DSCtr00013
Ostanio udało mi sie zakupić oleje z małej olejarni . Mowa o olejach marki Green Spoon, które powoli stają się popularne  na  stołach  polskich restauracji z uwagi na ich wyjątkowy smak. Co w nich wyjątkowego pewnie pytacie???No wziołem ich pod lupę, bo chce poznać polskie oleje z najlepszej strony a Green Spoon to mój start w kierunku własnie tej przygody.

„Wszyscy kochamy oliwę , ale w 80 % w hipermarketach nie znajdziemy dobre oliwy tylko takie na masową skalę produkowane…”

Dla przykładu jednak teraz zacznę od oliwy. Wszyscy kochamy oliwę , ale w 80 % w hipermarketach nie znajdziemy dobre oliwy tylko takie na masową skalę produkowane ,które są tłoczone z wielu różnych odmian oliwy od różnych rolników .  Jak rozpoznać tą dobrą ??Prawdziwa oliwa ma smak i gorycz co pewnie nie jednemu mogłoby się wydawać dziwne, bo zazwyczaj oliwę wolimy neutralną czy wręcz słodką, ale dobra oliwa stety musi gryzc podniebienie.  Musi mieć aromaty , im długie tym lepsze i musi być gęsta. Oczywiscie tak jak z dobrym winem wszystko zależy od terroir i odmiany owocu lecz jak mamy wybierać sensownie to lepiej unikać wielkich olejarni. Wręcz przekonaniom dobra oliwa nie musi być zielona , to kwestia owocu a osad to dobra cecha bo świadczy o braku filtracji lecz czasami a bardzo często w dużych koncernach oliwę się filtruje a pózniej dorzuca resztki z lepszej partii żęby wszystko wyglądało bajecznie swojsko.

Tak wygląda sprawa w kwestii oliwy , a jak z olejem rzepakowym??? Nie udało mi się znaleść zródeł na temat degustacji rzepaku więc zabrałem się za taką samą ocene jak przy oliwie.

DSC00017

W Polsce najbardziej popularnym olejem jest  rzepakowy ,ale lniany czy rydzowy tez od niedawna zostaje doceniany . Pewnie nie raz smażyliście mięso czy polewaliście sałatke popularnym olejem Kujawskim, ale szczerze- zapomnijcie o  tym .Tu mówimy o produkcie na skale rzemieślniczą  a nie o hektolitrach tłuszczu pakowanego do petu.

Green Spoon w swojej ofercie ma trzy oleje  (te własnie które wczesniej wymieniłem): rzepak, lniany i rydzowy.

„Szczerze ja nie jestem smakoszem orzechów ale jak ktoś uwielbia to na pewno ten  olej pokocha”

Rzepak to chyba najbardziej popularny z całej oferty Green Spoon. Kolor ma złocisty , dość gęsty i z pięknym zapachem orzeszków ziemnych . Szczerze ja nie jestem smakoszem orzechów ale jak ktoś uwielbia to na pewno ten  olej pokocha. Próbowałem tym olejem przyprawić sałatkę , podsmażyć mięso czy zrobić bazowy sos i moim zdaniem na zimno jest najbardziej skuteczny.Mocny aromat , niezła gęstość , jednym słowem super 😉

Drugi olej który spróbowałem od Green Spoon to był olej lniany. Ten olej jest robiony  z nasion lnu i kolor jest bardziej jasny od rzepakowego. Można nawet znależc jakąś odcień zieleni ale ogólnie to taki blado złoty kolor. Zapach również troche orzechowy a konsystencja troche bardziej płynna niż w rzepaku. Smak bardzo specyficzny , trochę ziołowy, również orzechowy ale nie taki arachidowy jak w rzepaku lecz bardziej w stronę orzechów włoskich z ich specyficzną goryczką. Olej charakteryzuje się również ładną cierpkoscią co moim zdaniem jest atutem tei pozycji.

