Lemoniady John Lemon

Written on 31 stycznia 2016, 02:38pm under pod kontrolą

Tagged with: , , ,

Processed with VSCO with a5 preset

Ostatnio miałem okazje wypić kilka lemoniad od Johna Lemona. Jest to produkt już dobrze znany w Polsce , który wybił się spośród innych swoją naturalnością i różnorodnością smaków.  John Lemon stawia przede wszystkim na produkt zdrowy ( bo nie oszukujmy się zwykłych nasiąkniętych chemią napojów lemoniado-podobnych znajdziemy na pęczki )z naturalnych składników , bez konserwantów, glutenu i również cukru. Mowa o produkcie rzetelnie zrobionym który powoli podbija Polskę i nie tylko z uwagi na swoje mega zdrowe podejście . Oczywiscie miałem już okazje pić Johna w różnej wersji smakowej lecz nie analizowałem go szczególnie bo to impreza , bo to czasu nie było lecz teraz przejrzałem się poszczególnie niektórym smakom i oto co sądzę:

Niezwykle ciekawie prezentuje się John Gruszkowy. Widać dużo osadu i po otwarciu mamy pięknę uderzenie gruszki Conference czy jabłka typu Golden. W smaku troche mniej czuć te smaki bo wysoka kwasowość troche je neutralizuje lecz to nie przeszkadza.W końcu to jest lemoniada a nie sok gruszkowy więc tak musi być.

John Lemon Yerbate to połączenie lemoniady i herbaty. Bardzo ciekawe się prezentuje produkt który tak naprawdę w nosie oprócz herbacianego akcentu nie wiedzieć czemu  posiada również spory zapach śliwki wędzonej. Yerbata którą piłem  została wzbogacona sokiem z granatu ale nie wybija się znacząco jedynie na koniec lekko gorzkim posmakiem.Yerbata  swietne orzezwia lecz i pobudza bo ma również niezłą zawartość kofeiny, więc warto ją zaliczyć do napojów energetyzujących

0302016185439

Kolejna flaszka którą uważam za ciekawą to cola od Johna. Tutaj w porównaniu ze zwykłą Coca Colą nie ma porównania. Aromat Coli bardzo dominujący i przyjemny , w smaku może fani Coca Coli mogą narzekać na brak orzeżwienia bo John Cola nie jest tak naładowana dwutlenkiem węgla ale moim zdaniem lepiej  bo nie podrażnia tak przełyku.

Jedna z moich ulubionych pozycji od Johna niewątpliwie jest John Lemon Limonka. Lubie proste połączenia i jak są cytrusy to cytrusy niech tylko pozostaną, więc ta lemoniada mi najbardziej smakowała bo najbardziej klasyczna. Duże uderzenie cytrusowej aury na początek i mega kwasowość na zakończenie. To jest to.

John Lemmon to na pewno bardzo ciekawa propozycja napojów orzeżwiających w Polsce. Myśle że warto siegnąc po nie szczególnie jak nam zależy na naturalnym i zdrowym produkcie. Polecam . PG

Processed with VSCO with a5 preset

Processed with VSCO with a5 preset

Pewnie nieraz zastanawialiście się jakim cudem tarta w cukierni czy restauracji ma idealnie na 0,5 cm cienki i dobrze upieczony spód. Jak dobrze wiecie DOBRA TARTA to przede wszystkim DOBRE KRUCHE  CIASTO a to jak sama nazwa mówi musi być sypkie. Ok ale teraz pytanie jak rozwałkować na formę tak sypkie ciasto??? Sprawa jest dość prosta i oczywista wystarczy mieć tylko w domu  pergamin. Wycinamy dwa arkusze pergaminu i w środek dajemy nasze kruche ciasto. Tak przygotowaną masę między pergaminem możemy teraz rozwałkować do woli i do określonej  grubości bez zmartwień że nam się masa rozerwie. Po rozwałkowaniu całości póżniej nie będziemy mieli również problemu z przełożeniem jej na forme , kwestia tylko odklejenia jednego arkusza i po położeniu formy odwróceniu całości. Pozdr Chef

