IMG_20150415_212742

Niedawno  wykorzystując wolny czas (bo przecież juz jesteśmy po sezonie) , postanowiłem wybrać się na mini urlop nad polskie morze. Teraz może niema rajskiej pogody lecz nie na tym mi zalezało ,lecz bardziej na spokoju i relaksie.

Oczywista sprawa musiałem też sprawdzić jak sie  ma tam sprawa kulinarnie i dlatego pierwszą rzeczą jaką zrobilem podczas pakowania walizki ,bylo upewnienie się że mam przy sobie przewodnik kulinarny Gault e Millau.

No i tak mając to co najważniejsze do podróży, wyruszyłem wraz z moją Mary wzdłuż Polski żeby dojechać do Gdyni gdzie w malowniczej i spokojnej dzielnicy Orłowo mieliśmy zarezerwowany hotel.

Tego samego dnia odrazu po przyjeżdzie ( koło godziny 19- jechaliśmy 9 godzin z Zakopanego- srednia predkość 85 km/h )  uderzyliśmy odrazu nad piękne molo w Gdyni które  jest niezwykle malownicze a wieczorkiem oczywiście ruszyliśmy  do mega sławnej Sztuczki ( 14,5 pkt G&Millau szef kuchni Rafał Wałęsa ) która mieściła się niedaleko  centrum miasta .

Dokładnie lokal miesci się na głównej arterii łączącej Gdynie, Sopot i Gdańsk i z drogi jest niewidoczny lecz Gps nakierował nas tam gdzie trzeba bylo i po zaparkowaniu samochodu juz bylismy kilka minut od restauracji.

Pierwsze wrażenie :Restauracja malutka, chyba z 8 stolików dość ciasno ale klimatycznie. Zaranżowane bardzo gustownie i minimalistycznie czyli tak jak lubie. Karta dań dość krótka lecz bardzo dobrze zbudowana, więc każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Ciekawie prezentuje się też karta win która ułożona jest szczepami co rzadko się zdarza . My wybraliśmy dwie przystawki i dwa danie główne ale szczerze gdyby nie fakt że jesteśmy zmęczenie po podróży i jeden jest kierowcą, bez wątpienia skusilibyśmy  się na menu degustacyjne wraz z dobranymi winami które było naprawde w super cenie.

DSC_0443Lokal bardzo wykwintny i to widać było po profesjonalnej obsłudze , klientach ( my byliśmy jedyni nie pod garniturem )no i oczywiscie daniach.Wszystie dania było widac że są bardzo dobrze przemyślone i pod względem estetycznym i smakowym. Szef Kuchni powiem szczerze że bardzo odważny bo mało znam takich miejsc że pozwalają sobie na takie pionierstwo smaków( szczerze to teraz przypomina mi się jedynie Tamka 43 ). Oczywiscie dania na wysokim poziomie lecz co do niektórych połączeń sie nie przekonałem , ale to nie mnie oceniać. Jadłem mus z koziego sera i był bardzo delikanty i serowy, szkoda tylko  że nie pachniał takim typowym  kozim zagrodowym ale z drugiej strony może lepiej tak, bo tak intensywny zapach mógłby postraszyć resztę eleganckich siędzących obok mnie gości ;-). Polędwica wołowa poraz pierwszy raz w Polsce udało mi sie otrzymać tak jak chciałem czyli prawie surową ( al Blue ) ,może się wydawać śmieszne lecz cięzko o takie rzeczy u nas w Polsce.Desery były bardzo ciekawe a najlepsza niespodzianka była na końcu , czyli rachunek .Za całośc czyli: dwie przystawki poprzedzone dwoma czekadełkami, póżniej dwa dania główne i dwa desery  ( aha i jeszcze butelka dobrego białego wina )zapłaciliśmy jedynie niecałe 300 zł. Nieżle co???;-) . Zwykle restauracja na takim poziomie bez 500 zł  nie podchodz, ale tu w Sztuczce miła niespodzianka.