Ostatni i od razu przyznam że  mój ulubiony   z całej trójki  , to olej rydzowy. Ponoć w dawnej Polsce na stole był tylko ten olej, więc uważam go za  bardziej polskiego  niż rzepak. Rydzowy olej niewątpliwie jest najbardziej intensywny w smaku , kolorze i zapachu od reszty którą degustowałem. Ma piękny bursztynowy kolor z pięknym zapachem korzennym. W sumie czuć tez trochę tutaj podsmażonej cebuli i bekonu co moim zdaniem jest genialne. W smaku jest bardzo dobrze zbilansowany i uważam że z całej trójki najbardziej harmonijny.

Wszystkie trzy oleje mają spore różnice ale i również podobne cechy co wnioskuje wspólnym miejscem uprawy roślin( ten sam klimat, gleba). Niewątpliwie widać że to produkt dopieszczony i rzetelnie zrobiony . Na razie nie wystawiam ocen bo to moja pierwsza przygoda z takimi olejami, ale prawdopodobnie będą plasowane dość wysoko.

Podsumując pyszne te oleje z Green Spoon i teraz czekam na nowe próbki z innych regionów Polski które niebawem również mają dotrzeć do Murzasichla. Będę szukał tego co najbardziej smakuje i kto wie czy nie zastąpi mi  moją ukochaną oliwę. 😉

DSC00015

56dff933a775e_p

I tak oto wczoraj  przeglądając facebooka niezwykle uradowałem się kiedy to kilka  moich kolegów w zawodzie chwalili się ( i słusznie ) kolejnym wyróżnieniem w przewodniku Michelin. Jak wszyscy dobrze wiemy znalesć się w owym czerwonym przewodniku to wielki prestiż dla każdego a druga sprawa  niesie za sobą sławę, pieniądze ale również i ważne zobowiązania .Nie bez przypadku wczorajszym najczęstczym wymawianym nazwiskiem wśród ludzi dobrego smaku było „Camastra”.  Andrea Camastra , szef i współwłaściciel restauracji Senses własnie dostał gwiazdkę Michelin co na pewno jest wielkim sukcesem w Polskiej gastronomii. Ciesze się że mamy drugą gwiazdę, chociaż sądze żę Anrdrea już dawno powinien ją mieć , bo zawsze słyszałem świetne recenzje  od gości którzy go odwiedzali.Trzeba również powiedzieć że powoli Modesto przestaje być nr 1 wsród przewodnika Michelin( nadal jedna gwiadka ) ale nie ma się co dziwić zresztą  ,bo w stolicy otwarto ostatnio naprawdę dużo świetnych restauracji.

Warszawa brnie do przodu ale nie tylko, bo w Krakowie w końcu również udało się uzyskać ważne wyróżnienie jakim jest Bib Gourmand. Najlepiej w stosunku do ceny przypadło jakże już popularnemu Zazie Bistro. Znam to miejsce, niewątpliwie bardzo słuszna decyzja inspektorów Michelin bo na Kazimierzu naprawdę rzadko trafić na coś dobrego w dobrej cenie.Co do gwiazdek niestety w Krakowie ich jeszcze brak chociaż sądzę ze niesłusznie bo Copernicus prowadzony przez Filipkiewicza również zasługuje na coś wiecej niż tylko widelczyki.

Niewątpliwie gastronomia w naszym kraju zaczyna przeżywać oswiecenie lecz nadal brak elitarnych  produktów jakimi mogą się pochwalić włosi czy francuzi. Mysle żę to jest naszym hamulcem co powoduje żę nadal mamy jedynie dwie gwiazdki w kraju mając jakże ilu świetnych kucharzy.Trzeba nad tym pracować i przede wszystkim zmotywować ludzi żebyśmy jedli to co zdrowe i nasze.

Gratuluje wszystkim wyróżnionym i życze jak zwykle samych sukcesów . Pozdr Chef

fot. zródło dzennikpolski24.pl

(http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/g/gwiazdka-michelin-dla-drugiej-polskiej-restauracji-bib-gourmand-dla-restauracji-z-krakowa,9481537,17213241/)

DSC00061

No i wczoraj naszła mnie ochota żeby otworzyć kolejną WIELKĄ BUTELKĘ ZE SWOJEJ PIWNICZKI 😉 Tym razem wypadło na Taurasi Riserva. To wino zakupiłem od Mojej Italii jakiś czas temu i szczerze zapomniałem o nim trochę , ale teraz nadażyla się okazja żeby go w końcu spróbować .