0252016101246

WINOTAKE

Written on 22 stycznia 2016, 07:59pm under winology

Tagged with: , , , , , ,

Processed with VSCO with a4 preset

Ostatnio jak to się często mówi w języku potocznym mam dobre FLOW. Wszystkie wina które udaje mi się  ostatnimi czasy zdegustować okazują się niezwykle interesujące. I tak równeiż ostatnio miałem okazje gościć Hirotake , japończyka który importuje do Polski niebywale pyszne wina pod marką  WINOTAKE  . Hiro to człowiek z niezwykłą wielką pasją jakim jest dobre wino. Jak mi opowiadał podczas naszego spotkania, od kiedy był dzieckiem został nauczony dobrego i naturalnego podejścia do żywności, bo jego mama była bardzo przeczulona w kwestii śmieciowego jedzenia. Tak zakodowane podejście do jakości spowodowało że zaczoł automatycznie  z czasem rozpoznawać dobrą żywność od złej. Oczywiście w kwesti wina, które importuje dzisiaj do Polski sprawa ma się podobnie. Szuka prawdziwego , możliwie naturalnego wina, nie strutego niepotrzebnymi chemikaliami. Jak się spytałem Hiro czego szuka  w winie to odpowiedział mi że przede wszystkim  lekkości picia. Wino musi być „SWALLOW” jak to on mówi, czyli naturalne i czysto spływające do żołądka. Takie  wina Hiro uważa za najlepsze i takie przede wszystkim znajdziemy w jego ofercie.

Jeśli zacząć konkretnie o winach z oferty Winotake to po pierwsze zdziwiłem się różnorodnością  etykiet. Hiro jak sam podkreslał nie raz tego wieczoru minimum raz w miesiącu jest we Włoszech i oprócz tego również zwiedza inne części Europy. Można by powiedzieć że jest cały czas po za Wrocławiem i szczerze nie wiem jak on to robi bo ja po jednej wizycie do Włoch już padam. Ale Hiro to nie ja i tak ostatnio właśnie podczas wyjazdu na Słowacje   wrócił z Rozalią.  Oczywiście mowa o winie 😉  Niesamowite rzekłbym !!!! ( jak wiekszość win zresztą od Strekowa ) rzuca przede wszystkim na kolana przez jego owocowość . Nie wiem czy mieliście okazje kiedyś pić takie różowe wino ale ja nie!!!! Rozalia to wybuch owocowy , gdzie główną role grają truskawki. Oczywiście wino jest wytrawne i bym powiedział że z  niezłą kwasowością. Nie masz wrażenia picia wina tak na prawdę , wydaje ci się jakbyś pił sok . Wino wypija się momentalnie i to kolejna cecha którą zresztą lubi Hiro. On również podobnie  jak  ja, uważa że wino jak jest dobre to musi być wypite do ostatniej kropli. Rozalie nie da się nie wypić całej butelki.

0222016161332

Oczywiście Rozalia to bardzo ciekawa oferta ze Słowacji w Winotake lecz sądze że Włochy u Hira są zdecydowanie jego konikiem. Jak sam mawia lubi jechać często  do Włoch, bo lubi włoską gościnę, kuchnię no i oczywiście wina. Niewątpliwie perełką  z białej selekcji którą mi tego wieczoru przyniósł była Durella Montemagro od Daniele Piccinin. Grono endemiczne z Veneto które z uwagi na jego dość mocną charakterystyczną kwasowość szczególnie jest wykorzystywane do tworzenia musiaków ( spumanti ). Wino w wersji spokojnej z ręki Piccinin było przepyszne. Wybuch  kwiatu zółtego w nosie niesamowicie zachęcał do picia tego wina, co zresztą jak się póżniej okazało było bardzo przyjemnym doświadczeniem. Duża kwasowość nie zniechęca lecz przeciwnie uważam że w tym winie jest ona idealna. Durella to jedno z tych białych które bardzo mi posmakowały tego wieczoru i tutaj też butelka wyfruneła raz dwa.

Tak naprawdę  trochę tych win popróbowaliśmy tego wieczoru (  chyba z 12 ) lecz skupiam się bardziej na tym co mi najbardziej smakowało i tu niewątpliwie na pierwszym miejscu an mojej liście czerwonych  lokuje Dolcetto D’Alba od Giacomo Anselma. Dolcetto zwykle to wino piemonckie z lekką taniną które w odróżnieniu od Barolo czy Barbaresco bardzo szybko po winifikacji nadaje się do picia. To od Anselmy mimo że 2014 jeszcze miał taniny troche zdziczałe lecz i tak mi mega smakował. Wino prezentowało się  intensywnym  czarnym kolorem, z błyskami fioletu i mocnym akcentem  czarnych owców jak jeżyna i czarna porzeczka.  Robiło to naprawdę  duże wrażenie a jeszcze jak  pomyśleć że to wszystko zostało otulone lekką taniną która za kilka miesięcy pewnie będzie idealna to co tu dużo mówić. Niewątpliwie pyszne Dolcetto i sądze że jak ktoś nie przepada za  Barolo bo z prostych zasad  jest zbyt agresywnym winem to Dolcetto od Anselmy jest dobrym rozwiązaniem. Oczywiście Hiro od Anselmy ma również Barola i to nie byle jakie, bo prócz  bazowego  Colaretto ma również  topowego drapieżnika   Vigne Rionde która zresztą wygrała złoty medal w tym  roku w Gran Prix Magazynie Wino. Ja niestety nie jestem znawcą Barolo ( za mało w życiu ich jeszcze  piłem ) lecz te które dał mi spróbować Hiro są niezwykle pijalne i dobre z mojej strony. Vigna Rionda niewątpliwie to mój faworyt z dwójki Barolo Anselmy  z uwagi na ciepło jakie zostawia  w buzi no i te niekonczące się aromaty  kakaa, suszonej sliwki czy likieru migdałowego.

