IMG_20150519_000820

Są ksiązki które zapadają ci w pamięci na wieki a po ich przeczytaniu nie dość że doznałeś ogromnej przyjemności to jeszcze masz ochote na więcej. Taką niewątpliwie pozycją była dla mnie ksiązka Marka Brzezińskiego pt „Kulisy Kulinarnej Akademii”. 

Autor opisuje w tej ksiązce swoją historie związaną z wyjazdem do Francji do jednych z najlepszych szkół kulinarnych na świecie ( a na pewno najbardziej prestiżowej ) czyli Le Cordon Blue. 

Napisana z humorem i niezwykle ciekawymi wątkami związanymi ze szkołą (lecz nie tylko) od tej książki po prostu nie chce się oderwać wzroku. Uważam ją za mój bestseller i naprawdę po skończeniu całości zapragnołem wyjazdu do Francji. 

Fajne w tym wszystkim jest to, że nie ma tylko o samej Akademii Cordon Blue lecz w sumie o wszystkim co spotkało autora podczas swojego wyjazdu . Zwiedzał on cały kraj żeby poznać kulturę która się ściśle  wiąże z jedzeniem a druga sprawa pozwala na zrozumienie lepiej całą ta francuską sztukę kulinarną. 

Książka napisana naprawdę wyśmienicie  a dodatkowo znajdziecie  w niej również dużo super ciekawych przepisów na francuskie wielkie znane przysmaki ( oczywiście rodem z Akademii Cordon Blue ).

Myślę że obowiązkowa pozycja dla miłośnika  Cuisine Francese, a jeśli  nim jeszcze nie jesteście, to na pewno po przeczytaniu tej książki się staniecie. 😉

 

IMG_20150415_212742

Niedawno  wykorzystując wolny czas (bo przecież juz jesteśmy po sezonie) , postanowiłem wybrać się na mini urlop nad polskie morze. Teraz może niema rajskiej pogody lecz nie na tym mi zalezało ,lecz bardziej na spokoju i relaksie.

Oczywista sprawa musiałem też sprawdzić jak sie  ma tam sprawa kulinarnie i dlatego pierwszą rzeczą jaką zrobilem podczas pakowania walizki ,bylo upewnienie się że mam przy sobie przewodnik kulinarny Gault e Millau.

No i tak mając to co najważniejsze do podróży, wyruszyłem wraz z moją Mary wzdłuż Polski żeby dojechać do Gdyni gdzie w malowniczej i spokojnej dzielnicy Orłowo mieliśmy zarezerwowany hotel.

Tego samego dnia odrazu po przyjeżdzie ( koło godziny 19- jechaliśmy 9 godzin z Zakopanego- srednia predkość 85 km/h )  uderzyliśmy odrazu nad piękne molo w Gdyni które  jest niezwykle malownicze a wieczorkiem oczywiście ruszyliśmy  do mega sławnej Sztuczki ( 14,5 pkt G&Millau szef kuchni Rafał Wałęsa ) która mieściła się niedaleko  centrum miasta .

Dokładnie lokal miesci się na głównej arterii łączącej Gdynie, Sopot i Gdańsk i z drogi jest niewidoczny lecz Gps nakierował nas tam gdzie trzeba bylo i po zaparkowaniu samochodu juz bylismy kilka minut od restauracji.

Pierwsze wrażenie :Restauracja malutka, chyba z 8 stolików dość ciasno ale klimatycznie. Zaranżowane bardzo gustownie i minimalistycznie czyli tak jak lubie. Karta dań dość krótka lecz bardzo dobrze zbudowana, więc każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Ciekawie prezentuje się też karta win która ułożona jest szczepami co rzadko się zdarza . My wybraliśmy dwie przystawki i dwa danie główne ale szczerze gdyby nie fakt że jesteśmy zmęczenie po podróży i jeden jest kierowcą, bez wątpienia skusilibyśmy  się na menu degustacyjne wraz z dobranymi winami które było naprawde w super cenie.

