Wariacje owocowe

Written on 24 sierpnia 2015, 01:28pm under po godzinach

Tagged with: , , ,

DSC_1032

Owoce  to mój ulubiony letni przysmak. Uważam że niema   bardziej pysznego  deseru niż lody śmietankowe pokryte na bogato jagodami lesnymi i to wszystko jeszcze polane łychą pysznego miodu spadziowego Mmmmmm… Oczywiście jagody są pyszne  lecz nie zapominam również o jeżynach, malinach czy porzeczkach które w Polsce sa naprawdę wyborne.

Lubie zajadać się owocami, o tak prosto z krzaka !Lecz niewątpliwie jeszcze lepsza zabawa jest kiedy nachodzi mnie chęć przerobienia ich na pyszne soki, konfitury czy nalewki. Zmieniają wtedy swój kolor, zapach, no i oczywiscie  konstystencję.

Niewątpliwie genialne są np truskawki macerowane . Zostawiam je pod cukrem na kilka godzin , pózniej spryskuje odrobiną cytryny i na końcu miksuje. Powstaje genialny “Coulis” – mega odświeżący deser, który nam umili gorące popołudnia. Z truskawek wychodzą tez genialne kompoty gdzie ja na 1kg owocu daje  100 g cukru i 5 l wody . Taki kompot to moim zdaniem najlepszy napój jaki istnieje, nie dośc że prosto się go robi to jest zdrowy i posiedzi nam w lodówce dobre kilka dni. 

Z dziecięcych lat przypominam sobie  różnorakie soki, które dodane do napojów idealnie umilały mi zimowe wieczory. Taki sok łatwo jest zrobić z malin zostawiając  je pod cukrem kilka dni. Po puszczeniu przez owoce sok, należy wszystko przetrzeć przez sito i spasteryzować (czyli zagotowac całość do wrzenia). Jak  mi bardziej zależy na mętnym soku to wtedy sięgam po  sokowirówkę. Można z niej  uzyskać mega gęsty sok który w szczególności wybitny wychodzi z czarnej porzeczki. Po uzyskaniu takiego soku zazwyczaj warto go wypić w ciągu kilku dni ( ja odrazu go spijam ) a jak nam zależy na zakonserwowaniu tego eliksiru, to polecam dodać cukier ( na 1 l ok 300 g cukru )i zagotować , wtedy uzyskamy super syrop który będzie idealnym dodatkiem do herbaty. Oczywiście w kuchni nic się nie wyrzuca i z wytłoczyn po wirowaniu soku można pobawić się w winiarza ,lecz trzeba mieć niezłą wiedzę na ten temat, więc ja zwykle zalewam wytłoczyny spirytusem w celu sporządzena nalewki  a czasami również    smaruje wszystko na blache i wkładam  do pieca na kilka godzin w temp 100 stopni- z całej masy po wysuszeniu wychodzą mega dobre chipsy które można dodać do lodów czy ciast.

Owoce jak wspomniałem wcześniej warto równiez zalewać a nalewki to niewątpliwie moje ulubione procentowe trunki . Tego roku podczas wakacji w Tyrolu przywiozłem dosc dużo grappy i właśnie nimi zalałem swoje pyszne owoce. Zamiast grappy oczywiscie można zalać owoce dobrą wódką czy nawet białym  winem i  odczekać jakiś miesiąc aż wszystko się przegryzie.Pózniej trzeba tylko całość przefiltrować i zabutelkować. Taka nalewka zazwyczaj jest gotowa po kilku miesiącach więc jak ją teraz zrobimuy to akurat w grudniu będzie już do wypicia.

Oczywiście każdy w domu na pewno gotuje wszelakiego rodzaju owoce w celu uzyskania pysznych konfitur. Jest to znakomity sposób na uwiecznienie lata w słoiku. Jak ja robie konfitury to  zazwyczaj na 1 kg owocu dodaje 250 gr cukru i gotuje aż do zgęstnienia. Trzeba pamiętać że takie owoce jak truskawki mają mało substancji zelującej w sobie ( pektyna ), więc zamiast niepotrzebnie dodawać tak zwany żelfix , warto dodać inne owoce które je posiadają w wiekszej mierze jak gruszki czy jabłka.