Dalej zostając w Gdyni musieliśmy wpaśc koniecznie do Tłustej Kaczki ( 11,5 pkt G&Millau szef kuchni Tomasz Mrozik )  . Dużo o niej slyszeliśmy od naszych gości z Pomorza więc nawet nie czytając zółtego przewodnika byłby to obowiązkowy punkt do odwiedzenia. Dużo słyszelismy dobrego lecz niestety  i złego, bo wielu mówilo nam że teraz jest Ok ,ale swego czasy było po prostu super. Nie zastanawiajac sie wielce drugiego dnia wyruszyliśmy do Tłustej Kaczki sami sprawdzić sytuacje( miesci się po za centrum , koło pola golfowego ). No lokal robi duże wrażenie i z zewnątrz i wewnątrz . Mało kiedy zwracam uwagę na wystrój restauracji lecz tutaj jest po prostu bosko . Surowe drewno, kamień ciosany i dość duże oszklenie robią z Tłustej Kaczki mega przyjemną restauracje. Dużo tutaj światła padającego z pola golfowego obok i naprawdę bardzo przyjemnie  patrzy się na tą zieleń z wnętrza restauracji.

W Tłustej Kaczce oczywiście nie mogłem nie zamówić kaczki która okazała się wyborna. Była idealnie soczysta i też troche krwista ,czyli tak jak lubie. Dochodze do wniosku że na północy Polski wiedzą jak się powinno podawać mieso i wcale krew żle nie świadczy o daniu lecz odwrotnie. Pierś z Kaczki lekko podwędzana była bardzo dobra niestety ten cały warzywny dodatek dookoła mi nie smakował, ale co zrobić;-). Na przystawke zapomniałem dodać że jadłem pyszny Rostbeff na zimno z sałatką a fajną rzeczą  w tej restauracji jest zimny bufet z którego możemy skorzystać czekając na dania główne. Porcje w Tłustej są naprawde duże, więc przystawka i danie główne nie pozwoliły nam na desery z czego bardzo niestety pózniej  załowaliśmy . Podsumując Tłusta Kaczka to bardzo ciekawe miejsce i smaczne. Duży plus  zasługuje wystrój lokalu i ta pierś z kaczki która naprawde była pyszna.

Kolejnego dnia wybraliśmy się na Tour po Gdańsku. Zwiedziliśmy go dość konkretnie bo chodziliśmy po wszystkich uliczkach no i naprawde było super. Oczywiście od tego chodzenia odrazu zgłodnieliśmy, wiec to znów otworzylismy nasz ulubiony przewodnik Gault e Millau i zaczeliśmy czytać. W przewodniku zaintrygowały nas 3 pozycje : Targ Rybny, Fellini i  Mercato. Zdecydowaliśmy się na Targ Rybny ( 11 pkt G&Millau szef kuchni Sławomir Hahn ) bo mieliśmy ochote na ryby a nazwa restauracji dobrze prosperowala.  W sumie to był trafiony wybór i od razu powiem że to mój numer jeden z całego wyjazdu .A dlaczego?

Hmmm… Powiem tak . Tłusta Kaczka, Sztuczka , czy Grono di Rucola ( o której napisze za chwile )były to miejsca gdzie zjadłem naprawdę smacznie, w bardzo dobrej atmosferze lecz żadne ich danie nie powaliło mnie na kolana tak jak Dorsz w Targu Rybnym. A co to znaczy ? To znaczy że to danie tak mi smakowało że zapamietam je do końca życia. Będzie mi się śniło po nocach , za każdym razem jak zobacze Bałtyk a szczególnie za każdym razem jak zobacze rybę. Jak dostane innego dorsza w innej restauracji który jest dobry lecz nie aż tak( jak w Targu Rybnym )to przypomne sobie zawsze tego dorsza z Targu Rybnego ( niestety ) i po prostu stwierdzę że ten co dostałem teraz jest po prostu do kitu.