DSC_0443Lokal bardzo wykwintny i to widać było po profesjonalnej obsłudze , klientach ( my byliśmy jedyni nie pod garniturem )no i oczywiscie daniach.Wszystie dania było widac że są bardzo dobrze przemyślone i pod względem estetycznym i smakowym. Szef Kuchni powiem szczerze że bardzo odważny bo mało znam takich miejsc że pozwalają sobie na takie pionierstwo smaków( szczerze to teraz przypomina mi się jedynie Tamka 43 ). Oczywiscie dania na wysokim poziomie lecz co do niektórych połączeń sie nie przekonałem , ale to nie mnie oceniać. Jadłem mus z koziego sera i był bardzo delikanty i serowy, szkoda tylko  że nie pachniał takim typowym  kozim zagrodowym ale z drugiej strony może lepiej tak, bo tak intensywny zapach mógłby postraszyć resztę eleganckich siędzących obok mnie gości ;-). Polędwica wołowa poraz pierwszy raz w Polsce udało mi sie otrzymać tak jak chciałem czyli prawie surową ( al Blue ) ,może się wydawać śmieszne lecz cięzko o takie rzeczy u nas w Polsce.Desery były bardzo ciekawe a najlepsza niespodzianka była na końcu , czyli rachunek .Za całośc czyli: dwie przystawki poprzedzone dwoma czekadełkami, póżniej dwa dania główne i dwa desery  ( aha i jeszcze butelka dobrego białego wina )zapłaciliśmy jedynie niecałe 300 zł. Nieżle co???;-) . Zwykle restauracja na takim poziomie bez 500 zł  nie podchodz, ale tu w Sztuczce miła niespodzianka.

Dalej zostając w Gdyni musieliśmy wpaśc koniecznie do Tłustej Kaczki ( 11,5 pkt G&Millau szef kuchni Tomasz Mrozik )  . Dużo o niej slyszeliśmy od naszych gości z Pomorza więc nawet nie czytając zółtego przewodnika byłby to obowiązkowy punkt do odwiedzenia. Dużo słyszelismy dobrego lecz niestety  i złego, bo wielu mówilo nam że teraz jest Ok ,ale swego czasy było po prostu super. Nie zastanawiajac sie wielce drugiego dnia wyruszyliśmy do Tłustej Kaczki sami sprawdzić sytuacje( miesci się po za centrum , koło pola golfowego ). No lokal robi duże wrażenie i z zewnątrz i wewnątrz . Mało kiedy zwracam uwagę na wystrój restauracji lecz tutaj jest po prostu bosko . Surowe drewno, kamień ciosany i dość duże oszklenie robią z Tłustej Kaczki mega przyjemną restauracje. Dużo tutaj światła padającego z pola golfowego obok i naprawdę bardzo przyjemnie  patrzy się na tą zieleń z wnętrza restauracji.

W Tłustej Kaczce oczywiście nie mogłem nie zamówić kaczki która okazała się wyborna. Była idealnie soczysta i też troche krwista ,czyli tak jak lubie. Dochodze do wniosku że na północy Polski wiedzą jak się powinno podawać mieso i wcale krew żle nie świadczy o daniu lecz odwrotnie. Pierś z Kaczki lekko podwędzana była bardzo dobra niestety ten cały warzywny dodatek dookoła mi nie smakował, ale co zrobić;-). Na przystawke zapomniałem dodać że jadłem pyszny Rostbeff na zimno z sałatką a fajną rzeczą  w tej restauracji jest zimny bufet z którego możemy skorzystać czekając na dania główne. Porcje w Tłustej są naprawde duże, więc przystawka i danie główne nie pozwoliły nam na desery z czego bardzo niestety pózniej  załowaliśmy . Podsumując Tłusta Kaczka to bardzo ciekawe miejsce i smaczne. Duży plus  zasługuje wystrój lokalu i ta pierś z kaczki która naprawde była pyszna.

Kolejnego dnia wybraliśmy się na Tour po Gdańsku. Zwiedziliśmy go dość konkretnie bo chodziliśmy po wszystkich uliczkach no i naprawde było super. Oczywiście od tego chodzenia odrazu zgłodnieliśmy, wiec to znów otworzylismy nasz ulubiony przewodnik Gault e Millau i zaczeliśmy czytać. W przewodniku zaintrygowały nas 3 pozycje : Targ Rybny, Fellini i  Mercato. Zdecydowaliśmy się na Targ Rybny ( 11 pkt G&Millau szef kuchni Sławomir Hahn ) bo mieliśmy ochote na ryby a nazwa restauracji dobrze prosperowala.  W sumie to był trafiony wybór i od razu powiem że to mój numer jeden z całego wyjazdu .A dlaczego?

