sprawę rośnie wśród skał wulkanicznych i zostało tutaj zasadzone prawdopodobnie przez turków co o dziwo znalazł swój idealny mikroklimat. Zbiór owoców jest  wyłącznie ręczny z uwagi na bardzo trudny teren (same skały) , który uniemożliwia wjazd jakiejkolwiek maszynie. Jak rozmawiałem z osoba która zbiera owoce pistacji okazuje się że praca przy zbiorach jest niezwykle wyczerpująca, bo pistacja podczas upałów wydziela lepką substancie która przykleja się do wszystkiego . Nie dość że zbiory są wykonywane na  pełnym słońcu, to jeszcze mamy właśnie do czynienia z tą lepką substancją która przykleja nam się do ubrań i rąk. Nie bez przyczyny zresztą pistacje z Bronte nie są tanie, ale w sumie i tak za tanie jak na tą mega pracę jaka się za nimi kryje. Zbiór wykonuje się co dwa lata żeby drzewa miało możliwosć regeneracji a  po zbiorach trzeba pamietac żę pistacje są jeszcze wystawiane na krótki okres suszenia   i póżniej dopiero są gotowe do spożycia . Ważna kwestia dla konesera pistacji to fakt że  prawdziwe pistacje z Bronte nigdy nie są solone ani prażone. To z prostej przyczyny że  te pistacje nie potrzebują dodatkowych zabiegów potęgujących ich smak w przeciwieństwie do tanich pistacji z plantacji z poza Europy. Należy podkreslić jeszcze oczywistą rzecz ze pistacja z Bronte nie jest nawożona, ani szczególnie chroniona pestycydami co kwalifikuje ja do żywności ekologicznej .

Co wyróżnia pistacje z Bronte ?

Jadłem nie raz pistacje kupione tu i tam lecz trzeba przyznać racje, że ta z Bronte na pewno jest najbardziej subtelna. Charakteryzują się maślanym posmakiem i lekką słonością, która wynika wyłącznie z samego owocu. Na pewno cena jest bardzo wysoka, bo w sklepie producenta za paczkę 250 gr zapłaciłem 12 euro, ale z drugiej strony raz na jakiś czas można sobie pozwolić na takie luksusy. Oczywiście  przemysł pistacjowy nie kończy się tylko na samych suszonych owocach, lecz oferuje o wiele więcej. Z pistacji z Bronte wytwarza się pyszne likiery, kremy z dodatkiem czekolady no i oczywiście niepoliczalną ilość tradycyjnych słodyczy .  Prawdopodobnie jak jedliście dobrej jakości Cannolo na Sycylii to również na końcach kremu spróbowaliście pistacje z Bronte w postaci posypki.

Samo Bronte na dobrą sprawę nie oferuje nic szczególnego a i pistacja tutaj też nie jest zbyt promowana. Polecam wam jednak wypad w to miejsce chociażby z uwagi na piękny krajobraz które tworzą właśnie te wyjątkowe drzewa która dosłownie wyrastają ze skał .

W końcu wiosna pojawiła się pod tatrami i  nie wiedzieć czemu wraz z pojawieniem się również krokusów ciągle mi w głowie tylko szafran. Oczywiście wiem, że nasz rodzimy Szafran Spiski  z szafranem jako przyprawą nie ma dużo wspólnego, ale nie ukrywam, że ciekawi mnie ogólnie pochodzenie szafranu jako przyprawy w Europie.

Jak się okazuje szafran pochodzi z dalekiej Azji. Dawno temu buddyjscy kapłani używali szafranu głównie  do barwienia ich tkanin na żółto. Na dobrą sprawę w X w. kiedy ten kwiat  został sprowadzony przez starożytnych persów do Europy, szafran nadal był głównie używany głównie jako barwnik. We wschodniej Anglii w hrabstwie Essex powstała nawet osada a później miasto gdzie z potrzeby barwienia tkanin założono  ogromne pola uprawne krokusa. ( Saffron Walden ). Niezwykle ciekawy jest zatem fakt, że szafran od początku nie był w ogóle stosowany kulinarnie.