Taurasi to znane wino z Kampanii, przez niektórych  nazywane  jako” Barolo del Sud „( Barolo południa). No nazwa nie bierze się z nikąd bo szczep Aglianico z z czego robi się Taurasi ma niesamowite możliwosci garbnikowe jak  Nebbiolo( tak samo  zresztą wychodzą z niego niezłe taninowe wina jak i Barolo). Pewnie jak nieraz piliście Aglianico to znacie  moc tego wina, która jest niezwykła. I tak właśnie takim winem niezwykle tanicznym z niezwykłą strukturą jest Taurasi Nero Ne. Jak ktos w restauracji ma ochotę na mega wińsko , czyli takie że mu włosy na głowie stają dęba od samego wąchania do kieliszka to własnie daje mu Taurasi od Cancelliere. Tu mowa o Taurasi BASE który  leżakuje w slawoskiej beczce jakieś 2 lata, ale wczoraj wypiłem coś bardziej eleganckiego, to był eliksir ….. To było Taurasi Nero Ne RISERVA!!!!

W wyjątkowych rocznikach Il Cancelliere oprocz zwykłego Taurasi wypuszcza na świat Taurasi Riserva.

W wyjątkowych rocznikach Il Cancelliere oprocz zwykłego Taurasi wypuszcza na świat Taurasi Riserva. Dłuzsza maceracja owocu i ponad roczne leżakowanie w barrique powoduje że zwykłe,męskie  i agresywne lecz jakże przyjemne Taurasi bazowe zamienia się w elegancką panią. Czuć tutaj nadal czarne owoce , czuć tytoń, proch i czuć też czekoladę gorzką jak w zwykłym Taurasi ale w ustach to już inna bajka. Wino niesamowicie eleganckie, bardzo miękkie i ułożone . Masz wrażenie jak byś pił passito , ale to nie passito tylko Taurasi 😉

DSC00062

To nie wino na co dzień, i na pewno nie dla pierwszego lepszego, który poprosi o nie ładnymi oczkami. To wino to dla specjalnego gościa, na specjalną okazje a na pewno na wyjątkowy dzień( historyczny może ).

Il Cancelliere robi niesamowite wina co już miałem się okazje przekonać na własnej skórze podczas Vinitaly na którym zresztą  otworzył mi kilka butli. Próbowałem Giovanico , kilka roczników Taurasi lecz Riservy niestety nie (i w sumie się nie dziwie). To nie wino na co dzień, i na pewno nie dla pierwszego lepszego, który poprosi o nie ładnymi oczkami. To wino to dla specjalnego gościa( znawce ), na specjalną okazje a na pewno na wyjątkowy dzień( historyczny może ). Ja otworzyłem to wino bo musiałem wiedzieć co mam w piwnicy ale na przyszłość ta pozycja będzie starannie użytkowana.

DSC00064

Oczywiście jak na takiej klasy wino dostępne jest jedynie w najlepszych restauracjach i wine-barach w naszym kraju. Obyście jeszcze trafili gdzieś na ten rocznik bo Taurasi Riserva 2008 zostało wypuszczonych na swiat jedynie 580 sztuk. Zyczę szczęscia. Salut

DSC_0639

W 2015 roku miałem okazje spędzić dwa tygodnie w Trydencie i z tego powodu postanowiłem trochę opisać swoje wrażenia na temat tego,  jakże pięknego regionu Włoch.

Jak zacząć od samego początku to przed wyjazdem do Trydentu starałem się znaleść trochę informacji , bo przecież to nie w moim stylu iść tak o sobie i szukać informacji na miejscu. Szukając trochę w internecie ( visittrentino), przewodnikach w księgarniach czy chociażby dopytując trochę  informacji od znajomych mniej więcej  wiedziałem czego mam się spodziewać. W skrócie wyobrażałem sobie Trydent jako krainę górską , gdzie króluje spokój, tradycja  i przyroda. Dużo się nie pomyliłem, bo  Trydent właśnie taki jest !!!Lecz niestety jednej rzeczy nie wziołem pod uwagę –  skali tego miejsca.