Hmmm… Powiem tak . Tłusta Kaczka, Sztuczka , czy Grono di Rucola ( o której napisze za chwile )były to miejsca gdzie zjadłem naprawdę smacznie, w bardzo dobrej atmosferze lecz żadne ich danie nie powaliło mnie na kolana tak jak Dorsz w Targu Rybnym. A co to znaczy ? To znaczy że to danie tak mi smakowało że zapamietam je do końca życia. Będzie mi się śniło po nocach , za każdym razem jak zobacze Bałtyk a szczególnie za każdym razem jak zobacze rybę. Jak dostane innego dorsza w innej restauracji który jest dobry lecz nie aż tak( jak w Targu Rybnym )to przypomne sobie zawsze tego dorsza z Targu Rybnego ( niestety ) i po prostu stwierdzę że ten co dostałem teraz jest po prostu do kitu.

No ja już tak  mam i jedno danie zaważyło w sumie nad wszystkim ( począwszy od obsługi, po cenę)  Tak naprawde tylko ten dorsz w Targu był genialny , bo ich wersja Bouillabaise (zupa rybna z której słyną) była zwyczajna ( jak wszędzie indziej ). Dużo ryb , ciepła bagietka  lecz jeszcze trochę za mało smaku tego morza ( może nie odparowali całość wystarczająco długo ).

Podsumując Targ Rybny ,tego dnia  wróciłem do hotelu super szczęsliwy i w sumie nie tym że zwiedziłem cały Gdańsk  od podszewki ( naprawde piękne miasto ), lecz tym że zjadłem tego przepysznego dorsza,

Ostatni dzień uderzyliśmy do Sopotu. Chyba najbardziej spokojne miasto z Trójki i na pewno najbardziej opętane  włoską pseudo kuchnią. Restauracji pseudo włoskich nie idzie zliczyć na palcach dwóch dłoni a nie mówie już o włoskich sklepach z odzieżą i kawiarniach.  No po prostu taka mała Italia 😉. Gault e Milllau poprowadził nas jednak z dala od centrum a dokładnie w okolicy stadionu. Tam mieści się Grono Di Rucola  ( 11,5 pkt G&Millau szef kuchni Marcin Kowalski ). Restauracja ulokowana jest  w chacie drewnianej naprzeciwko stadionu z naprawdę ciekawym wnętrzem. Dużo tu zielonego i na zewnątrz a szczególnie  w środku w postaci ziół zasadzonych w drewnianych skrzynkach po winie. Lokal można powiedzieć że w  odróżnieniu od 3 wczesniej wymienionych restauracji charakteryzuje sie bardzo lużną atmosferą. Kelner bardzo kontaktowy odrazu polecił nam to co jego zdaniem jest najlepsze i  chodz zmieniali menu nie dawno to i tak udało mi się dostać słynną kaczke z jabłakami która tu jest tradycją. ( miałem szczescie bo akurat mieli w sobote impreze i kucharze zrobili kaczke na specjalne zamówienie )Ja przed kaczką zamówiłem  proste jajko na pieczonych ziemniakach i niby to proste danie lecz mało kto w restauracji zrobi go smacznie. Moja przystawka był naprawde dobra i rzeczywiście jak podkreslał kelner smakowała tak jak babcine danie. Po przystawce nadszedł czas na kaczkę która była Super. Miekkie mięso rozpływało sie w ustach lecz najlepszy był sos jabłkowy ze świeżo smażonymi jabłkami które w połączeniu z kaczką były mega dobre. Danie było bardzo dobre , jeżeli się czepiać to tylko samej kaczki, która konsystencją była bardzo dobra lecz może brakowało tego akcentu jabłkowego w samym mięsie ( może dobrym pomysłem byłoby by ją  zostawić w tym sosie jedna noc do zamarynowania 😉 )Na deser skusiliśmy się na tarte czekoladową która idealnie swoją gorzkoscią wytrąciła nam smaki z poprzednich dań głównych. Podsumując bardzo fajna restauracja i co załważylem właściciele mają również inne restauracje w Trójmieście więc warto popróbowac, skoro w jednej tak dobrze karmią 😉

Na koniec nie ma co tu dużo się rozpisywać , bo  w sumie to chyba jeden z moich najdłuzszych wpisów na blogu    ( 1443 słów ;-)). Wyjazd nad polskie morze uważam za udany. Pozdwiedzałem ( co na pewno jeszcze coś napisze ), po odpoczywałem i co najważniejsze dzięki Gault e Millau również dobrze zjadłem. Gdyby nie przewodnik pewnie trafiłbym tylko do Sztuczki i Tłustej Kaczki a dzieki niemu odkryłem również dwie inne perełki z czego w jednej Dorsza zapamiętam na wieki. Do nast Chef

