Długo nie pisałem o winach, więc czas to nadrobić . Dzisiaj chciałbym wam opowiedzieć o wyjątkowym musiaku a konkretnie o Wildbaherze winifikowanym metodą szampańską z domu Col Sandago.

Nie ukrywam, że od jakiegoś czasu w naszej restauracji staramy się poszerzyć ofertę win musujących. Wbrew temu co wielu sądzi, musujące wina nie tylko warto pić podczas świętowania, świetnie nadają się również do food paringu. Wprowadziliśmy jakiś czas temu Widlbahera rózowego, o którym szerzej napisałem tutaj i teraz myślę, że nadszedł powoli czas, żeby wprowadzić do oferty coś bardziej poważnego.

Mowa oczywiście o Wildbaherze winifikowanym metodą klasyczną, który zakupiłem w grudniu zeszłego roku podczas targów winnych Enoexpo (Premium Wines).

Jak to przystało na dobrego szampana, na dobrego Wildbahera również trzeba trochę poczekać. Mimo młodego wieku jednak to wino bardzo dobrze się prezentuje i co najważniejsze widać w nim duży potencjał.

Drobne bąbelki dostarczyły mi piękne kwiatowe zapachy , z różą na pierwszym planie jak na Wildbahera przystało. Nos konkretny, ale smak jeszcze bardziej. Czuć było mocno poziomkę i skórkę chleba co świadczy, że to wino jeszcze ma wiele pracy przed sobą.

Zostawiłem go bez korka w celu lekkiego utlenienia i po godzinie znów to samo. Bąbelki trochę bardziej leniwie wspinały się na górę, ale zapach nadal był dość zaakcentowany. Na pewno to wino wymaga czasu ale już dziś możemy mieć pewien obraz jak sie może prezentować za kilka lat. Na pewno z czasem nabierze więcej elegancji, mogą sie pojawić nuty likierowe i nie ukrywam że to najbardziej cenie w starych szampanach.

Przyznaje również że ciągle nie dowierzam możliwości, jakie może dawać Wildbaher. Oczarowuje mnie pod każdym względem, czy to jako młode czy długo potrzymane na drożdżach wino. Po prostu niesamowite pod każdym względem. Piękne wino.

Kiedyś podczas rozmowy z Martino Zanetti wielki Luigi Veronelli zwierzył sie, że jesli miałby posiadłość w Col Sandago to wykarczował by wszystkie winnice z Prosecco, zeby nasadzić Wildbahera. 

Choc może się wydawać nieco drastycznym posunięciem  to jednak potwierdzam że również na miejsu Zanettiego też bym tak zrobił. 

Wystarczy spróbowac raz Wildbahera i wszystko staje się jasne jak słońce. Wino ma charakter, klasę i potencjał który zaden inny szczep który jest uprawiany Conegliano się z nim nie równa. 

Historia Wildbahera choc kończy sie happy endem to na początku wcale nie była tak pozytywna. Szczep zrodził sie w Styrii , tam włoscy winiarze docenili jakosc jaką Wildaher potrafił osiągnąc i postanowili sciągnąc go do siebie. Szczep okazał sie bardzo problematyczny , mało wydajny i na dobrą sprawę przyjoł sie jedynie w Conegliano. Dawał piękne arystokratyczne wina ale na tamte czasy rynek szukał tanszych win codziennych i dlatego postawiono głównie  na uprawę prosecco. Na dobra sprawę o Wildbaherze zapomniano na dobre do dziś kiedy artysta i tradycjonalista Martino Zanetti postanowił wykupic starą winnicę Wildbahera. Odbudował winnice i dzisiaj warto podkreslic że  Col Sandago to jedyna winnica na świecie która uprawia Wildbahera czarnego . ( nie należy mylić z Wildbaherem niebieskim który jest gorszym szczepem głównie używanym do winifikacji tanich win)

Pierwsze wino które spróbowałem od Col Sandago  to Brut Rose. Posiada swietny zapach rózany połaczony z poziomką. Do tego swietny balans w ustach z niesamowitym długim finiszem klasuje to wino wsród moich ulubionych na aperitif. 

Wildbaher to nowosć w naszej karcie win. Zaczeliśmy współprace z kolejnym świetnym importerem – Premium Wines i myśle że niedługo wprowadzimy do karty również inne pozycje z Col Sandago. Na chwile obecną cieszmy sie tym rózanym eliksirem, na sylwestra bedzie pasował idealnie. 

piękny kolor 😉