Ostatecznie owoce również można mrozić. Najlepiej wykorzystywaćdo tego celu  szybkoschładzarke szokową lecz oczywiste jest  że nie każdy ma coś takiego w domu. Jeśli byśmy się jednak  uparli to jednak można kupić ciekły azot który wyręczy nas w tej sprawie a wcale nie jest tak trudno dostępny jak nam się wydaje. Trzeba jednak pamiętać że mrożone owoce niezaleznie od metody mrożenia zawsze troche stracą na konsytencji lecz i tak będą sto razy lepsze niż te kupione już mrożone w hipermarkecie.

Podsumując możliwości z owocami są nieskonczone a każdego zachęcam do tej zabawy, bo jak nie teraz to kiedy. Pozdr Chef

 

 

IMG_20150519_000820

Są ksiązki które zapadają ci w pamięci na wieki a po ich przeczytaniu nie dość że doznałeś ogromnej przyjemności to jeszcze masz ochote na więcej. Taką niewątpliwie pozycją była dla mnie ksiązka Marka Brzezińskiego pt “Kulisy Kulinarnej Akademii”. 

Autor opisuje w tej ksiązce swoją historie związaną z wyjazdem do Francji do jednych z najlepszych szkół kulinarnych na świecie ( a na pewno najbardziej prestiżowej ) czyli Le Cordon Blue. 

Napisana z humorem i niezwykle ciekawymi wątkami związanymi ze szkołą (lecz nie tylko) od tej książki po prostu nie chce się oderwać wzroku. Uważam ją za mój bestseller i naprawdę po skończeniu całości zapragnołem wyjazdu do Francji. 

Fajne w tym wszystkim jest to, że nie ma tylko o samej Akademii Cordon Blue lecz w sumie o wszystkim co spotkało autora podczas swojego wyjazdu . Zwiedzał on cały kraj żeby poznać kulturę która się ściśle  wiąże z jedzeniem a druga sprawa pozwala na zrozumienie lepiej całą ta francuską sztukę kulinarną. 

Książka napisana naprawdę wyśmienicie  a dodatkowo znajdziecie  w niej również dużo super ciekawych przepisów na francuskie wielkie znane przysmaki ( oczywiście rodem z Akademii Cordon Blue ).

Myślę że obowiązkowa pozycja dla miłośnika  Cuisine Francese, a jeśli  nim jeszcze nie jesteście, to na pewno po przeczytaniu tej książki się staniecie. 😉

 

Gault & Millau

Written on 4 grudnia 2014, 08:48pm under po godzinach ,swięta i nie tylko

Tagged with: , , ,

DSC_0018

Kojarzycie może genialny film z Van Dammem o tytule Quest? W filmie (jeśli nie pamiętacie )najlepsi fighterzy z całego świata zostali zaproszeni na prestiżowy turniej Smoka gdzie można było wygrac tytuł nalepszego z najlepszych.

Ok może przesadzam, ale przez chwile jadąc na Gale Gault e Millau odczułem podobne wrażenia jak z filmu. Otóż najlepsi z najlepszych ( wsród kucharzy ) tego dnia ( 30 listopada) wybrali się z najdalszych zakątków Polski aby zmierzyć się w ostatnim starciu o miano szefa Roku.

Hehehe… może rzeczywiscie troche przesadziłem ( szczególnie z tym starciem) lecz niewątpliwie Gala była niesamowitym widowiskiem na żywo. 

Plan całego wydarzenia  był naprawde bardzo ciekawy. Początek troche się dłużył lecz to akurat mi nie przeszkadało bo było z kim i o czym rozmawiać( w koncu ponad 300 szefów kuchni). Formuła była taka że najpierw mieliśmy mały wstęp jak naprawdę wygląda filozofia Gault e Millau. Dużo by tu pisać lecz ogólnie to co mi się najbardziej podobało w filozofii zółtego przedwodnika  to fakt że  kucharze są tutaj najważniejsi. Nie liczy się gdzie masz swoją restauracje jak ona jest znana, nie ważne jest również to czy klamki w twoich drzwiach są pozłacane czy nie , przede wszystkim liczy się to żebyś gotował smacznie, zdrowo i możliwie z lokalnych produktów..