No dużo by tu jeszcze o tych winach  można by było pisać, lecz nie w tym rzecz  ,ważne jest podkreslić kto  te wina sprowadza do Polski i daje nam możliwość cieszenia się nimi. Wielkie brawa dla Hiro , oby tak dalej importował takie perełki do Polski . Mi nie zostaje nic innego zatem jak otworzyć dziś wieczorem dobrą butelkę  Dolcetto od Anselmy no i  cóż ….do nast. Pozdr Chef

Processed with VSCO with a6 preset

Processed with VSCO with acg preset

Powoli wracam do zdrowia więc czas również powoli nadrobić zaległości z degustacjami. Kolejną flaszkę jaką wczoraj miałem okazję zdegustować to wino z Vallagariny, czyli jednej z ciekawszej winnej doliny z Trydentu .Mowa o Marzemino, czyli endemicznym szczepie tego regionu z ręki znanego naturalisty Eugenio Rosi. Rosi choć od niedawna zaczoł swoją własną filozofię z winem już tak naprawdę zdołał zdobyć duże grono fanów . Marzemino w Trydencie to wino czerwone, które bardziej znane jest jako lekkie i świeże wino codzienne. Mało kto próbuje z Marzemino wyciągnąc coś więcej a już nie mówiąc o tych  nielicznych pasjonatów co wytwarzają z Marzemino Passito (co to juz uważam za mistrzostwo świata). Rosi swoje Marzemino  jak podkresliłem wcześniej robi inaczej niż większośc, bo do jego produkcji używa pewną cześć podsuszanych gron. Jest to stara metoda zwana „Governo”,  która niewątpliwie nadaje mocnego akcentu owocowego samemu winowi. Nie ukrywajmy się że Valpolicella Ripasso również ma podobną winifikację a jeszcze bardziej  ciekawa sprawa w tym wszystkim jest również ta,  żę własnie pierwsze winifikacje Marzemino nie tyle przypominały Valpolicelle Ripasso  ile Amarone. Teraz jak wspomniałem rzecz ma się inaczej lecz Rosi wraca do tego ruchu i niewiem czy Marzemino w takim wydaniu rzeczywiście nie jest najlepsze.

Pojema po otwarciu i rozlaniu do kieliszka przepięknie prezentuje swoją ciemną fioletową barwę. Wino skoncentrowane , prawie czarne z błyskami fioletu. Po kilku ruchach w kieluszku czuć moc tego bardzo aromatycznego szczepu. Uderza piekny zapach kwiatowy z fiołkiem w roli głównej , pózniej wyczuwalne są również maliny i trochę tytoniu i ziół leśnych. Po dość gęstej konsytencji i kolorze masz  wrażenie że to wino bedzie mega taniczne z dość niełatwymi twardośćiami, lecz to tylko wrazenia. Po pierwszym łyku wino prezentuje się bardzo lekko z pięknym owocem typu czarna porzeczka i wiśnia amarena. Doceniam swiezość która jest dobrze zbilansowana no i oczywiście te bardzo eleganckie taniny które  bardzo przypominają mi dobre Barbaresco które ostatnio piłem z Neive.

Wino powiedziałym żę bardzo kobiece szczególnie   przez jego lekką i elegancką strukturę  . Czytałem w sieci że Poieme niektórzy porównują do Amarone ale niewiem czy to dobre porównanie, bardziej jesteśmy bliżęj dobrze zrobionej Valpolicelli , takie mam zdanie. Niewątpliwie wino bardzo przyjemne i wypija się migiem raz dwa szczególnie z osobą przeciwnej płci.;-) Pojema to na pewno dobry wybór na randce  a na 100% sprawdzi się  na babskim wieczorze. Oczywiscie to nie znaczy że Poieme facet nie polubi ( szczególnie ten bardzo wrażliwy ) , bo przeciez warto jeszcze dodać   ze Marzemino było jedno z ulubionych win wielkiego Mozarta.;-)

Wino dostępne u nas w Restauracji lub bezpośrednio u importera Vini e Affini. Pozdr Chef

0182016171750

Processed with VSCO with acg preset

Moja przygoda z Gruner Veltlinerami wciąż trwa i dzisiaj znów udało mi się zdegustować dwie bardzo ciekawy odsłony tego niesamowitego  szczepu. Mowa tutaj oczywiście o winach z ręki Hubera , a konkretnie o Grunerze Obere Steigen 2014 i Bergu 2012.