DSC_0478

 

Naturaliści

Written on 17 kwietnia 2015, 01:51pm under winology

Tagged with: , , , ,

IMG_20150304_094321

No i po świetach czas odświeżyć temat win naturalnych. Jakiś czas temu będąc w bardzo smacznym miejscu w Krakowie – Twój Kucharz udało mi się poznać bardzo ciekawego importera win naturalnych , a mowa tu o Tomku Kurzej z Naturalistów. Wraz z innymi przyjacielami wdrożył bardzo ciekawy projekt który odważnie stara się dać do zrozumienia wielu koneserom wina, że dziś nie wszystko co jest sprzedawanym jako wino to tak naprawde  jest wynikiem  samych sfermentowanych winogron.

Naturaliści jak sama nazwa wznioskuje są za winami naturalnymi. No ok , ale ktoś mi się teraz zapyta  co to tak naprawdę jest wino naturalne?

No dużo by tu opowiadać , ale ogólnie wino naturalne to takie które jest robione w zgodzie z naturą czyli starając się ekologicznie uprawiac winorośl. W śkrócie nie idziemy na łatwizne opryskując całą winnice chemią bo przecież to wszystko pózniej by nam wylądowało do butelki,  tylko wykonujemy szereg zabiegów naturalnych ( sianie specjalnej trawy, naturalne nawozy, naturalne zabiegi wzmacniające winorośl ) które spowodują że wino które otrzymujemy będzie po prostu czyste od jakiejkolwiek pestycydów.

Jestem za tym ruchem , lecz tylko  i wyłącznie  wtedy jesli jest to możliwe a to dlatego  że  niestety wiele naturalnych win które piłem swego czasu  po prostu były niesmaczne . Winiarze wmawiali mi że to wino takie jest bo jest ono naturalne , ale teraz wiem że to były bzdury. Wino musi być smaczne przedewszystkim a naturalnosć to walory dodatkowe które swiadczą tylko o profesjonalizmie winiarza. Jeśli nie umiesz robić dobrego wina naturalnego to rób takie jakie umiesz a nie na siłe wciskasz ludziom niepijalny sok z winogron który sprzedaje się wyłącznie bo jest moda na eko.

No ok ale wracając do tych dobrych naturalnych win , pytanie co importują Naturaliści? Przede wszystkim  bardzo ciekawe endemiczne szczepy  od Donati jak  też  te dość popularne pozycje jak Barbera, Chianti czy Pinot Grigio od innych producentów. Oprócz Włoch  jest też bardzo ciekawa Francja lecz niestety to nie mnie oceniać takie wina bo po prostu francuskich winiarzy jeszcze nie rozgryzłem 😉

Nie ukrywam , że moimi ulubionymi pozycjami od Naturalistów to wina z reki artysty Camillo Donati. Nie poznałem Camilla osobiście lecz ponoć jest niezly z niego dziwak. Dziwny człowiek który produkuje bardzo fascynujące wina , bo prawdziwe. Lambrusco od Donati to nie takie jak dostaniecie w typowych dyskontach- czyli musujacy słodki kompot. Lambrusco od tego dziwaka to bestia w szkle. Wino po otwarciu wybucha intensywnością owocu czarnego a po rozlaniu do kieliszka to wydaje sie jak by to był atrament. Niezle skoncentrowane ale dopiero po łyczku tak naprawde zrozumiemy w czym rzecz. Wino tak taninowe i dzikie że ma się wrażenie jak by to bylo jakieś niebbiolo czy aglianico ale to przecież Lambrusco ….. Czy to dobrze że to Lambrusco jest takie wybuchowe??? Mi się bardzo spodobało bo przypomniałem sobie lata kiedy to się pijało wino od sąsiada , własnie takie było … świeże, soczyste, owocowe no po prostu NATURALNE.

Wino przecież musi coś odzwierciedlać a Donatiego Lambrusco mówi mi że jest winem od prostego człowieka  dla prostego człowieka.  To nie jest wino do rozlania do kieliszka i krecenia nieeeee. to wino najlepiej rozlać do prostego Tumblera z IKEi i po prostu pic. A jeszcze lepiej jak do tego zjemy coś mega tłustego jak Kaczke z rożna albo jeszcze lepiej Golonke .