Z czasem jednak się to zmieniało i powoli  został doceniony również w kuchni co dowodem jest fakt że widnieje w kilku przepisach znanych szefów kuchni już w XV w.  W XVI w. szafran pojawił się również już na dobre we Włoszech i od tamtej pory stał się ważnym symbolem luksusu.

Ten fioletowy kwiat dzisiaj jest bardzo ceniony z uwagi głównie na jego cenne pręciki, które są niesamowitym źródłem koloru i smaku. Niektórzy zamiast szafranu używają curcumy co nie bez przyczyny jest zwana szafranem indyjskim, lecz  dla mnie to całkowicie odmienne smaki. Szafran posiada wyjątkowy smak, trochę miodowy z lekką goryczką. Jak się dobrze skupimy to wyczujemy też lekki metaliczny czy rdzawy posmak a niektóre odmiany posiadają lekko morski akcent  co idealnie pasuje do dań śródziemnomorskich( dowodem jest  tradycyjna zupa rybna bouillabaisse czy słynna hiszpańska paella). Nie ukrywam, że dla mnie jako Włocha  szafran kojarzy mi się głównie z ryżem a konkretnie z “Risotto alla Milanese”. Sycylijczycy robią też  świetne “Arancini” z dodatkiem szafranu a w Krakowie moje ulubione lody to oczywiście te szafranowe od Tiffany na placu Szczepańskim

Nie ukrywam, że mam słabość do szafranu i gdyby nie jego wysoka cena to używałbym szafranu jak szalony. Obecnie jest to jedna z najdroższych przypraw na świecie i w sumie się nie dziwie, bo uprawa tego kwiatu jest naprawdę bardzo wymagająca. Kwiaty zakwitają tylko raz do roku a zbiór pręcików to niesamowicie pracochłonna i ręczna robota. Dla zrozumienia ile pracy to wymaga, powiem tylko tyle, że żeby uzyskać 1 kg szafranu potrzeba około 500.000 pręcików od ponad 170.000 kwiatów. Teraz rozumiecie te ceny prawda ?:)

Jak byście wpadli na pomysł wykorzystania naszych krokusów w Tatrach odrazu odradzam. To inny gatunek i po pierwsze nie są zdatne do spożycia a po drugie  są pod scisłą ochroną. Oglądajmy je, cieszmy się ich pięknem, ale niech nam nie przychodzi do głowy, żeby coś z nimi ugotować.

Przygodę kulinarną z szafranem polecam wam zacząć od prostych przepisów. Kupcie na początek trochę szafranu ( wystarczy kilka gramów ) i zróbcie na przykład proste i  świetne masło szafranowe. Możecie takie masło smarować na kanapkach czy podawać jako dodatek do jagnięciny czy kurczaka. Wystarczy tylko zmielić szafran w moździerzu wraz z skórką jednej cytryny i zalać całość łyżką ciepłej wody. Później po wystygnięciu do miksera wrzucie 100 gr masła, wywar szafranowy,sok z jednej cytryny i zmiksujecie wszystko na gładką masę. Jest to świetnie aromatyczne masło i pasuje prawie do wszystkiego.

Idąc dalej  możecie szafran wykorzystywać również w deserach mlecznych czy nawet ciastach. Szafran idealnie pasuje ze śmietaną i mlekiem więc na przykład  można spróbować go dodać do mlecznego budyniu.

W sumie możliwości są nieograniczone a wszystko zależy od was. Polecam eksperymentować a jak cos to również polecam wpaść do nas do restauracji na risotto i cielęcinę z szafranem. Deser też będzie szafranowy ale na razie nie zdradzam, będzie to niespodzianką. 😊

wycinek z ksiązki ” Erbe per il Giardiniere Gourmet” Guido Tommasi Editore

Z roku na rok zainteresowanie krokusami jest coraz większe. Parędziesiąt lat temu mało kto w ogóle znał polane chochołowską i jej możliwości zabarwienia się na fioletowo podczas wiosny. Dzisiaj znów dzięki mediom nie ulega wątpliwości, że każdy marzy o zdjęciu i możliwości zobaczenia tego niezwykle pięknego zjawiska.