Jeśli zacząc  od Obere Steigen , to sprawa jest dość prosta. Wino uderza przede wszystkim świeżością i owocem . Dużo tutaj w nosie aromatów tropikalnych jak grejfrut,  ananas czy lime . W ustach podobnie cytrusy grają piersze skrzypce lecz na końcu uwydatniają się również nuty pieprzowe co  co z moich doswiadzczeń wczesniejszych z tym winem jest  cechą charakterystyczną tego grona. Wino  bardzo przyjemne,   niewątpliwie ciekawie pobudza zmysły , myśle że idealnie nadawał by się jako aperitif lecz nie ukrywam że z lekko doprawioną sałatką też mogłoby zadziałac. Cena jest bardzo przystępna jak na wino od kogoś co Decanter nazywa „złotym dzieckiem” wiec na pewno  warto po niego sięgać.

Processed with VSCO with a5 preset

Co do Berga , to sprawa jest znów  o wiele bardziej skomplikowana. Wino po pierwsze pochodzi z lepszej winnicy , położonej na górze o lepszych charakterystykach glebowych. To nam daje większą mineralność i druga sprawa wino o niebywałej strukturze. Berg w kieliszku jest bardziej intensywny od Obere Steigen , bardziej złoty ale mino tego nadal widoczne są byski zieleni. (Wino jest bardziej intensywne co wsnioskuje dłuzszą maceracją) W nosie nadal króluje ananas ale taki bardziej dojrzały od Obere Steigen. Dodatkowo pojawiają sie nuty gruszki i miodu co jest efektem prawdopodobnego kontaktu z beczką akacjową. Wino o nieziemskiej strukurze bo ponad 14% w ustach robi mega wrażenie. Kwasowosc  pięknie utrzymuje wino swieże i dalej  zioła, owoce i ta niekończonca się  mineralność powodują że nie chcesz przestać go pić. Takiego Grunera jeszcze szczerze  nie piłem i do dziś załuje. Berg  napewno plasuje na górze mojej listy Austryjaków lecz gra nie skończona bo mam do rozegrania jeszcze kilka butli i to nie byle jakich.

Podsumując sprawe, wiem dlaczego tak się ostatnio dużo mówi dobrego  o Huberze i niewątpliwie ciesze się,  żę mam  jeszcze kilka flaszek od niego w swojej piwnicy . W razie czego jak by jakimś cudem ich zabrakło 😉 wiem kto je sprowadza do Polski ( Interwin ) ,więc w tej sprawie również jestem  spokojny . Pozdr Chef

Processed with VSCO with a4 preset

Processed with VSCO with a4 preset

 

 

 

 

 

Processed with VSCO with a4 preset

Processed with VSCO with a4 preset

Ostatnio ciesze się coraz bardziej z możliwości obcowania z ludzmi świata wina. I tak np . kiedy Kamila z Moja Italia dzwoni z tekstem” Cześć Paolo , będziemy na Podhalu za kilka dni  ,potrzebujesz może coś …” zawsze się ciesze,  bo wiem że to będzie aryciekawa okazja,  żeby zaprosić ich do mnie i tym samym spędzić  miło wieczór w towarzystwie dobrej butelki wina. Moją Italię pewnie niewielu zna, bo to mały importer,  który znany jest szczególnie w środowisku koneserów win. Nie sprowadzają znane etykiety jak Barolo , Amarone czy Brunello lecz skupiają się bardziej na tym co unikalne i mało znane czy nawet odkrywcze. Zaczeli np. sciągać do Polski takie wina jak Sussumaniello , Minutolo czy Timorasso i tak naprawdę są to tak archaiczne szczepy ze  sam się  zastanawiam czy ktoś je zna we Włoszech. Moja Italia na szczęscie ma zgraną ekipę z doswiadczeniem ( Kamila i Max) i wiem że mają duże doświadczenie w tym co robią,  więc wiem doskonale że ich wina nie są wyborem z przypadku. Wiele miesięcy analizują np kilka producentów żeby wybrać tego najbardziej interesującego i pózniej sprowadzają jego wina do nas do Polski. Ostatnio własnie wprowadzili kilka nowości i miałem okazje własnie  zdegustowac dwa deserowe wina z ich nowej oferty.