No to Lambrusco było mega dobre lecz szczerze próbowałem  od Donatiego coś jeszcze lepszego a dokładnie rzadki endemiczny szczep Fortana , który co najlepsze było  jeszcze bardziej zdziczałe i nieobliczalne.;-)

 Podsumujac warto wybrać sie na Kazimierz i kupić butelke dobrego wina NATURALNEGO i zrozumieć o czym mowa ( naturaliści mają swój sklep niedaleko okrąglaga ). Nie ukrywam że Fortana pewnie niedługo  znajdzie się w naszej karcie win więc jeśli nie będziecie mieli okazje być w Krakowie zapraszam do Nas. Pozdr Chef 

Wesołych Świąt

Written on 3 kwietnia 2015, 04:23pm under coś o mnie ,swięta i nie tylko

Tagged with:

 

No tak,  święta tuż tuż. Dzisiaj jadąc do Zakopanego sam sie o tym przekonałem, bo i kolejka do lekarza, kolejka do sklepu i kolejka oczywiście  na drodze .  Niema sie tak naprawde co dziwić bo to nadwyczajny czas i wymaga on przemyślanego przygotowania.

Jedni oczywiście spedzą go  w rodzinie inni znów na wyjezdzie wyrywając się tym samym  ze  swiątecznych obowiązków a jeszcze inni jak np. Ja będą swiętowac w pracy . No na pewno każdy spedzi te świeta inaczej więc dochodząc do sedna sprawy  czy to będziecie w rodzinie czy sami, czy to w domu czy na wyjezdzie , czy to nawet w pracy tak jak Ja 😉 Wszystkim Wam Zycze Wesołych i Smacznych Świąt. Paolo 😉

 

Wielkanoc 2015

Written on 31 marca 2015, 03:58pm under z życia Lechalet

Tagged with: , ,

IMG_20150328_235822

Jak ten czas szybko mija, było Boże Narodzenie pózniej ferie a teraz już Wielkanoc. Mówią że  czas szybko leci jak się człowiek nie nudzi i w moim przypadku rzeczywiście tak było, bo przez cały okres zimowy mieliśmy naprawde wiele do zrobienia. Zmienialiśmy menu 3 razy, karte win 2 razy a do tego w ciągu całego okresu zimowego zawsze były jakieś tygodniowe wstawki. No na pewno działo się i w sumie dzieje się dalej bo jak wspomniałem wyżej zbliża się Wielkanoc.

Jest to czas wyjątkowy i czas szczególnie na Jagnięcine. To teraz niedawno urodziły się jagniątka które cenione są z uwagi że karmią się jedynie mlekiem matki. Ich mięso jest wyjątkowo soczyste i delikatne z pieknym mlecznym zapachem.U nas w Lechalet na Wielkanoc będziemy je podawać na kilka  sposobów:

Comber ( czyli żeberka ) będzie delikatnie smażony i podane na risotto z parmezanem
Udziec i łopatki będą mocno pieczone w piekarniku a pózniej duszone w winie i podane z ziemniakami
Z całej reszty  zrobimy   to co mi najbardziej smakuje czyli ragout z jagnieciny podany z domowym makaronem.

Te Świeta mają być dość nieciekawe  pogodowo  bo prognozują że ma być  zimno i deszczowo , lecz u nas przynajmniej  będzie miło i smacznie.Do zobaczenia.

Gwiazdki Michelin 2015

Written on 9 marca 2015, 02:45pm under swięta i nie tylko

Tagged with: , ,

IMG_20150309_143457

No i teraz to kwestia tylko  kilku godzin kiedy dowiemy się które restauracje zostaną wyróżnione w prestiżowym czerwonym przewodniku Michelin.

Ciekawe czy Wojciech Modest Amaro zdobędzie drugą gwiazdkę ( według mnie tak !!! ) no i czy również pojawią się nowi kucharze z gwiazdką. Duże szanse ma Andrea Camastra z restauracji Senses ale również gwiazdke mogliby dostać Jacek Grohowina z Nolity  czy mój faworyt czyli Paweł Oszczyk z La Rotisserie. No i tak ciekawość mnie powoli zżera ale jednego jestem pewien : będziemy mieli na pewno jeszcze kogoś z gwiadką .A kto wie czy może gwiazdkę nie dostanie ktoś z poza Warszawy , fajnie by było. Dużo dobrych rzeczy słyszałem o restauracji Stuczka w Gdyni no i czemu też nie wliczyć odkrycie Gault e Millau czyli Wodną Wieżę która dostała 3 kapelusiki.