Postanowiliśmy wybrać się na Polane Chochołowską, żeby sprawdzić jak się ma sytuacja. Ludzie udostępniają wiele zdjęć, ale na dobrą sprawę nie wiadomo do końca jak wygląda rzeczywiście sytuacja.

Na razie moim zdaniem jest dość wcześnie. Na polanie leży dość dużo śniegu i ogólnie jedynie w górnej partii gdzieniegdzie są widoczne małe pola z krokusami. Na moje oko 2/3 polany pokrywa nadal śnieg wiec uwazam że naprawdę jeszcze ze dwa tygodnie można spokojnie poczekać. Okres kwitnienia może też się przedłużyć jak pogoda sie popsuje lecz licze że apogeum moze być miedzy 8 a 14 kwietnia.
Prognozuje że weekend 13-14 kwietnia będzie najmocniejszym weekendem krokusowym więc informuje że warto w tych dniach o tym pamiętać. Droga do polany chochołowskiej zajmuje plus minus 2 godziny ale w tłumie pamiętajmy że może sie to mocno przedłużyć.

Krokus , szafran spiski czy jak to górale na niego mówią tulipanek ogólnie należy pamietać że nie rośnie tylko na polanie chochołowskiej. Możemy go równie spotkać na polanie Kalatówki, dolinie Lejowej i wielu innych polanach pod Tatrami.

Jeśli jednak koniecznie chcemy udać sie na polane Chochołowską proponowałbym się wybrac w srodku tygodnia najlepiej miedzy 8 -12 kwietnia. Dla tych co nie byli jeszcze, trasa jest bardzo przyjemna ale pamiętajmy o dobrych butach, bo miejscami jest jeszcze dużo lodu i błota. (nie ukrywam że mocno byłem zdziwiony jak sporo ludzi wybrało się dzisiaj na polane w pieknych białych adidasach – nie popełniajmy tego błędu, szkoda butów ;))

Na koniec dwie ważne informacje. Pierwsza to taka że warto zaglądnąć na stronę Hokus Krokus. Gmina Kościelisko wraz z Tpn zorganizowali super projekt który ma na celu ochronę krokusa. Nie ukrywam ,że wiele razy byłem swiadkiem jak ludzie deptali i niszczyli krokusy, nie bądźmy obojętni i zwracajmy uwagę tym ludziom, żeby tego nie robili, bo inaczej krokusów będzie niestety coraz mniej. Drugie info to takie, że w naszej restauracji z uwagi na ten wyjątkowy okres chcemy złożyć hołd naszemu tulipankowi i dlatego będziemy podawać wyjątkowe risotto z szafranem. Tylko w tym czasie będziemy serwować to risotto dlatego szczególnie gorąco polecam nas odwiedzić.
Dziękuje za zainteresowanie i oczywiście poniżej udostępniam zdjęcia robione właśnie podczas naszej dzisiejszej wycieczki do polany chochołowskiej. Pozdrawiam PG

ps. w sumie ja tak mówię że dwa tygodnie ale sami oceńcie…:)

Nie wiem na ile jesteście fanami Ojca Chrzestnego , ale ja bardzo lubie ten film i jak sie dowiedziałem od Carmelo ( własciciel pensjonatu gdzie mieszkałem na Sycylii ),że niedaleko ode mnie mieści się miasteczko gdzie kręcili sceny z ojca chrzestnego od razu postanowiłem się tam udać. Savoca na dobrą sprawę to małe miasteczko położone na wzgórzu , skąd roztacza się piękny widok na wybrzeże jońskie. Od razu widać , żę  tutaj  kult ojca chrzestnego jest dość popularny a szczególnie w kultowym barze ” Vitelli”  gdzie była kręcona jedna z głównych scen. 