Jedno to Minutolo w wersji passito. Minutolo to już hit w Mojej Italii i tak naprawdę uważam go za jednego z moich ulubionych białych win  z ich oferty. Szczep Minutolo jest bardzo rzadkim gronem który został odnaleziony przez producenta I Pastini,  który własnie wiele eksperymentują z jego możliwościami .Zrobili Rampone czyli minutolo w czystej formie które jest po prostu boskie. Uderzenie tropików jakie mamy w tym winie po pierwszym łyku powala na kolana. Wino zaskakuje aromatycznosćią i mozliwosciami ewolucji w latach co zresztą  mogli się sami przekanać  na własne usta uczestnicy pionowej degustacji Minutolo na Terra Madre Slow Food. I Pastini jednak mimo że robią tak świetne Minutolo w wersji Dry nie chcą si zatrzymać ze swoimi ekperymentami i teraz od nie dawna wypuścili Minutolo passito czyli słodka wersja z podsuszanych gron. To wino własnie próbowałem wczoraj i co … Aromatyczność nie uderza jak przy Rampone , jest bardziej spokojny ale i  elegancki bym powiedział. Wino ma piękny złoty kolor i jest bardziej gęste. Jak wspomniałem w nosie nie ma wybuchu tropików ale mamy przyjemny akcent miodowo – lipowy. Elogio alla Lentezza ( tak sie nazywa to wino ) po pierwszym łyku zachywaca swiezością , tutaj czuć grejprut , cytrynę i odrobine słodyczy. Ta słodyćz jednak nie wybija się znacząco i tak naprawdę po kilku łykach juz jej nie czujemy. Szczerze dużo wspólnego jest w tym winie z dobrze zrobionym Late Harvest z Tokaju. Nie obciązą , i tak naprawde chociaz I pastini polecają to wino do deseru ja bardziej bym go pił solo w letni wieczór albo z dobrym talerzem spaghetti aglio olio. Według Maxa to wino jeszcze nie pokazało pazura, (zresztą to młody rocznik)  i ja również sądze że Rampone  ( czyli wersja Secco ) na chwile obecną jest bardziej interesujący, ale jak to passito  z latami zacznie zmieniać się w kierunku marmolady cytrusowej to niewątpliwie będzie o czym pisac. Jest to eksperyment , nikt wczesniej takiego wina nie zrobił , zostaje tylko czekać .;-)

Drugie wino jakie piłem tego wieczoru to Barolo Chinato. Niewiem czy słyszeliście kiedykolwiek o takiej wersji Barolo ale jest to po prostu wino Barolo wzmacniane ziołami i korą chinowca. Wino pierwotnie  stworzone z myślą o naturalnym leku pózniej przyjety jako idealny digestif .  Mam od Mojej Italii oczywiście Barbere Chinato z tego samego producenta ( Rovero ) i pamietam że wiele  zachwycała w tamtym roku ludzi swoim smakiem . Myśle jednak że to Barolo może wywołać jeszcze wieksze zainteresowanie,  bo oprócz tego ze receptura jest tak samo dobra  co w Barberze ( ta sama )to jeszcze grona barolo zostawiają nam ciekawy element taniczny na ustach. Uważam to wino za idealny sposób na zakonczenie posiłku, ( no chyba że macie genialną Grappę ) a jakby tego było mało również idealny lek na każde lekkie przeziębienie. 

Dziekuje Max i Kamilli za czas jaki mi poświecili , ciesze się że są tacy ludzie w Polsce , mam nadzieje również że nie przestraszyłem ich moim autorskim daniem , ale cóż …. to też eksperyment . 😉 

Gruner Veltliner Urban GV 2014 STAGARD

Written on 6 stycznia 2016, 03:54pm under winology

Tagged with: ,

DSC_1723

Ostatnio podczas porządków w piwnicy , mile zaskoczyła mnie butelka Vetlinera którą dostałem jakiś czas temu do degustacji od jednego z moich ulubionych importerów (Rafa Win0). Tak naprawdę nie wiedziałem co się spodziewać po tym winie bo Vetliner we Włoszech jest tak rzadko uprawiany że chyba tylko nielicznie w Wysokich Dolomitach ktoś jeszcze siłuje się z tym szczepem. W Austri znów odwrotnie wraz z Rieslingiem to jedno z najpopularniejszych win i tak naprawdę uważam że w Austrii a szczególnie wzdłuż Dunaja można mówić o mistrzowskim wydaniu tego szczepu.