W tym roku zdradze od razu że szefem roku został Modesto lecz nie jest powiedziane że za rok szefem roku stanie się ktoś całkowicie nie znany . Gault e Millau ma swoją grupe zawodowców ( inspektorów ) którzy w przeciągu kilku miesięcy siegają do najgłebszych zakątków Polski. Myśle że to przede wszystkim wyróznia Gault e Millau od Michelin. Inspektor z Michelin z tego co mi wiadomo wiekszość czasu siedzi w Warszawie a na dwa lub trzy dni pojedzie do Krakowa. Jego krytyka jest okrojona jedynie o stolice , Gault e Millau sięga  na obszar całej Polski i to przez kilka miesięcy.

Wiadomo oczywiście że wszystkiego się zbadać dokładnie  nie da ( szczególnie w tak krótkim czasie), bo sam badam od wielu lat góralską kuchnie na Podhalu i jeszcze sam do konca nie jestem pewien gdzie bym zjadł najlepiej   lecz Gault e Millau w Polsce naprawdę (w odróznieniu do Michelin który tylko sprawdza ) jest poszukiwaczem dobrego smaku i myśle ze z roku na rok na pewno będą zdobywać wiekszą wiedzę.

No ale wrócmy do samej Gali.Po małym wstępie o filozofii przewodniku Prokop wprowadził nas w ciekawy moment nominacji szefów ,tak więc bawiąc się świetnie ze swoimi kolegami  przy stoliku  zgadywaliśmy kto może wygrać dane tytuły. 

Każdy Szef mógł zostać wyrózniony w 5 kategoriach czyli:

  • Szef Tradycji
  • Kobieta Szef
  • Młody Talent
  • Szef Jutra
  • Szef Roku

 Szefem Tradycyjnym został Bartek Rudnik z Restauracji Romantycznej Dr Irena Eris. Bartek podczas uroczystej kolacji podał nam świetnego łososia Bałtyckiego i myśle że ryby to własnie jego specjalność. Drugi laureat w kategorii kobieta Chef była Agata Wojda od Kręglickich .  Trzeci w kategorii młody talent  to Witek Iwański z Aruany gdzie podał przepysznego schaba ze świni złotnickiej ( rozpływał się naprawdę w ustach). Szefem Jutra został Andrea Camastra z Senses i miałem okazje poznać jego dekonstrukcyjną wersje pierogów ruskich.. Na końcu (czyli to co najlepsze) był deser w wydaniu Modesta – ciastko czekoladowe pokryte gniazdem z buraków na której położona była świeca ( niestety nie smaczna ) która oświetłała kapelusz kucharski którzy robił za klosz całości. Bardzo pomysłowe i  smaczne, dobrane z genialnym Porto który w nosie odnosił się do całosci z pięknym i jakże intensywnym zapachem wosku.

Na koniec dostaliśmy wszyscy  po egzemplarzu przewodnika Gault e Millau i oczywiście każdy się rzucił na niego żeby sprawdzić jak wysoko doceniono jego starania. Ja wraz z tatą mamy po 1 czapce, lecz i tak myślę że ta czapka powinna należeć tylko do niego bo to on stworzył Lechalet. Na Podhalu wyróznieni zostali również: Bąkowo Zohylina, Grand Nosalowy, Crocus,Gazdówka, Bury Miś i Bukovina . Gratuluje wszystkim i życzę żeby z roku na rok zdobywali coraz to więcej czapek.