Powiem szczerze że jest dużo emocjii i chyba jak nigdy tego roku będę czekał na ogłoszenie werdyktu przez czerwony przewodnik ;-). Trzymam kciuki za wszystkich wielkich kucharzy i jak to mówią franzuzi Bonne Chance !!!!!!!

Po sezonie….

Written on 2 marca 2015, 07:33pm under z życia Lechalet

Tagged with: , ,

 

Śnieg się powoli topi, słońce coraz wyżej sięga zenitu , no co tu dużo mówić –  wiosna się zbliża;-). Sezon zimowy powoli zamykamy również i MY  w Lechalet i teraz czas rozpocząć NOWY z wiosennymi intrygującymi produktami.

Powoli nadchodzi Wielkanoc więc jak co roku  jagnięcina znów wróci i będzie królową stołu. Teraz szukamy jej specjalnie dla WAS, bo chcemy tej prawdziwej i dobrej (podhalańskiej), a nie mrożoną z importu z Nowej Zelandii.Oprócz jagnięciny również trochę nowości będzie z wołowiną. Spróbujemy ją podać ze słynnym serem Blu 61, to na pewno będzie coś ;-).

Dziekujemy wszystkich którzy nas odwiedzili zimą  i zachęcamy do odwiedzenia nas również na wiosnę, bo góry o tej porze są najpiękniejsze , po za tym te krokusy…..Wtorek i Środa standardowo zamykamy i wracamy już we Czwartek.  Niebawem kilka niespodzianek więc ciekawskich zapraszamy. Do zobaczenia

IMG_20150302_171354

DSC_0258

Pamiętam jak wprowadzaliśmy Maurera  do naszej restauracji kilka dobrych lat temu i szczerze zastanawiałem się czy to pójdzie , bo i cena dość wysoka  no i przede wszystkim smak trochę inny bo taki jak z prawdziwych jabłek czyli lekko kwaskowy. No ale w końcu okazało się że ludzie do nas przychodzący polubili Maurera i tak z biegiem lat stał się obowiązkową pozycją w Lechalet.Teraz spotyka się coraz to częściej w wielu nowych otwartych restauracjach , bo przecież moda jest na BIO więc czemu nie;-)

Jednak mówiąc o sokach Maurera musimy pamiętać że jest i Maurer tanszy i Maurer droższy. Dwie linie zostały wypuszczone na dwa rynki : detal i HORECA. Łackie Ogrody czyli ta tańsza linia jest skierowana bardziej do gastronomii i ona rzeczywiście jest najczęściej spotykana w restauracjach. Bio to znów droższa linia która się charakteryzuje certyfikatem i zmiejszoną zawartością  soku jabłkowego przy mixach . Dla przykładu sok brzoskwiniowy Bio ma 50 % soku brzoskwiniowego i 50 % soku jabłkowego znów w Łackich Ogrodach jest mniejszy procent brzoskwini a większy jabłka. Sprawa jest dość prosta lecz czy to jedyna róznica??? Czy owoce wykorzystane w jednym i drugim są podobne ,chociaż w Bio są ekologicznie hodowane ?Sprawdziłem na podstawie czysto jabłkowego soku który tak defacto jest produktem podstawowym firmy:

No i tak : Porównując wygląd zewnętrzny (butelkę) Łąckich Ogrodów i Bio to różnica jest jedynie w etykiecie , reszta czyli kapsel i butelka to to samo. Nie widać rzeczywiście tak na pierszy rzut oka czy jest jakaś różnica w sokach jednak po rozlaniu do szklanek różnice zaczynają być bardziej widoczne. Sok Łąckie Ogrody ( po prawej)ma o wiele jaśniejszą barwę i przy tym jest mniej błyszczący i bardziej mętny. Sok Bio ( po lewej )się lepiej prezentuje lecz znów w nosie jest mniej intensywny od Łąckich Ogrodów. Mniej intensywny lecz bardziej jabłkowy, bo w Łąckich Ogrodach wyczuwalne są oprócz jabłek też jakieś aromaty kompotowe które wgryzają się   niepotrzebnie . Zdecydowana różnica jednak  dopiero rozgrywa się w smaku. Zdecydowanie Bio jest bardziej jabłkowy i wybija się piękna kwasowość jabłka z delikatną taniną . W Łąckich Ogrodach brak konkretnej kwasowości i szczerze wyczuwalna jest również gruszka która mogła zostać dodana uzupełniająco lecz może to też  kwestia  innych gatunków jabłek.