Po 50 latach od kręcenia pierwszej częsci Ojca Chrzestnego można powiedzieć że Bar Vitelli wiele się nie zmienił. To prawda że troche poobrastała go winorośl ale po za tym nadal panuje ten sam klimat co w filmie. W tle gra nam muzyka ojca chrzestnego i ciągle można tu napić się świetnej kawy i genialnej granity według sycylijskiego przepisu. To tutaj Michael Corleone umówił się ze swoją przyszłą żoną Apolliną a kilka minut dalej w kościele San Nicolo się z nią ożenił. Bar Vitelli oprócz tego że jest świetnym barem w sycylijskim klimacie mieści w sobie też bezpłatne mini muzeum Ojca Chrzestnego i mały sklepik z wieloma gadzetami związanymi z kultem filmu. Polecam wam tutaj zasiąść , wypić najlepszą kawę jaką piłem na Sycylii i pózniej pozwiedzać miasteczko. Savoca co prawda wiele atrakcji nie oferuje ale na pewno widoków tutaj nie brak . Jak lubicie wyjątkowe atrakcje co jakiś czas w Savoce organizowany jest tour z osłami. Nie jest to tanie ale można na grzbiecie osła wybrać się wraz z przewodnikiem po dośc długim spacerze po Savoce i jej okolicach.

SONY DSC

Nie ukrywam że lubię nowinki i wszystkiego rodzaju gadzety czy mini akcesoria które mogą usprawnić moją pracę. Lubię  również wyszukiwać nowe produkty które pozwolą mi serwować coraz lepsze  dania, które to później będą cieszyć podniebienie moich gości.

Ostanio w Krakowie odbyły się targi gastronomiczne horeca i winiarskie enoexpo. Na jednym i drugim wydarzeniu można było poznać wiele ciekawych osób, produktów i również czegoś nowego dowiedzieć się ze świata gastronomii.

Miło znaleść się pod jednym dachem z wieloma osobami które również w życiu interesują się tym co ty. Było wiele okazji do degustacji świetnych win, serów, piw , herbat , i na dobrą sprawę wszystkiego czego można oczekiwać przy takim rodzaju evencie ( dużo było do zobaczenia i jak zwykle czasu zbyt mało).

Z tych co mnie ciepło przywitali i okazali się niezwykle gościnni musze wspomnieć Premium Wines, Naturalne Herbaty, TomGast, Fattorie del Duca iAg Foods. Innym również dziękuje za mikro poświęcony mi czas lecz nie ukrywam że wyżej wymienieni wystawcy potrafili najlepiej pokazać swój potencjał i tym samym przyszłościowo na pewno zaowocuje to mocną współpracą.

Ogólnie rzecz biorąc na targach tematem przewodnim okazał się chleb. Cieszę się że po wielu latach tak mało ważny traktowany element w restauracji został w końcu dostrzeżony. Co rusz wszyscy idą na łatwiznę kupując mrożone pieczywo a jak się później okazuje zrobić dobry chleb w restauracji wcale nie jest tak trudno –  wymaga tylko czasu 😊

Pamiętam jak rok temu testowaliśmy różne rodzaje pieczyw mrożonych i póżniej po wielu próbach doszlismy do wniosku że nawet najgorszy domowy chleb będzie o niebo lepszy od jakiegokolwiek mrożonego pieczywa .Po roku czasu myślę że doszliśmy do dobrych rezultatów, nasze pieczywo jest dobre,zdrowe i co najważniejsze idealnie sprawdza się do naszych dań.

Od samego początku zależało  mi na lekkim pieczywie z dobrą chłonną strukturą która dobrze wchłaniałaby sosy. Wiedziałem że musze zlikwidować tłuszcze bo to by utrudniało efekt gąbki. I tak po wielu próbach udało się upiec długo wyrastający chleb na samej wodzie i mące z idealną strukturą powietrzną.Ludzie chwalą go i nie ukrywam ze wielu zabiera go również do domu.