Jak wspomniałem odnalazłem ostatnio butelke Vetlinera od Stagardu. Nie znam producenta , pierwszy raz degustuje coś od niego ale po teoretycznej analizie  można się spodziewać  samych dobrych rzeczy, bo producent biologiczny , bardzo dobra pozycja winnic no i jest mało marketingowy. (  zawsze uważam to za duży plus w każdej dziedzinie, bo  jak ktoś jest dobry w tym co robi to nie potrzebuje zwiekszyć sprzedaż przez marketing ;-))

No i co tu dużo mówić , przechodząc do samego wina naprawdę duże brawa. Wino przezentuje sie w pięknej jasno słomkowej barwie z refleksami zieleni . Wiem że Vetliner to takie zielone grono, swego czasu nazywane nawet zielonym Muskatem ,  więc wnioskuje że im więcej w winie zieleni tym większa szansa na skoncentrowany i  dobry produkt. Wino po rozlaniu do kieliszka  ładnie błyszczy i zachęca do jego dalszego poznania więc kieruje w kieliszek nos i tutaj znów same dobre nowiny. Dużo cytrusów, jest grejfrut jest też  cytryna ale  nawet czuć odrobinę jabłka ( takiego swojskiego jak u nas w górach zwią ” papierówka”). No dużo ciekawego  dzieje się   w tym kieliszku więc nie zostaje mi nic innego jak go wypić i tutaj znów również jestem bardzo zadowolony. Dużo aromatów podobnych do tych zapachowych lecz nie tylko bo i nuty warzywne też się pojawiają. Trochę kalafioru , trochę szałwi i na pewno też jałowiec czy pieprz czarny. Wino oprócz ciekawych aromatów wyżej wspomnianych   również zachwyca piękną mineralnośćią i zbalansowaną kwasowoscią, więc co tu dużo mówić – wino mi smakuje.  Zastanawiam się jeszcze  z jakimś daniem by mi pasowało to cudo  i chyba go spróbuje ze  spaghetti al pesto . Myśle że kwasowość i mineralnosć tego wina idealnie będzie współgrała z dość aromatycznym sosem pesto i co najważniejsze nie zostanie przez niego zaburzona.Vetliner w takim wydaniu uważam za bardzo dobry , przede mną jeszcze kilka vetlinerów do degustacji min. od Hubera czy wielkiego FX Pichlera  ale jak na razie daje mu wysokie noty. Salut

Rok 2015 – podsumowania

Written on 30 grudnia 2015, 11:59pm under coś o mnie

Tagged with: ,

Jak na koniec każdego roku przyszedł  czas na podsumowania. Od czego by tu zacząć… Może od tych rzeczy co w tym roku się udały i z czego jestem zadowolony.OK!!!

Po pierwsze ciesze się że udało mi się zorganizować na wiosne wyjazd do Trydentu. Była to arcyciekawa wyprawa która miała na celu pokazać mi róznice Polskich gór od Włoskich , no i co tu dużo mówić , jesteśmy w tyle i to całkiem sporo. Oczywiscie Tatry są piekne i ktoś dobrze kiedyś powiedział że to takie micro Alpy – zgadzam się oczywiście  jeśli mówimy o przyrodzie  lecz niestety cała reszta jak infrastruktura, kultura, turystyka, komunikacja, dbałość o przyrodę czy nawet gastronomia jest  nieporównywalnie 100 lat przed nami. Chciałbym aby i u nas ludzie doceniali nasz mikro alpejski krajobraz i tak jak w Alpach na szlakach nie było ani jednego papierka po gumie lecz wiem że to długa droga i szybko do tego nie dojdzie. Teraz na pewno trzeba ratować powietrze, bo smog w Zakopanem to rzecz niewiarygodna szczególnie żę Zakopane zasłyneło własnie z uwagi na jego czysty i zdrowy klimat.To jest misja dla nas wszystkich i myśle ze w 2016 coś na pewno się zmieni. Oczywiście oprócz wyjazdu do Trydentu ciesze się również z kurnika który udało mi się postawić w lecie. Ktoś sie może z tego pewnie będzie śmiał ,lecz uwierzcie mi że nic tak nie cieszy jak swojskie jajko. Tak naprawdę jaja to podstawa w każdej kuchni i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Druga sprawa to kwestia  żę nic nie  równa sie z poranną jajecznicą z porannych jeszcze ciepłych jaj, po prostu mega pychota. Polecam każdemu taki  kurnik , bo to nie duży wydatek a naprawdę warto. No ok kurnik, Trydent i w sumie jeszcze ogródek. W Lechalet staram się korzystać z wszystkiego co moze urosnąć wokół restauracji. Dąże do filozofii że jestem w stanie podać swoim gościom wiekszość rzeczy co sam wychoduje czy wyzbieram . Daje mi to możliwość być stuprocentowej pewności że podaje zdrowy produkt najwyzszej jakosci. Oczywiscie nigdy nie zrobie tak dobrego parmezanu czy amaro ale syrop z melisy rosnącej na polu obok czy dzem z malin rosnących w pobliskim lesie już tak. Tego lata założyłem mały ogródek gdzie hodowałem micro zioła i w sumie projekt się sprawdził, bo wiele ludzi chwaliło jakość na talerzu . Chce podązać w tym kierunku i zobaczymy co dalej. Udało się również wiele ciekawych rzeczy wprowadzić do karty. Dla przykładu pstrąg. Mało doceniana ryba bo bardzo pospolita lecz pamiętajmy ze jest pstrąg i pstrąg. Na pewno ten z hodowli pod Brzegami możę się pochwalić dobrą renomą i unikalnym smakiem , bo hodowany w czystym górskim potoku. Tak naprawdę oprócz kilku ziół nic mu nie jest potrzebne bo jest tak dobry że po co zaburzać jego smak. Ciesze się ze jest w naszej karcie i że ludzie zaczynają go doceniać , również duży plus dla 2015. Udało się również w tym roku w końcu zbudować piwniczkę na wina. Projekt który chodzil mi po głowie juz kilka lat w koncu już sie zakonczył . Teraz mając miejsce moge w  koncu ze spokojem kolekcjonować najlepsze etykiety. Myśle żę to tez za kilka lat będzie mocnym atutem Lechalet. Przyjechać w Murzasichle i wypić Pichlera czy Biondi Santi niedługo będzie już możliwe i na pewno wielu ta informacja ucieszy.

