Trentino Tour: Stage 3-Cortina d’ Ampezzo

Written on 8 lutego 2017, 06:04pm under zwiedzając.....

Tagged with: , ,

Któż nie zna słynnej Cortiny? Miejsce popularne z uwagi na oszałamiające trasy narciarskie i koncerty które odbywają się tu zimą . Cortina, to marzenie każdego narciarza lecz byliśmy ciekaw co to miejsce ma do zaoferowania  wiosną, więc nie zastanawiając się zbytnio ruszyliśmy w drogę.

Jak się okazało Cortina leży dość nieżle zagłebiona u stóp Dolomitów i tak naprawdę żeby do niej dojechać musimy się nieżle najpierw wspiąć na sam szczyt jakiejś góry a pózniej z niej zjechać.( Drogi  tak naprawdę w Dolomitach zauwazyłem że wyglądają tak samo, czyli są wszystkie kręte i strome). Do Cortiny jechaliśmy około godziny z naszego hotelu ,więc w sumie 40 km w godzinę nie było az  tak żle. Kiedy dojechaliśmy na miejscu zostawiliśmy samochód na miejskim parkingu i ruszylismy do centrum .

Tak jak mysleliśmy Cortina to małe miasteczko gdzie po za sezonem tak na prawdę nic się nie dzieje. Jest skromny ryneczek z kilkoma barami i restauracjami , jeden duży dom towarowy i od niego odbija krótka ulica handlowa, coś ala Krupówki . Tak naprawdę w tym okresie prawie wszystko było zamknięte. Nie udało nam się nawet nic  zjeść bo restauracje również tutaj są otwarte w sezonie albo weekendami.

Wiedziałem że tak będzie , ale musiałem to sprawdzić . Piekno Cortiny to tak naprawdę to co jest dookoła. Widać mega rozbudowaną infrastrukturę wyciągową i nie bez przyczyny jako jedyna lokalizacja we Włoszech dostała tytuł THE BEST OF THE ALPS. Jest tutaj ponad 100 km tras narciarskich z których ponad 95 procent jest również stucznie dośniezonych. Zimą odbywają się w centrum liczne koncerty i przedstawienia lecz latem samo miasto niem nic do zaoferowania .

Pokręciliśmy się troche po bocznych uliczkach , porobiliśmy kilka fotek , wypiliśmy kawę i ruszyliśmy w dalszą drogę. Val Pusteria na nas czekała , do Cortiny  jeszcze wpadniemy, ale na narty 😉

Passo San Pellegrino to jedno z popularniejszych miejsc narciarskich w Val Fassa. Tak naprawdę znajdują się tu wyłącznie hotele  i wyciągi , które zimą przyciągają niebywale dużą ilość narciarzy.Znajdziemy tu niesamowicie dużo pięknych tras narciarskich i dla doswiadczonych narciarzy jak i dla tych co dopiero zaczynają swoją przygodę z białym puchem. Latem znów można wykorzystać to miejsce inaczej bo znajduje się tu niesamowicie dużo tras trekingowych . Jeśli lubicie kijki i te sprawy na pewno warto tu przyjechać , szczególnie że ceny noclegów w wiosnę  naprawdę są bardzo atrakcyjne.

My akurat znaleśliśmy się w San Pellegrino z kwesti przypadku. Szukaliśmy bazy noclegowej w centrum naszych zainteresowań no i tak wyszło że Passo San Pellegrino leżało najlepiej . Sama mieścina jak wspomniałem wcześniej nie oferuje nic poza bazą noclegową – brak tu sklepów, barów i restauracji. Bez samochodu tutaj niema szans coś zdziałać a najblizsze miasto to Moena,( odległa 5 km)  która też za wiele nie oferuje .  Plus  w San Pellegrino to niewątpliwie taki że  jesteśmy całkowicie zanurzeniu w przyrodzie, mamy piękne widoki, trasy spacerowe pod dostatkiem, no i spokój , po który wielu tu przyjezdza.

Pierwszego dnia pobytu w San Pellegrino własnie tego szukaliśmy -spokoju. Przeszliśmy się ciekawą trasą która początek miała obok naszego hotelu i kończyła w schronisku Fuciade. Tam własnie w schronisku zjedliśmy pyszny obiad i dlatego to miejsce polecam . Fuciade jak się pózniej okazało to  dość popularna restauracja w Val Fassie , słynie z lokalnych dań jak Canederli ,lecz to co moim zdaniem  ich  wyróżnia od reszty takich miejsc to  desery.   Ja zamówiłem mus z ricotty z sercem z marmolady pomidorowej i kulką lodów pistacjowych a Maria Panne Cotte z sosem z leśnych jagód. I jedno u drugie było wysmienite;-)Czuć było że robione na swieżo i z lokalnego mleka. Polecam szczególnie to miejsce , lecz ostrzegam że tutaj nie dojedziemy pod same drzwi. Jako że  Fuciade jest schroniskiem, jest dość oddalone od głównych arterii i tak naprawdę jedyna droga jaka tu prowadzi jest zamknięta dla ruchu samochodowego i zajmuje około 40 min pieszo.Bądz co bądz warto bo trasa jest niezwykle przyjemna a po drodze tak jak w naszym wypadku można spotkać kilka świstaków które akurat już przyzwyczaiły się do przechodzących tu turystów.