„…wyobrażałem sobie Trydent jako krainę górską , gdzie króluje spokój, tradycja  i przyroda. Dużo się nie pomyliłem, bo  Trydent właśnie taki jest !!!”

Jak rzucimy wzrokiem chociażby na google map to Trydent nie wydaje się tak na prawdę duży ( a jest ogromny ) i tak naprawdę miedzy jednym a drugim większym miasteczkiem jest co prawda średnio jakieś 20 km. Oczywiscie 20 km na autostradzie to nic ,lecz na krętych i stromych górskich dróżkach uwierzcie mi że to cała wieczność.

brunico moena

 

Pamietam właśnie ze podczas naszego wyjazdu  pomyslałem (głupio wtedy ) żeby ominąc autostrade i pokierować się górskimi drogami. Pomysłałem że fajnie będzie , bo widoki super, bo zobaczymy miasteczka itp. To był jednak nie za dobry  pomysł, szczególnie w moim przypadku. Z granicy austryjackiej  niedaleko Lienz kierowaliśmy się dość niezłą drogą do Bolzano, pózniej jednak  pomyślałem żeby  własnie skócić wszystko w Brunico i odbić na Corvarę a tam znów dalej w kierunku Moeny gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg.  Powiem tak  : z Brunico do Moeny bedzie coś ponad 100 km i tak naprawdę google maps pokazywał ze powinniśmy jechać jakieś dwie godziny , ale tak naprawdę jechaliśmy ponad 4 godziny. Dokładnie tak 100 km w 4 godzin co wychodziło średnio 25 km na godzinę( ale robiliśmy dwa postoje 15 min ).

„…20 km na autostradzie to nic ,lecz na krętych i stromych górskich dróżkach uwierzcie mi że to cała wieczność.”

DSC00127 DSC00126

To była moja pierwsza wpadka  w Trentino ,czyli to ze tutaj drogi są niezwykle kręte i niebezpieczne. Oczywiście dla mnie, jako kierowcę vana ( Mercedesa Vito ) nie za wygodnie  się jechało, ale znów innym jak np.  motocykliści mieli tutaj niezłą frajdę. Przez cały czas jak jezdziłem po tych górskich trasach z zazdroscią patrzyłem jak motocykliści mnie wyprzedzają i z utęsknieniem  czekają na następne „tornante” ( zakret o 180 stopni ) żeby znów się „położyć” jak to w ich slangu  . Dla nich  tornante   był elementem pożądanym, ja znów przejeżdzając ich ponad 300 w czasie   mojej przygody w Dolomitach miałem  ich  serdecznie dosyć.(No ale mój błąd , trzeba było wziąść 500 i tez bym zaszalał na tych dróżkach ale niestety wyszło jak wyszło.)

Ogólnie  narzekałem  na te drogi, ale z drugie strony to raj dla motocyklistów i nie tylko, bo można było spotkać również tu wiele sportowych samochodów ciągnącym pod górę z niezłym rykiem silnika  czy chociażby  wielu rowerzystów co stawiali sobie za cel niezłą górkę.

Nie było tak żle w sumie z tą jazdą, bo z czasem automatycznie nauczyłem się pokonywać zakrętasy dość łągodnie moim vanem, ale w przyszłości raczej bym chyba z niektórych tras zrezygnował bo były na prawdę na skraju przepaści.