No to sie udało. A co się nie udało??? No dalej stoimy w miejscu z nową salką restauracyjną . Nie udało się ukończyć jej w tym roku  lecz myśle że za rok będzie to bardzo możliwe. Nowa salka restauracyjna to miejsce szczególne które wiązemy z małymi przyjeciami czy spotkaniami , brakuje nam takiego miejsca i niedługo może uda się ją zakonczyć. Nie udało sie w tym roku również zrobić szklarni o której marze od dawna lecz ciesze się ze przynajmniej z ogródkiem się udało. Ostatecznie również załuje kilku dań nie wprowadzonych do karty ” przywiezionych z Trydentu” które z braku czasu nie udało mi się udoskonalić. No ciągle borykam się również ze swoją chorobą która nie daje mi możliwości funkcjonowania  w 100 procentach lecz ile jestem w stanie tyle daje z siebie i jakoś to idzie.

Jestem zadowolony z tego 2015 roku lecz jak co roku chce  żeby następny  był jeszcze lepszy. Życze wszystkim aby w nowym roku znależli to czego szukają i aby nigdy się nie poddawali, życze również samych super niespodzianek i dużo spontaniczności. Ostatecznie życze dużo zdrowia, pieniędzy i miłości a reszta jakoś sie ułoży 😉  Niech moc będzię z wami.

DSC_1707-2

I tak już mamy za sobą premiere zółtego przewodnika Gault e Millau, więc tym samym nadszedł czas na jego dogłebną analizę. Od czego by tu zacząć??? Hmmm…. No ok, przyznam szczerze na start , że trochę pozycji w tej edycji  na pewno mnie zaskoczyło,  niektóre restauracje uważam że powinny mieć zdecydowanie więcej punktów , niektóre zdecydowanie mniej a niektóre  może  w ogóle  nie powinny były by się znaleść, lecz to oczywiscie moje skromne zdanie zwykłego garkotłuka z Murzasichla , bo jak wiadomo Gault e Millau ma wyszkolonych i profesjonalnych inspektorów którzy na pewno wiedzą co piszczy w trawie i nie pozwoliliby sobie na takie błędy. ( bo zresztą renoma jaka kryje sie za Gaule e Millau jest ogromna).

Przechodząc do rzeczy i skupiając się głównie na Podhalu w Zakopanem według Gaulta wychodzi na to, że wyśmienicie we włoskich klimatach zjemy w  Cristinie. Jest to nowo otwarta restauracja która naprawdę zmieniła jakosć Krupówkową( czyli typowy łoscypek z żurawiną z biedronki ). Przyznam że często gęsto jak  mam ochotę zjeść coś w Zakopanem a bierze mnie na włoskie, to  własnie uderzam do Cristiny. Mają bardzo dobrą pizze i  super dania z owoców morza. Duża zasługa niewątpliwie należy się Pawłowi Mazurkowi którego niedawno poznałem i który oprócz tego że ma spore doświadczenie z włoskich restauracji we włoszech również okazuje się być bardzo sympatyczną i skromną osobą.  Myśle że chociaż  Zako pęka od włoskich restauracji to Gault słusznie postawił ją na nr 1.

Druga sprawa jeśli znów w Zakopanem nachodzi nas ochota na to coś co lokalne ( i nie tylko mi w głowie oscypek i baranina )  niewątpliwie miejscem które musimy odwiedzić jest Zakopiańska. Restauracja jest położona w przepięknej  willi w stylu witkiewiczowskim  a oprócz genialnej atmosfery oczywiscie zjemy tu pysznie i niedrogo. Nad całością  dań czuwa właściciel-smakosz Tomek Gut  i utalentowany szef kuchni Mariusz Bizub. Niestety jestem zdania ze Gault e Millau tym razem zdecydowanie za mało docenił restauracje Tomka  bo 10 punktów to trochę mało jak na takie miejsce. Z drugiej strony może Tomka nie było, może Szef miał zły dzień albo może inspektorzy po prostu za dużo popili naszego jabcoka tego dnia  😉 ale nie !!!Żarty żartami ale na pewno Zakopiańskiej należało się więcej!!!