 DSC_0261

Podsumując  jeśli chodzi o Maurera to jakość idzie w parze z certyfikatem. Nie wiem czy to idzie rzeczywiście że te Bio owoce są ekologicznie hodowane i przy tym mniej pryskane  lecz jedno jest pewne , Sok Bio jest o wiele lepszy niz ten z serii Łąckie  Ogrody.  Oczywiście dla mnie lepszy bo bardziej intensywny i przede wszystkim jabłkowy lecz dla małego dziecka może sok Łąckie Ogrody będzie lepszym wyborem  bo o wiele bardziej łagodny i stonowany.Wszystko zależy oczywiście od punktu widzenia i dla kogo będzie rzeczywiście ten sok. Jak na razie jabłko już sprawdziłem teraz będę próbował dalsze soki bo Maurer robi ich naprawdę wiele( cała oferta tutaj ). Do następnego Chef

IMG_20150227_162529

 

Rychnovske Pivo

Written on 23 lutego 2015, 08:04pm under winology

Tagged with: ,

DSC_0227

Dostałem kilka maili , że narzucacie Mi, że tylko pije i pije te wina i nic po za tym …. O prosze, więc tym razem wpis dla odmiany będzie o piwie ;-). Dokładnie tak! Ostatnio udało mi sie wypić kawał dobrego piwa dzieki Pawłowi od Rafa Wine który od nie dawna oprócz wysoko gatunkowych win zaangażował się również w import genialnych piw rzemieślniczych z małych browarów. Bardzo dobrze !!!!! Piwo równiez jak wino potrafi sprawić wiele przyjemności a jak  mowa szczególnie  o takim piwie, to tym bardziej.

Sprawa oczywiście tyczy się piwa  z Rychnova. Wśród piwowarów to pewnie bardzo znane piwo , zreszta się nie dziwie, bo taką jakość dawno nie piłem . Piwo które piłem charakteryzowało sie niebywałą delikatnością którą mało kiedy można spotkac w piwie. Niewątpliwie to odczucie jest związane  za sprawą unikalnych skladnikow z jakiego są warzone te wyjątkowe piwa, czyli:

  1. wyjątkowy słód sciągany na małą skale z małej lokalnej słodowni , Dobruski,
  2. Chmiel podjęty ze słynnej Saaz  i
  3. Woda co stanowi 90 procent piwa ( więc ta najważniejsza ) która jest pobierana z otworu wiertniczego u podnóza Gór Orlickich.

A tak w ogóle wiecie dlaczego  piwo od dużych koncernów jak Heineken ,wypity  w Warszawie,  Nowym Jorku czy Amsterdamie zawsze smakuje tak samo??? Przecież woda w tych różnych miejscach jest na pewno inna a  skoro woda to główny składnik czemu wszystkie te piwa są takie same?? …. No  odpowiedz jest prosta, piwa takie są produkowane z destylowanej wody która zostaje wzbogacona chemią żeby jakoś smakowała. Nieżle co 😉

DSC_0219 DSC_0222

No ale Rychnovskie piwo to już  całkiem inna bajka . Nie dość że składniki są najwyższej jakości to jeszcze cały proces warzenia odbywa się powoli i bez pospiechu.

Efekt oczywiście jest wyśmienity. Piwo które piłem miało ciemno bursztynowy kolor ( niektórzy by go zwali herbacianym ;-)) i w zapachu dominował karmel i spalone siano. Lekka goryczka tutaj wpasowana była idealnie. Powiem szczerze że nie pijam na co dzien wiele piw ale po takie jak z Rychnova to chetnie bym siegał  nie raz.

Ok a minusy???? No biorąc kwestie że to piwo jest  nie jest filtrowane, nie pasteryzowane i bez konserwantów to minusem jest krótka data spożycia . No ale ja wiem czy to taki  minus ? Przecież pivo jest do wypicia a nie żeby stało na półce 😉

Zapraszam więc do spróbowania prawdziwego PIVA ( dodatkowe informacje  na fan page ) pozdr Chef.

DSC_0226