W Dolomitach jeśli chodzi o drogi warto pamiętać ,że te wyjątkowo strome i kręte prowadzące zazwyczaj na jakiś szczyt,  który pewnie jest na wysokości ponad 2000 m n.p.m( bo tam  drogi własnie na takiej wysokości są) nazywają się „Pass0”. Jak jesteści motorem czy niezle zawrotnym samochodem to warto takich dróg szukać bo dadzą wam niezły wycisk adrenaliny. Jeśli znów wolicie spokojną jazdę to  lepiej  takich dróg unikać. Oczywiscie są miejsca jak Cortina gdzie tylko takimi passami dojedziemy na miejsce ,więc tak naprawdę wtedy nie mamy wyboru, ale w innych przypadkach warto dorzucić jakieś 30 km na innej trasie żęby być godzine wczesniej na miejscu  Druga sprawa jeśli znów trafimy  na takie passo to nieuniknione będą własnie tornanti.Trzeba na nich szczególnie uważać bo czasami są wyjątkowo ciasne i strome co wiele razy zdarzyło mi się ( szczególnie na początku ) je po prostu scinać zajezdzając na  przeciwny pas. Zazwyczja srednio jest ich od 15 do 30  . Ja własnie zjedzając z Corvary w Alti Badi  pamiętam że naliczyłem ich chyba 33. Fajne że każde tornante jest ponumerowany i jak będziemy zjezdzać przykładowo ze szczytu gdzie pierwszy tornante ma 33 nr to wiemy  tak na prawdę ile bedzie ich jeszcze czekało na nas na dole.

„…jeśli chodzi o drogi warto pamiętać ,że te wyjątkowo strome i kręte prowadzące zazwyczaj na jakiś szczyt,  który pewnie jest na wysokości ponad 2000 m n.p.m ( bo tam  drogi własnie na takiej wysokości są) nazywają się „Pass0″”

No dużo objechaliśmy tak naprawdę dróg kretych  w tym Trydencie  , ale mimo przelotnych nerwów i tak było warto   . Bedać na ponad 2000 km nad poziomem morza autem człowiek ma wrażenie jak by był na Giewoncie , z tą różnicą ze tu wsiadamy w auto i jedziemy dalej. Niewątpliwie najpiękniejszym miejscem który zdobyłem  samochodem była Corvara w Alta Badii. Na samej górze mimo ze na dole było ponad 15 stopni dalej lezał biały snieg O widokach nie wspomne bo były niesamowite , a najfajniejszą rzeczą oprócz widoków jaką pamietam to przydażyła się nam jak  zjezdzaliśmy ze szczytu, bo  swistaki przebiegały nam droge. Szczerze nigdy wczesniej nie widziałem swistaka , chociaż troche sie nachodziłęm  po Tatrach, lecz tu w Dolomitach niesamowicie łatwo na nie trafić i przechodzą przez drogę notorycznie jak u nas koty ;-).

„Niewątpliwie najpiękniejszym  miejscem który zdobyłem  samochodem była Corvara w Alta Badii.”

DSC00476

Zjezdzając powoli ze szczytu zastanawiałem się gdzie u nas w Tatrach są takie drogi i tak naprawdę jedyna która może sie równać z tym wszystkim to Oswalda Balzera prowadząca na Łysą Polane. To jeden z wielu argumentów które potwierdza skalę tego  miejsca, bo jeśli u nas mamy jedną trasę asfaltową  górską to tam jest ich ponad 30.

Pierwszego dnia dojechaliśmy niedalego Moeny w hotelu mieszczącym sie na passo San Pellegrino prowadzącym do Monte Civetta. Przyjechaliśmy póżnym wieczorem koło 23 , na szczęscie gospodarz mimo że spodziewał się nas o 18 czekał cierpliwie i ciepło nas przywitał. Zjedliśmy coś małego co nam uszykował i poszliśmy spać. Jutro czekała nas podróż piesza, mieliśmy dość samochodu (  zresztą niema się co dziwić po 15 h samochodem ;-), chcielismy poczuc prawdziwa aure tego miejsca spacerując po pięknych dolinach u stóp Dolomitów.

DSC00675

Processed with VSCO with a5 preset

Jak usłyszymy słowo Pinot Noir ,to pierwsza rzecz jaka nam  przychodzi  do głowy to Burgundia. Dalej może Alzacja, Szampania a niektórym nawet świta bardzo modna ostatnio Nowa Zelandia. Oczywiście Pinot Noir uprawia się też we Włoszech i Polsce co zresztą jednego opisywałem jakiś czas temu na blogu tutaj. Tak naprawdę często się obsadza Pinota, bo jeśli trafi na swoją miejscówkę to potrafi dać niezwykle finezyjne wina. Jak wspomniałem Burgundia daje swietne Pinot , Franciacorta też nie gorsze, ale mało kto wie że na Węgrzech a dokładnie  w Egri Pinoty wychodzą wyśmienite.