No i w sumie na tyle jeśli mówimy o dolnych partiach Podhala, bo już wyżej a dokładniej w  Bukowinie  Sylwester Lis nadal rządzi .W sumie tu też uważam że może trochę za mało został doceniony, ale niestety nie mogę tego potwierdzić bo dawno w Morskim Oku mnie nie było. Wiem że Sylwester gotując lubi odważne połączenia typu bryndza-ocet balsamiczny , wiem że promuje Podhale więc również wiem, że u niego musi być dobrze. Na pewno zajrze jakoś niebawem do niego bo grzech być tak blisko siebie a nie poznać się lepiej.

W sumie z tych co wymieniłem, to ci co w przewodniku są i zgadzam się z tym tak naprawdę w 100 procentach lecz trochę zaskoczył mnie fakt tych co nie ma!!! W pierwszej edycji była Bąkowa Zohylina , która od wieku wieków jest znana ze swej borowikowej i baraniny ale w tym roku kicha. Brakuje również wielu hotelowych restauracji które w zeszłym roku królowały(Mare Monti  czy np. Crocus który chyba miał 2 czapki). Z hotelowych restauracji znów tego roku został doceniony   Koneser w Hotelu Litwor,  który swego czasu słynoł z pysznego carpaccio długo dojrzewanego, kaczki w jabłkach i sufleta czekoladowego, ale od kiedy odszedł Dariusz Siciarz to  trochę się tam poknociło. No własnie a co z Góralską Tradycją której własnie nie ma w przewodniku??? No i w  sumie w Zakopanem warto wymienić również jedną z  moich  ulubionych restauracji czyli Javorinę. Ją też uważam  godną kartki w przewodniku Gault e Millau.

W Bukowinie strasnie  szkoda mi ze  odpadł Bury Miś. Też legandarne miejsce gdzie chyba podają najlepsze rydze na świecie, no ale w tym roku w sumie grzybów nie było to może dlatego ;-)Z nowosci pojawiła się znów Szymkówka . Piękna karczma z chyba najładniejszym widokiem na Tatry. Wiele razy tam nie jadłem lecz miło wspominam te kilka razy co tam byłem.

Podsumujac całość cieszy mnie fakt że są tacy jak Lis , Mazurek i Bizub. Wiem że Podhale dzieki takim szefom kuchni na pewno będzie zyskało na renomie dobrego jedzenia. Co do Gault e Millau opróćz wyżej wymienionych są miejsca do których mam małe wątpliwosci czy rzeczywiscie powinny sie znaleść w przewodniku , ale to jest teza nie poparta swieżymi dowodami , więc miło będzie znów je wszystkie odnowa w tym roku odwiedzić. ;-)PG

Gęsina w Lechalet

Written on 8 listopada 2015, 02:34pm under swięta i nie tylko

Tagged with: , , ,

Gesina_na_sw_Marcina_luk_reg.cdr

Jak co roku również i tym razem z okazji Święta Marcina będziemy szykować gęsinę w Lechalet. Jest to bardzo ciekawa okazja żeby każdy Szef Kuchni  zmierzył się z tym arcyciekawym produktem który już w średniowieczu był uważany za luksus i chociaż przez jakiś czas o nim zapomniano to dzięki ruchowi Slow Food odzyskuje powoli dawną świetność . Polecam  przyrządzić w tych dniach gęsine w domu,  bo jest wyjątkowo łatwo dostępna (szczególnie ta świeża) a znów  jesli nie czujemy się pewnie w kuchni to w tych dniach   wyjątkowo można   spróbować wielu wariacji z gęsiny  w wielu restauracjach  w Polsce. U nas w Lechalet będziemy ją dusić z warzywami i podamy ją w esencjonalnym sosie na risotto.Gęsina będzie dostępna w naszej restauracji już od Środy. Dodatkowo przypominamy że w tym tygodniu wyjątkowo w poniedziałek i wtorek  będzie zamknięte a znów od środy do niedzieli będziemy pracować w standardowym harmonogramie od 12 do 21 .Zapraszam  wszystkich fanów gęsiny i nie tylko . Pozdrawiam PG

 

żródło grafiki: http://slowdizajn.pl/2011/slow-food/%E2%80%9Egesina-na-sw-marcina%E2%80%9D-juz-po-raz-trzeci/