Każdy ceniący się kucharz powinien dbać o dobry chleb w restauracji bo to jest podstawą wszystkiego. W wielu restauracjach z gwiazdkami zatrudnieni są celowo piekarze, bo każdy znający się na rzeczy wie , że dobry chleb jest  połową sukcesu.  

Co do drugiego tematu na targach to wiele w Enoexpo działo się wśród musujących win. To też wielki mankament na polskim rynku gastronomicznym i również uważam że bardzo ważny element karty.

Mało kto dziś zamawia musujące wina a to błąd. Francuzi już od dawna wiedza że szampan nie pije się tylko na szczególne wydarzenie lecz również idealnie pasuje do wszelakich dań.

Oczywiście prawdziwy szampan nigdy w restauracji nie będzie tani lecz pamiętajmy o wielu innych musujących winach jak włoskie prosecco czy hiszpańskie cavy ,które ostatnimi czasy naprawdę są mega popularne i mają świetną cenę do jakości.

Ogólnie rzecz biorąc tematy tego roku bardzo trafnie wpasowały się w nasze braki gastronomiczne. Dużo pracy teraz ze strony hoteli i restauracji żeby zmienić trochę stare zwyczaje, które na pewno  zaowocują uznaniem wśród nowych  i starych gości. Nie bójmy się zmieniać się na lepsze 😊

bardzo ładne opakowania z herbatami od naturalne herbaty
świetna kawa i pyszne herbaty owocowe od ag food
czerwone prosecco ??? nie to wildbacher od Premium wines 🙂

Etna. Zwiedzanie Sycylii

Written on 17 listopada 2018, 08:10pm under zwiedzając.....

Tagged with: , , ,

Jedną z największych atrakcji na Sycylii to niewątpliwie Etna. Jest to najwyższy wulkan w Europie i co najlepsze ciągle  czynny. Czubek Etny sięga 3346 metrów nad poziomem morza i włosi oczywiście za dość sporą kasę dają nam możliwość dotarcia  prawie na samą górę.

Nie ukrywam że ta góra popiołu  robi mega wrażenie –  szczególnie dla przyjezdnego . Tubylcy z tego co zauważyłem już zdążyli się przyzwyczaić do tego olbrzyma a co ciekawe nawet zbytnio się nie przejmują jak coś z niego zaczyna konkretnego wybuchać . Tak na dobrą sprawę każdy tutejszy mieszkaniec śpi codziennie nad bombą , która pewnego pięknego dnia w końcu wybuchnie  i pokryje ogniem całe miasta i ich mieszkańców.