Koncze  Dziekując  Gault e Millau ze nas zaprosił na gale , na pewno te super wspomnienia zostaną na długo w moich myślach. Teraz jednak czas podwinąc rękawy do góry bo sezon się zbliża a przed nami  jeszcze wiele  do zrobienia .Pozdr Chef

 

DSC_0023

 

 

 

Przed sezonem …

Written on 28 listopada 2014, 11:42pm under po godzinach ,w Murzasichle

Tagged with:

DSC00011

No tak, w końcu już chyba mamy zimę . Padało jak diabli przez jedną noc i pół dnia i w końcu nasze Podhale się ładnie zabieliło. Armatki na stokach już zaczeły śnieżyć  i wieczorami ciężko zasnąc lecz kwestia przyzwyczajenia i znów będę spał jak suseł.Dni teraz są bardzo leniwe , mało się che lecz tym bardziej człowiek nie ma  ochoty siedzieć bezczynnie cały dzień. Noc zapada dość szybko i miewam wrażenie że tego słońca prawie nie ma w ogóle. W Murzasichlu czas się zatrzymał. Mało samochodów, mało ludzi – no może oprócz Niedzieli kiedy ludzie z kościoła wracają. Jest tak trochę smutno lecz i może  dobrze że bywają takie okresy bo  człowiek ma czas na odpoczynek i przemyślenia.

Nie narzekam bo narzekać będę dopiero od 26 grudnia. Wtedy zacznie się tak zwany Hardcore. Pobudka o 6, wyjazd na zakupy i powrót o 9 , pózniej mise in place do 11 i o 11.30 obiad.Od 12 otwieramy restaurcje i tak będziemy hulać aż do 22. Po 22 małe sprawozdanie co należy zrobić na jutro i kupić, tak około 23 zamkniecie restauracji.Wróce do siebie coś może przeczytam na szybko i może zasnę tak koło 01. Zostaje mi 5 godzin snu, bo jutro wszystko od nowa.  Kocham To !!!! Niech zacznie się w końcu ten sezon!!!

Designer Outlet Parndorf

Written on 15 września 2014, 11:58am under coś o mnie ,po godzinach

Tagged with: , ,

DSC_0067

Wszyscy dziś kochamy wyprzedaże i coraz to bardziej popularne stają się tak zwane duże Outlety, gdzie za małe pieniądze kupimy dobre ubrania znanych projektantów.

W Krakowie jest na przykład Factory i TkMAXX które mają naprawde bardzo dobre marki lecz nie każdy wie że kawałek od Zakopanego znajdziemy bardziej wypaśny Outlet gdzie znajdują się butiki takich marek jak Prada, Gucci, Armani czy Ralph Loren.

Dokładnie to miejsce znajduje się w okolicach  Wiednia co w sumie nie jest blisko bo to ponad 400 km lecz jakby na to nie spojrzeć to tylko 4 godziny drogi w jedną strone od Zakopanego ( dla porównania do Krakowa z Zakopanego jedzie się prawie 2H).

McArthur Glen Designer Outlet to siec prestizowych Outletów w całej Europie , stały się popularne przez to własnie że można kupić naprawdę wyjątkowe rzeczy jak buty od Prady czy jeansy od Trussardi przecenione nawet do 70 %. Wiadomo oczywiście że nie jest tam wystawiana najnowsza kolekcja, lecz jeśli komuś nie zależy żeby być na topie i kocha na przykład genialne koszule Gucciego to zamiast zapłacić 1000 euro może się zdarzyć że wyda jedynie 300. Po za tym trencz od Burberry czy puchówka od Armani to klasyki które w szafie zawsze warto mieć.

Polecam to miejsce szczególnie jesli nie jestescie fanami sieciówek a moim zdaniem lepiej przyoszczedzić sobie troche grosza i zrobić sobie wyjazd do Pandorfa ze znajomymi i nakupić się na cały sezon niz tak co miesiąc kupić coś na jedną chwile. (Na stronie zawsze dostępne są ostanie akcje wyprzedażowe także zawsze można być na bieząco.)

Do Parndorfa zawsze uderzam jak jade do Włoch bo jest po drodze. Ważne jest tylko że od Bratislawy należy się kierować w strone Budapesztu i na autostradzie należy wybrać wyjazd Pandorf. Z Pandorfu pózniej warto kierować się do Einsestatd i po 40 km znów sie znajdziemy na autostradzie która prowadzi do słonecznej Italii. Pozdr Chef

designer outlet

Nocą …

Written on 27 lipca 2014, 12:00am under po godzinach

Tagged with:

IMG_20140706_194841

Niewątpliwie jeden z najbardziej bajkowych momentów miasta jest noc. Wszystko się uspokaja i nagle robi się magicznie. Kocham szczególnie zakupy póżną nocą. Wtedy niema tego tłoku, alejki puste i ma się wrażenie jakby było sie samemu w tej dużej i przestronnej hali. Mozna sobie spokojnie pooglądać wszystko i nacieszyć oko po zatym  tym  nigdzie nam nie śpieszno no bo przecież do kas na pewno nie będzie kolejek. Gdzieniegdzie ktoś od czasu do czasu wyskoczy z rogu lecz to prawdopodobnie pracownik i nie rzadko się zdarzy że życzymy sobie dobrej nocy.  Ludzie są bardziej przyjazni o takiej porze i chętnie pomogą , no bo zresztą  takie nocki to dla nich same nudy.

W KRK dużo już supermarketów pracuje 24 h i naprawde uważam to za wielki plus. Wiadomo żę może niektórych rzeczy zabraknąc o takiej porze jak swięze bułeczki czy warzywa , lecz nie oszukujmy się po takie rzeczy się do hipermarketów nie chodzi ;).

Polecam każdemu taki wypad bo uwierzcie mi ze czasami może nawet być on relaksujący. Pozdr ( miłośnik nocnych zakupów ) 

 

Nad rzeką …

Written on 21 lipca 2014, 12:03pm under po godzinach

Wpierw słońce i upał, nagle burza, ciemno i zimno.

Rzeka paruje i w moment robi się gęsta mgła.

Woda zaczyna coraz bardziej być wzburzona i masz wrażenie jakby nagle miała tędy przejść ogromna fala jak w Władcy  Pierścieni.

Ty stoisz sam na środku rzeki , bo ryby mądrzejsze od ciebie już dawno  skryły  się koło brzegu pod skałami – teraz na pewno już nie wezmą.

Zastanawiasz się co robić bo w sumie zaczyna coraz mocniej grzmieć.

Wędka w sumie z włókna węglowego i tak na środku rzeki to mam duże prawdopodobieństwo że pier****ie mnie zaraz piorun, a szczerze nawet jakby chybił i przeszedł obok to przecież woda jest dobrym przewodnikiem elektryczności, ale co tam, raz się żyje, wyciagam Xperie i  zaczynam pstrykać kilka  zdjęć .

Pada jak to mówią” z cebra”  lecz przecież telefon wodoodporny więc sprawdźmy tych Chinczyków czy mówią prawdę.

Nagle burza ustała.

Słońce się pojawiło lecz zaczyna zachodzić.

Czas do domu.

Ryb mało ale za to jakie fotki!!! 

Zdjęcia robione na odcinku  stacja paliw Orlen Białka - oczyszczalnia scieków Czarna Góra 
przed, w czasie i po burzy. 

   DSC_0065DSC_0060 DSC_0056

Rzeka Białka Tatrzańska – powrót

Written on 8 lipca 2014, 10:43am under coś o mnie ,po godzinach

Tagged with:

29.06-EFFECTS
Wypad nad Białke przekładalem już od maja , bo to zła pogoda, niema czasu itp sprawy. Ostanio jednak misja zakończona. Wróciłem na rzeke po długiej przerwie zimowej i co moge powiedzieć.Super !!!!
Jak to Białka wszystko się pozmieniało. Dawne dobre miejscówki sa teraz całkiem suche i koryto rzeki zmieniło całkowicie swój bieg. Jest to normalne. Kiedyś nawet  przyznam się  że chciałem zrobić mapke rzeki i zaznaczyć miejsca warte uwagi lecz pytanie po co? Pierwsze wieksze deszcze i w Białce po prostu metamorfoza.