No ja już tak  mam i jedno danie zaważyło w sumie nad wszystkim ( począwszy od obsługi, po cenę)  Tak naprawde tylko ten dorsz w Targu był genialny , bo ich wersja Bouillabaise (zupa rybna z której słyną) była zwyczajna ( jak wszędzie indziej ). Dużo ryb , ciepła bagietka  lecz jeszcze trochę za mało smaku tego morza ( może nie odparowali całość wystarczająco długo ).

Podsumując Targ Rybny ,tego dnia  wróciłem do hotelu super szczęsliwy i w sumie nie tym że zwiedziłem cały Gdańsk  od podszewki ( naprawde piękne miasto ), lecz tym że zjadłem tego przepysznego dorsza,

Ostatni dzień uderzyliśmy do Sopotu. Chyba najbardziej spokojne miasto z Trójki i na pewno najbardziej opętane  włoską pseudo kuchnią. Restauracji pseudo włoskich nie idzie zliczyć na palcach dwóch dłoni a nie mówie już o włoskich sklepach z odzieżą i kawiarniach.  No po prostu taka mała Italia 😉. Gault e Milllau poprowadził nas jednak z dala od centrum a dokładnie w okolicy stadionu. Tam mieści się Grono Di Rucola  ( 11,5 pkt G&Millau szef kuchni Marcin Kowalski ). Restauracja ulokowana jest  w chacie drewnianej naprzeciwko stadionu z naprawdę ciekawym wnętrzem. Dużo tu zielonego i na zewnątrz a szczególnie  w środku w postaci ziół zasadzonych w drewnianych skrzynkach po winie. Lokal można powiedzieć że w  odróżnieniu od 3 wczesniej wymienionych restauracji charakteryzuje sie bardzo lużną atmosferą. Kelner bardzo kontaktowy odrazu polecił nam to co jego zdaniem jest najlepsze i  chodz zmieniali menu nie dawno to i tak udało mi się dostać słynną kaczke z jabłakami która tu jest tradycją. ( miałem szczescie bo akurat mieli w sobote impreze i kucharze zrobili kaczke na specjalne zamówienie )Ja przed kaczką zamówiłem  proste jajko na pieczonych ziemniakach i niby to proste danie lecz mało kto w restauracji zrobi go smacznie. Moja przystawka był naprawde dobra i rzeczywiście jak podkreslał kelner smakowała tak jak babcine danie. Po przystawce nadszedł czas na kaczkę która była Super. Miekkie mięso rozpływało sie w ustach lecz najlepszy był sos jabłkowy ze świeżo smażonymi jabłkami które w połączeniu z kaczką były mega dobre. Danie było bardzo dobre , jeżeli się czepiać to tylko samej kaczki, która konsystencją była bardzo dobra lecz może brakowało tego akcentu jabłkowego w samym mięsie ( może dobrym pomysłem byłoby by ją  zostawić w tym sosie jedna noc do zamarynowania 😉 )Na deser skusiliśmy się na tarte czekoladową która idealnie swoją gorzkoscią wytrąciła nam smaki z poprzednich dań głównych. Podsumując bardzo fajna restauracja i co załważylem właściciele mają również inne restauracje w Trójmieście więc warto popróbowac, skoro w jednej tak dobrze karmią 😉

Na koniec nie ma co tu dużo się rozpisywać , bo  w sumie to chyba jeden z moich najdłuzszych wpisów na blogu    ( 1443 słów ;-)). Wyjazd nad polskie morze uważam za udany. Pozdwiedzałem ( co na pewno jeszcze coś napisze ), po odpoczywałem i co najważniejsze dzięki Gault e Millau również dobrze zjadłem. Gdyby nie przewodnik pewnie trafiłbym tylko do Sztuczki i Tłustej Kaczki a dzieki niemu odkryłem również dwie inne perełki z czego w jednej Dorsza zapamiętam na wieki. Do nast Chef

DSC_0478