Etna dzisiaj  bardziej niż  przekleństwem jednak jest uważana za  błogosławieństwo. Ściąga miliony turystów którzy przyjeżdzają z całego świata aby ujrzeć to cudo natury, przy okazji zostawiając  dużo pieniędzy. Do  głównej bazy parkingowej spod Etny można dojechać na dobrą sprawę z wielu miejscowości  otaczających wulkan , ale najwięcej autobusów w tym specjalizujących wyrusza z  Catanii. Ja do Etny ruszyłem własnym samochodem  od strony Taorminy gdzie miałem nocleg. Stamtąd najpierw pokierowałem się do miejscowości Giarre  gdzie tam   zaczołem podejscie az do niewielkiego podwulkanicznego miasteczka  Zafferana Etnea. Pózniej na dobrą sprawę nie było nic prócz drogi która wiła sie do góry serpentynami aż do do głównego parkingu pod dolną stacją kolejową  Etny. Tutaj sprawa wygląda tak, że za parking się nie płaci ale chodzi jakiś dziadek który niby udaje parkingowego i trzeba mu coś rzucić, bo jak nie mogą być problemy ( ja dałem 2 euro ). Z parkingu mamy znów kolej która wywiezie nas na wysokość 2500 tysiąca i ona kosztuje 30 euro od osoby . Na górnej stacji kolejki w sumie nie znajdziecie nic szczególnego co by nie było niżej , ciągle góry popiołu i trochę lepsze widoki na Catanie, ale tu znów mamy opcje  zapłacenia kolejnych 34 euro żęby załadować się do jepów wraz z przewodnikiem  i podjechac na sam szczyt gdzie znajdują się kratery. W sumie  cały kurs licząc od dolnej stacji kolejki kosztować nas będzie 64 euro. Czy warto??? Oczywiście że tak, bo kto nie marzy o tym żeby się  znaleść  na szczycie wulkanu ?Ja szczerze sobie odpuściłem. Nie tyle z uwagi na pięniądze, bo zresztą w naszym życiu na pewno wiele więcej żesmy przepuscili na niejedne głupoty ale głównie nie zdecydowałem się z uwagi że chciałbym zdobyć Etnę własnymi siłami. Myślę że taka opcja na pewno da nam więcej satysfakcji a druga sprawa pamiętajcie że dużo ludzi  znalazło się na sam szczyt dzięki samochodom ( bo zapłacili ) ale bardzo mało do niego podeszło na własnych siłach. Jest to cel którzy sobie wyznaczyłem i jeśli miałbym wam polecić wypad na Etne to również zastanówcie się nad taką opcją.Nie wiem na ile jesteście wytrwali, głodni takich wyzwań ale gwarantuje że widok z góry po długim podejsciu na pewno bedzie o wiele lepszy niż u typowego bogatego amerykanina który pojechał tutaj wynajetym jeepem .

Na końcu jeszcze podpowiem że na szczyt wulkanu warto się dobrze przygotować. Warunki na tej wysokości są podobne do alpejskich więc warto się ubrać porządnie i miec odpowiednie obuwie. Gdybym pewnie tego dnia był przygotowany jak trzeba ruszyłbym na pewno na samą góre ale w adidasach i bluzie z kapturem jednak to nie byłoby rozsodnę. Nie popełnijcie mojego błędu na przyszłość i życzę udanego podejścia . Pozdr Paolo Graffi.

ps. ważna sprawa że podejscie pod same kratery wymaga wynajęcia przewodnika alpiniste z uprawnieniami wulkaneologa. Nie wiem czy jest taka możliwość, nie wiem ile to może kosztować więc warto się dopytać co i jak .

podczas wjazdu kolejką
widok na Catanie
terenówki dojezdzające na szczyt wulkanu
widok jednego z wielu nizej połozonych kraterów

Taormina. Zwiedzanie Sycylii

Written on 3 września 2018, 08:57am under zwiedzając.....

Tagged with: , , ,

Taormina to bez dwóch zdań  perła Sycylii. W każdym przewodniku wychwalana jest po niebiosa, za swój unikalny charakter wyrózniający się sposród innych miasteczek na wyspie . Ja również pragnąłem zwiedzić Taorminę i w sumie warto było, bo rzeczywiście  jest to rzadki przypadek miasteczka na Sycylii, który bucha luksusem .

Takich miasteczek  na wzgórzu w części wschodniej wyspy mamy na dobrą sprawę dość sporo ale tylko w Taorminie turystyka sięgneła najwyzszego lewelu. Są tutaj same pięcio-gwiazdkowe hotele, bary z muzyką na żywo , restauracje z pięknymi widokami, no i nie brak butików z drogą biżuterią czy odzieżą od znanych projektantów. W całej Sycylii nie udało mi się znaleść tak wypaśnego podziemnego parkingu jak w Taorminie ( nawet w Katanii) ,druga sprawa również to była najdrozsza taryfa za godzinę z całej wyspy ( 2 euro za godzinę )