I tak własnie dzieki Sławkowi z Interwin ostatnio dałem sie namówić na Pinota z Egrii. Mowa oczywiście o Valoban Melto z reki winnicy St.Andrea który od razu przyznam że zrobił na mnie duże  wrażenie. Nie piłem co prawda wielkich burgundzkich nazwisk Pinot Noir, ale wyobrażam sobie że tak własnie one smakują  jak te z reki St. Andrea. Valoban Melto jest niesamowicie soczysty i pieprzny. Dużo w nim swieżości co ponoć nielicznym sie udaje wycisnąć z tego szczepu. Wino bardzo przyjemne i eleganckie. Te delikatne taniny pojawiające się  na końcu przypominają mi takie Barbaresco które ostatnio piłem z Neive. Myśle że ten Pinot zasługuje na duże brawa. Ciekawe jak wyglądają inne wina z ręki St.Andrea, bo skoro Pinot taki robią, to niewątpliwie inne wina również mogą nieżle zaskoczyć. Bedę na nie polował ( i oczywiście opisze ) 😉

Processed with VSCO with s2 preset

Processed with VSCO with s2 preset

Processed with VSCO with c2 preset

Nie jeden raz historia pomagała mi lepiej zrozumieć okoliczne przyzwyczajenia żywieniowe, które dla kogoś który ich nie zna mogą się okazać bardzo dziwne. Dla włocha wypicie capuccino po obiedzie czy zjedzenie  deseru przed posiłkiem może być niewiarygodnie przedziwną  sytuacją lecz to wszystko usprawiedliwia klimat, dawne zwyczaje i oczywiście odmienny tryb życia. Wiele ostatnio wgłębiam się w historie , bo nadal są rzeczy które pozostają dla mnie niezrozumiałe i ciągle szukam rozwiązania. I tak szukając tu i tam pewnego razu w księgarni zaciekawiła mnie ta książka która do dziś ciesze się że ją posiadam w mojej półce z kulinariami. Mowa oczywiście o „Historii Roślin Jadalnych” którego autorem jest podróżnik i smakosz Pan Jarosław Molenda. Ta ksiązka to taka pozycja która myśle że  każdy miłóśnik dobrego jedzenia powinien przynajmniej raz przeczytac w swoim życiu. Takie ciekawostki że cukier kiedyś nazywało  Indiańską Solą i kosztował tyle co dziś najdroższy kawior czy ze w Polsce hodowano jedwabniki do tworzenia jedwabnych szat to tylko niektóre z niesamowitych rzeczy jakich się od niej  dowiemy. Autor prowadzi nas przez fascynujący świat wielkich odkryć jak piwo czy rhum wszystko dogłębnie analizując. Szczerze przyznam że sam po przeczytaniu tej lektury byłem wielce zdziwiony jak bardzo jedzenie potrafiło zmienić nasze losy  .  Wojny czy dobre stosunki między państwami często gęsto były uzależnione właśnie od jedzenia. Niewątpliwie jedna z ciekawszych lektur jakie ostatnio udało mi się przeczytać i  polecam każdemu kto również tak jak ja jest ciekaw jak jedzenie odmieniło nasz  świat.  PG

Lemoniady John Lemon

Written on 31 stycznia 2016, 02:38pm under pod kontrolą

Tagged with: , , ,

Processed with VSCO with a5 preset

Ostatnio miałem okazje wypić kilka lemoniad od Johna Lemona. Jest to produkt już dobrze znany w Polsce , który wybił się spośród innych swoją naturalnością i różnorodnością smaków.  John Lemon stawia przede wszystkim na produkt zdrowy ( bo nie oszukujmy się zwykłych nasiąkniętych chemią napojów lemoniado-podobnych znajdziemy na pęczki )z naturalnych składników , bez konserwantów, glutenu i również cukru. Mowa o produkcie rzetelnie zrobionym który powoli podbija Polskę i nie tylko z uwagi na swoje mega zdrowe podejście . Oczywiscie miałem już okazje pić Johna w różnej wersji smakowej lecz nie analizowałem go szczególnie bo to impreza , bo to czasu nie było lecz teraz przejrzałem się poszczególnie niektórym smakom i oto co sądzę:

Niezwykle ciekawie prezentuje się John Gruszkowy. Widać dużo osadu i po otwarciu mamy pięknę uderzenie gruszki Conference czy jabłka typu Golden. W smaku troche mniej czuć te smaki bo wysoka kwasowość troche je neutralizuje lecz to nie przeszkadza.W końcu to jest lemoniada a nie sok gruszkowy więc tak musi być.

John Lemon Yerbate to połączenie lemoniady i herbaty. Bardzo ciekawe się prezentuje produkt który tak naprawdę w nosie oprócz herbacianego akcentu nie wiedzieć czemu  posiada również spory zapach śliwki wędzonej. Yerbata którą piłem  została wzbogacona sokiem z granatu ale nie wybija się znacząco jedynie na koniec lekko gorzkim posmakiem.Yerbata  swietne orzezwia lecz i pobudza bo ma również niezłą zawartość kofeiny, więc warto ją zaliczyć do napojów energetyzujących

0302016185439

Kolejna flaszka którą uważam za ciekawą to cola od Johna. Tutaj w porównaniu ze zwykłą Coca Colą nie ma porównania. Aromat Coli bardzo dominujący i przyjemny , w smaku może fani Coca Coli mogą narzekać na brak orzeżwienia bo John Cola nie jest tak naładowana dwutlenkiem węgla ale moim zdaniem lepiej  bo nie podrażnia tak przełyku.

Jedna z moich ulubionych pozycji od Johna niewątpliwie jest John Lemon Limonka. Lubie proste połączenia i jak są cytrusy to cytrusy niech tylko pozostaną, więc ta lemoniada mi najbardziej smakowała bo najbardziej klasyczna. Duże uderzenie cytrusowej aury na początek i mega kwasowość na zakończenie. To jest to.

John Lemmon to na pewno bardzo ciekawa propozycja napojów orzeżwiających w Polsce. Myśle że warto siegnąc po nie szczególnie jak nam zależy na naturalnym i zdrowym produkcie. Polecam . PG

Processed with VSCO with a5 preset

Processed with VSCO with a5 preset

Pewnie nieraz zastanawialiście się jakim cudem tarta w cukierni czy restauracji ma idealnie na 0,5 cm cienki i dobrze upieczony spód. Jak dobrze wiecie DOBRA TARTA to przede wszystkim DOBRE KRUCHE  CIASTO a to jak sama nazwa mówi musi być sypkie. Ok ale teraz pytanie jak rozwałkować na formę tak sypkie ciasto??? Sprawa jest dość prosta i oczywista wystarczy mieć tylko w domu  pergamin. Wycinamy dwa arkusze pergaminu i w środek dajemy nasze kruche ciasto. Tak przygotowaną masę między pergaminem możemy teraz rozwałkować do woli i do określonej  grubości bez zmartwień że nam się masa rozerwie. Po rozwałkowaniu całości póżniej nie będziemy mieli również problemu z przełożeniem jej na forme , kwestia tylko odklejenia jednego arkusza i po położeniu formy odwróceniu całości. Pozdr Chef