Tak by wyglądała sprawa mniej więcej w San Pellegrino. Tego dnia naładowaliśmy nasze akumulatory i byliśmy gotowi na dalsze podboje. Co się następnie wydarzyło niedługo na blogu 😉

DSC_0639

W 2015 roku miałem okazje spędzić dwa tygodnie w Trydencie i z tego powodu postanowiłem trochę opisać swoje wrażenia na temat tego,  jakże pięknego regionu Włoch.

Jak zacząć od samego początku to przed wyjazdem do Trydentu starałem się znaleść trochę informacji , bo przecież to nie w moim stylu iść tak o sobie i szukać informacji na miejscu. Szukając trochę w internecie ( visittrentino), przewodnikach w księgarniach czy chociażby dopytując trochę  informacji od znajomych mniej więcej  wiedziałem czego mam się spodziewać. W skrócie wyobrażałem sobie Trydent jako krainę górską , gdzie króluje spokój, tradycja  i przyroda. Dużo się nie pomyliłem, bo  Trydent właśnie taki jest !!!Lecz niestety jednej rzeczy nie wziołem pod uwagę –  skali tego miejsca.

„…wyobrażałem sobie Trydent jako krainę górską , gdzie króluje spokój, tradycja  i przyroda. Dużo się nie pomyliłem, bo  Trydent właśnie taki jest !!!”

Jak rzucimy wzrokiem chociażby na google map to Trydent nie wydaje się tak na prawdę duży ( a jest ogromny ) i tak naprawdę miedzy jednym a drugim większym miasteczkiem jest co prawda średnio jakieś 20 km. Oczywiscie 20 km na autostradzie to nic ,lecz na krętych i stromych górskich dróżkach uwierzcie mi że to cała wieczność.

brunico moena

 

Pamietam właśnie ze podczas naszego wyjazdu  pomyslałem (głupio wtedy ) żeby ominąc autostrade i pokierować się górskimi drogami. Pomysłałem że fajnie będzie , bo widoki super, bo zobaczymy miasteczka itp. To był jednak nie za dobry  pomysł, szczególnie w moim przypadku. Z granicy austryjackiej  niedaleko Lienz kierowaliśmy się dość niezłą drogą do Bolzano, pózniej jednak  pomyślałem żeby  własnie skócić wszystko w Brunico i odbić na Corvarę a tam znów dalej w kierunku Moeny gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg.  Powiem tak  : z Brunico do Moeny bedzie coś ponad 100 km i tak naprawdę google maps pokazywał ze powinniśmy jechać jakieś dwie godziny , ale tak naprawdę jechaliśmy ponad 4 godziny. Dokładnie tak 100 km w 4 godzin co wychodziło średnio 25 km na godzinę( ale robiliśmy dwa postoje 15 min ).

„…20 km na autostradzie to nic ,lecz na krętych i stromych górskich dróżkach uwierzcie mi że to cała wieczność.”

DSC00127 DSC00126

To była moja pierwsza wpadka  w Trentino ,czyli to ze tutaj drogi są niezwykle kręte i niebezpieczne. Oczywiście dla mnie, jako kierowcę vana ( Mercedesa Vito ) nie za wygodnie  się jechało, ale znów innym jak np.  motocykliści mieli tutaj niezłą frajdę. Przez cały czas jak jezdziłem po tych górskich trasach z zazdroscią patrzyłem jak motocykliści mnie wyprzedzają i z utęsknieniem  czekają na następne „tornante” ( zakret o 180 stopni ) żeby znów się „położyć” jak to w ich slangu  . Dla nich  tornante   był elementem pożądanym, ja znów przejeżdzając ich ponad 300 w czasie   mojej przygody w Dolomitach miałem  ich  serdecznie dosyć.(No ale mój błąd , trzeba było wziąść 500 i tez bym zaszalał na tych dróżkach ale niestety wyszło jak wyszło.)