Pewnie chcielibyście wiedzieć dlaczego Taormina zyskała taką sławę, bo oprócz teatru greckiego i niezłych widoków kilka ładnych lat temu nie było tutaj nic szczególnego. Sprawa jest dosyć prosta. Nazywa się to zjawiskiem turystyki elitarnej. Do Taorminy dawno temu zaczeli zjedzać się ludzie światowej sławy . Nie znam nazwisk ludzi którzy tutaj bywali , lecz byli to wpływowe osoby ,które swoim nazwiskiem zaczeły popularyzować tą mała mieścinę. Z czasem pojawiało się coraz to więcej tych znanych twarz a za nimi również zaczęli się pojawiać milionerzy których przyciągała elitarna sława tego miejsca. Ludzie zauważyli duży potencjał tego miejsca i zaczęto inwestować na potęgę w infrastrukturę . Budowano drogie hotele, wille na wynajem , restauracje i bary .

Maria z teatrem w tle

 

 Dzisiaj ze starej Taorminy niewiele zostało, dawnego klimatu tutaj już nie ma ,ale za to ten nowy, przyciąga co roku tysiące turystów .Dużo tutaj przepychu , imprez i miejsc gdzie można przepuścić mnóstwo pieniędzy na zabawę. W sumie to taki mały Las Vegas na Sycylii.Nie wszystko jednak utracone. Historyczny tutaj jest na pewno Teatr Grecki,  który był moim głównym celem pobytu w Taorminie. . Wejście do niego to grube 10 euro od łebka i to naprawdę odstrasza lecz z drugiej strony powiem wam że warto . Sam Teatr to ruiny jakich można zobaczyć w wielu miejscach we Włoszech lecz to co jest wyjątkowe tutaj to na pewno pozycja w którym ten teatr się znajduje . Mamy dookoła najpiękniejsze widoki na otacząjący nas krajobraz i to prawie ze wszystkich stron. Teatr umiejscowiony został nietypowo jak na tamte czasy a to własnie z uwagi na  krajobraz. Warto spędzić naprawdę kilka godzin w tym miejscu delektując się otaczającymi widokami. W sezonie na pewno warto się też skusić  na spektakle jakie są tutaj organizowane , atmosfera musi być niesamowita.

widok z teatru na Taormine

Po za tym jak wspomniałem Taormina wiele nie oferuje , chyba że pragniecie kupić kilka prestiżowych souvernirów czy ubrać się u Valentino. Warto się na pewno przejsć główną ulicą handlową czyli via corso Umberto, aby chociażby nacieszyć oko tym całym luksusem a na końcu koniecznie zatrzymać się na piazza IX Aprile i posłuchać muzyki na żywo z widokiem na morze.

Po za tym jak wspomniałem Taormina wiele nie oferuje , chyba że pragniecie kupić kilka prestiżowych souvernirów czy ubrać się u Valentino.

Po za samym miasteczkiem warto wiedzieć że u stóp Taorminy znajduje się przeurocza wysepka Isola Bella. Na dół można wybrać się gondolą która kursuje co 15 minut cena to 3 euro w jedną stronę.Dla wytrwałych jest też opcja na pieszo lecz jest dość stromo i z pół godziny moim zdaniem idzie się na pewno.

Isola Bella

Ogólnie rzecz biorąc Taormina to miejsce unikatowe . Zwykle Sycylia żyje swoim rytmem , nie uzależnionym od turystów , ale tutaj czuć że jest inaczej. Polecam to miejsce, chociaż nie ukrywam że jeśli szukacie autentycznej Sycylii tutaj tego raczej nie znajdziecie… Ce la vie…

Ostatnie promienie słońca …

Szlak niebieski na Rusinową Polanę to niewątpliwie jeden z moich ulubionych szlaków w Tatrach. Nie wymaga dużego przygotowania i druga sprawa jest dość krótki, co pozwala go zaliczyć  nawet wtedy, kiedy nie mamy zbyt wiele wolnego czasu.