DSC_0029

To jest dzika rzeka i tutaj o rybe trzeba się mocno natrudzić bo i woda przejrzysta, skały śliskie a nurt chętnie zwali z nóg. Ile to jak straciłem stucznych much które zaczepiły się o dno lub gałęzie zatopione, nawet nie jestem stanie zliczyć. Jak wogóle sobie przypomne moje początki muszkarstwa to aż dziw że taki wytrwały byłem i nie połamałem wszystkiego. Pamiętam że bywały dni że ( na początku ) że zastanawiałem się czy wogóle w tej rzece są ryby. Spędzałem całe dnie nad rzeką  machając jak ten głupi przy okazji nie mając nic zlowionego. Modliłem się o jednego pstrąga i wkońcu po chyba 2 tygodniach prób i błedów złowiłem 😉
Z roku na rok bywałem coraz lepszy lecz chociaż wydawało mi się że już wszystko wiem pstrągi dalej potrafiły udowodnić że są mądrzejsze ode mnie.
Dzisiaj wiem że chociaż  biorąc takie czynniki pod uwagę jak zachmurzenie, prąd wody, mętność, wiatr czy temperature dobierając  idealną przynęte to i tak może się trafić że ryba nie będzię brała bo po prostu dziś tak ma.

DSC_0024

Czasami zal mi wędkarzy  którzy łowią nad Białką pierwszy raz bo tak jak ja zaczynałem oni również wracają do domu z pustym koszykiem. Nie pomoże tutaj w żadnym wypadku najlepszy sprzęt czy najlepsza stuczna mucha , po prostu trzeba znać teren i mieć doswiadczenie które wyłącznie się nabiera latami.

Ja ostatnio miałem okazje połowić w górnym odcinku Białki czyli niedaleko miejscowości Jurgów. Złowiłem co prawda nie dużo bo jedynie dwa potokowce i jednego lipienia lecz niema co się dziwić bo tutaj niema co liczyć na częste brania. Rybki oczywiscie niewymiarowe lecz waleczne jak zawsze. Głównie łowiłem na mikroninfe na haku 16 w odcieniach od jasno zielonej do czarnego. W płytkich miejscach szczególnie dobrze nasłonecznionych warto pokusić się na suchą muszkę. Polecam zostawić autko w miejscowości Brzegi niedaleko mostu i wybrać się w dół lub w góre mostu. Dolny odcinek jest bardziej bogaty w płanie co również jest dobrym rozwiązaniem dla mniej doświadczonych. 

Podsumując polecam każdemu tą rzekę bo tutaj sie nabiera szacunku do przyrody.Pozdr Chef

DSC_0025

 

DSC_0030IMG_20140629_094940

 

 

DSC_0043

Czy pamiętacie jak wyglądały kiedyś Tatry? Jak się chodziło po górach i  jak się ubierano ? To wszystko jest mi obce bo nie znam tamtych czasów przed wojną, lecz dzięki tej książce wiele się dowiedziałem.

Historia nas kształtuje i dzięki niej jesteśmy w stanie zrozumieć lepiej otaczający nas świat. Ja będąc całkowicie zielony jeśli chodzi o podhalańską historie, czytając i przedewszytkim oglądając takie ksiązki jak Atlantyda Piotra Mazika powoli zaczynam rozumieć  piękno tatrzańskiej natury i kultury która z czasem zaczyna być niszczona przez nas samych. 

DSC_0044

Kiedyś ludzie potrafili się dobrze bawić na brzegu rzeki lub leśnym gaju bez zbędnych tak zwanych dopalaczy. W góry szło się często i to było przyjemnością a nie przymusem lub sposób na zrobienia wrażenia na innych “że ja tam byłem”. Smieszą mnie dzisiaj bryczki czy kolejki co wożą ludzi na sam szczyt bo to jest niesamowicie zabawne że dziś tak się uprawia górski trekinkg. Ludzie ubrani w najlepsze termoaktywne ubiory chodzą dziś np po dolinie kościeliskiej a dawniej kobiety w spódnicach lub sukniach ( bo nie było etyczne chodzenie w spodniach ) wspinały się na najwieksze szczyty. Pionerzy tacy jak   Zaruski  nie posiadali specyficznego sprzetu podczas zdobywania kolejnego szczytu , wystarczała im zwykle lina i ciupaga , a sami wiekszość scieżek co dziś prowadzą na te szczyty sami  wydeptali.

Krajobraz górski się zmienia bo my  się zmieniamy. Warto wydać te 100 zł ( 99 ) na te ksiązke żeby sobie  przypomnieć jak kiedyś ludzie się cieszyli z życia i co od tamtej pory żeśmy zniszczyli naszą ideą idealnego ( wygodnego ) świata.

DSC_0042