Ogólnie  narzekałem  na te drogi, ale z drugie strony to raj dla motocyklistów i nie tylko, bo można było spotkać również tu wiele sportowych samochodów ciągnącym pod górę z niezłym rykiem silnika  czy chociażby  wielu rowerzystów co stawiali sobie za cel niezłą górkę.

Nie było tak żle w sumie z tą jazdą, bo z czasem automatycznie nauczyłem się pokonywać zakrętasy dość łągodnie moim vanem, ale w przyszłości raczej bym chyba z niektórych tras zrezygnował bo były na prawdę na skraju przepaści.

W Dolomitach jeśli chodzi o drogi warto pamiętać ,że te wyjątkowo strome i kręte prowadzące zazwyczaj na jakiś szczyt,  który pewnie jest na wysokości ponad 2000 m n.p.m( bo tam  drogi własnie na takiej wysokości są) nazywają się „Pass0”. Jak jesteści motorem czy niezle zawrotnym samochodem to warto takich dróg szukać bo dadzą wam niezły wycisk adrenaliny. Jeśli znów wolicie spokojną jazdę to  lepiej  takich dróg unikać. Oczywiscie są miejsca jak Cortina gdzie tylko takimi passami dojedziemy na miejsce ,więc tak naprawdę wtedy nie mamy wyboru, ale w innych przypadkach warto dorzucić jakieś 30 km na innej trasie żęby być godzine wczesniej na miejscu  Druga sprawa jeśli znów trafimy  na takie passo to nieuniknione będą własnie tornanti.Trzeba na nich szczególnie uważać bo czasami są wyjątkowo ciasne i strome co wiele razy zdarzyło mi się ( szczególnie na początku ) je po prostu scinać zajezdzając na  przeciwny pas. Zazwyczja srednio jest ich od 15 do 30  . Ja własnie zjedzając z Corvary w Alti Badi  pamiętam że naliczyłem ich chyba 33. Fajne że każde tornante jest ponumerowany i jak będziemy zjezdzać przykładowo ze szczytu gdzie pierwszy tornante ma 33 nr to wiemy  tak na prawdę ile bedzie ich jeszcze czekało na nas na dole.

„…jeśli chodzi o drogi warto pamiętać ,że te wyjątkowo strome i kręte prowadzące zazwyczaj na jakiś szczyt,  który pewnie jest na wysokości ponad 2000 m n.p.m ( bo tam  drogi własnie na takiej wysokości są) nazywają się „Pass0″”

No dużo objechaliśmy tak naprawdę dróg kretych  w tym Trydencie  , ale mimo przelotnych nerwów i tak było warto   . Bedać na ponad 2000 km nad poziomem morza autem człowiek ma wrażenie jak by był na Giewoncie , z tą różnicą ze tu wsiadamy w auto i jedziemy dalej. Niewątpliwie najpiękniejszym miejscem który zdobyłem  samochodem była Corvara w Alta Badii. Na samej górze mimo ze na dole było ponad 15 stopni dalej lezał biały snieg O widokach nie wspomne bo były niesamowite , a najfajniejszą rzeczą oprócz widoków jaką pamietam to przydażyła się nam jak  zjezdzaliśmy ze szczytu, bo  swistaki przebiegały nam droge. Szczerze nigdy wczesniej nie widziałem swistaka , chociaż troche sie nachodziłęm  po Tatrach, lecz tu w Dolomitach niesamowicie łatwo na nie trafić i przechodzą przez drogę notorycznie jak u nas koty ;-).

„Niewątpliwie najpiękniejszym  miejscem który zdobyłem  samochodem była Corvara w Alta Badii.”

DSC00476

Zjezdzając powoli ze szczytu zastanawiałem się gdzie u nas w Tatrach są takie drogi i tak naprawdę jedyna która może sie równać z tym wszystkim to Oswalda Balzera prowadząca na Łysą Polane. To jeden z wielu argumentów które potwierdza skalę tego  miejsca, bo jeśli u nas mamy jedną trasę asfaltową  górską to tam jest ich ponad 30.

Pierwszego dnia dojechaliśmy niedalego Moeny w hotelu mieszczącym sie na passo San Pellegrino prowadzącym do Monte Civetta. Przyjechaliśmy póżnym wieczorem koło 23 , na szczęscie gospodarz mimo że spodziewał się nas o 18 czekał cierpliwie i ciepło nas przywitał. Zjedliśmy coś małego co nam uszykował i poszliśmy spać. Jutro czekała nas podróż piesza, mieliśmy dość samochodu (  zresztą niema się co dziwić po 15 h samochodem ;-), chcielismy poczuc prawdziwa aure tego miejsca spacerując po pięknych dolinach u stóp Dolomitów.

DSC00675