Objawienie i historia Rusinowej Polany

W 1860 roku poniżej Rusinowej Polany stało się coś niezwykłego-mała dziewczynka wypasająca krowy  spotkała Matkę Boską. Znamy doskonale tę historię i dzisiaj wielu pielgrzymów z całego świata wybiera się właśnie tutaj  z  uwagi na to wyjątkowe wydarzenie.

Na początku jednak Rusinowa mimo objawienia wcale nie była tak popularna. Wielce  starał się  baca Wojciech Łukaszczyk , który od samego początku zdarzenia starał się możliwie jak najbardziej popularyzować to  miejsce. Opisał dokładnie wydarzenie, rozpowiadał każdemu którego napotkał i w końcu nawet jako pierwszy oznaczył święte miejsce szklanym obrazem ,ale na tamte czasy  było ono odwiedzane sporadycznie i jedynie przez okolicznych pasterzy i drwali.

Z biegiem lat na szczęście powoli   Rusinowa zaczęła  zyskać coraz więcej na popularności a na dobrą sprawę szczególnie dzięki lokalnej ludności-sciśle mówiąc bukowianom :)Najpierw to oni  głównie  odwiedzali małą kapliczkę i już  początkiem XX wieku organizowano tutaj  pierwsze pielgrzymki ,które cieszyły się ogromną popularnoscią .  Po II wojnie światowej a dokładnie w 1958 roku  kosćiół zauważył duże zainteresowanie miejscem i oficjalnie żeby  nie zostało ono zaniedbane przez wielu pielgrzymów, postanowiono go oddać w opiece dominikanom z Małego Cichego.

Dzisiaj Sanktuarium na Wiktorówkach  odwiedzają tysiące turystów z całego świata i stało się jednym z najbardziej odwiedzanych kościołów w Tatrach. 

Szlakiem niebieskim na Rusinową Polanę z Zazadni przez Wiktorówki

Nie ukrywam ,że poza sezonem kiedy mam wolny dzień od pracy chętnie wybieram się na Rusinową Polanę. Scieżka prowadząca od Zazadniej to niecała godzina drogi a idzie się naprawdę przyjemnie w cieniu drzew i tryskającego niedaleko wodą potoku. 

Po dotarciu do Sanktuarium obowiązkowa jest zawsze herbatka przyrządzona przez braci z blisko usytuowanego świętego żródełka . Jest to chyba  najlepsza herbata na świecie i założe się że przepis na nią jest jeszcze bardziej  strzeżony niż sama receptura Coca Coli :)(Przy źródełku warto też zmówić modlitwę przy tablicach pamiątkowych ludzi którzy zginęli w Tatrach.)

Wypas kulturowy owiec na Rusinowej Polanie

Po wypiciu herbatki , odpoczynku i krótkiej modlitwie idę dalej w górę i po niecałych 15 min jestem już na mojej ukochanej Polanie Rusinowej. Warto na pewno zostać tutaj chwilę, nacieszyć się tą piękną panoramą i jak lubimy to koniecznie spróbować oryginalnego oscypka z połóżonej niedalego bacówki. Owce wypasają się tutaj  pod scisłą kontrolą Tatrzańskiego Parku Narodowego  w  ramach kulturalnego wypasu owiec . Dają świetne mleko  a ser z nich ( szczególnie wiosną )  jest bardzo aromatyczny. Druga sprawa na polanie znajdziemy sporo ław, które pozwolą nam przyjemnie spozywac nasz posiłek  w otoczeniu pięknych widoków. 

Po pysznym oscypku , świetnej herbacie i cudownym otoczeniu przychodzi czas wrócić do domu. Zawsze wracam z Rusinowej mega wypoczęty  i pełny szczęścia . To taki mój sposób na odstresowanie :-)Polecam wam tą trasę szczególnie jak wiele po górach nie chodzicie. Jest łatwa, krótka i mega przyjemna.

Widok kościółka ze schodów prowadzących na Rusinową Polane
Najlepsza herbata na świecie oczywiscie na Wiktorówkach