0252016101246

WINOTAKE

Written on 22 stycznia 2016, 07:59pm under winology

Tagged with: , , , , , ,

Processed with VSCO with a4 preset

Ostatnio jak to się często mówi w języku potocznym mam dobre FLOW. Wszystkie wina które udaje mi się  ostatnimi czasy zdegustować okazują się niezwykle interesujące. I tak równeiż ostatnio miałem okazje gościć Hirotake , japończyka który importuje do Polski niebywale pyszne wina pod marką  WINOTAKE  . Hiro to człowiek z niezwykłą wielką pasją jakim jest dobre wino. Jak mi opowiadał podczas naszego spotkania, od kiedy był dzieckiem został nauczony dobrego i naturalnego podejścia do żywności, bo jego mama była bardzo przeczulona w kwestii śmieciowego jedzenia. Tak zakodowane podejście do jakości spowodowało że zaczoł automatycznie  z czasem rozpoznawać dobrą żywność od złej. Oczywiście w kwesti wina, które importuje dzisiaj do Polski sprawa ma się podobnie. Szuka prawdziwego , możliwie naturalnego wina, nie strutego niepotrzebnymi chemikaliami. Jak się spytałem Hiro czego szuka  w winie to odpowiedział mi że przede wszystkim  lekkości picia. Wino musi być „SWALLOW” jak to on mówi, czyli naturalne i czysto spływające do żołądka. Takie  wina Hiro uważa za najlepsze i takie przede wszystkim znajdziemy w jego ofercie.

Jeśli zacząć konkretnie o winach z oferty Winotake to po pierwsze zdziwiłem się różnorodnością  etykiet. Hiro jak sam podkreslał nie raz tego wieczoru minimum raz w miesiącu jest we Włoszech i oprócz tego również zwiedza inne części Europy. Można by powiedzieć że jest cały czas po za Wrocławiem i szczerze nie wiem jak on to robi bo ja po jednej wizycie do Włoch już padam. Ale Hiro to nie ja i tak ostatnio właśnie podczas wyjazdu na Słowacje   wrócił z Rozalią.  Oczywiście mowa o winie 😉  Niesamowite rzekłbym !!!! ( jak wiekszość win zresztą od Strekowa ) rzuca przede wszystkim na kolana przez jego owocowość . Nie wiem czy mieliście okazje kiedyś pić takie różowe wino ale ja nie!!!! Rozalia to wybuch owocowy , gdzie główną role grają truskawki. Oczywiście wino jest wytrawne i bym powiedział że z  niezłą kwasowością. Nie masz wrażenia picia wina tak na prawdę , wydaje ci się jakbyś pił sok . Wino wypija się momentalnie i to kolejna cecha którą zresztą lubi Hiro. On również podobnie  jak  ja, uważa że wino jak jest dobre to musi być wypite do ostatniej kropli. Rozalie nie da się nie wypić całej butelki.

0222016161332

Oczywiście Rozalia to bardzo ciekawa oferta ze Słowacji w Winotake lecz sądze że Włochy u Hira są zdecydowanie jego konikiem. Jak sam mawia lubi jechać często  do Włoch, bo lubi włoską gościnę, kuchnię no i oczywiście wina. Niewątpliwie perełką  z białej selekcji którą mi tego wieczoru przyniósł była Durella Montemagro od Daniele Piccinin. Grono endemiczne z Veneto które z uwagi na jego dość mocną charakterystyczną kwasowość szczególnie jest wykorzystywane do tworzenia musiaków ( spumanti ). Wino w wersji spokojnej z ręki Piccinin było przepyszne. Wybuch  kwiatu zółtego w nosie niesamowicie zachęcał do picia tego wina, co zresztą jak się póżniej okazało było bardzo przyjemnym doświadczeniem. Duża kwasowość nie zniechęca lecz przeciwnie uważam że w tym winie jest ona idealna. Durella to jedno z tych białych które bardzo mi posmakowały tego wieczoru i tutaj też butelka wyfruneła raz dwa.

Tak naprawdę  trochę tych win popróbowaliśmy tego wieczoru (  chyba z 12 ) lecz skupiam się bardziej na tym co mi najbardziej smakowało i tu niewątpliwie na pierwszym miejscu an mojej liście czerwonych  lokuje Dolcetto D’Alba od Giacomo Anselma. Dolcetto zwykle to wino piemonckie z lekką taniną które w odróżnieniu od Barolo czy Barbaresco bardzo szybko po winifikacji nadaje się do picia. To od Anselmy mimo że 2014 jeszcze miał taniny troche zdziczałe lecz i tak mi mega smakował. Wino prezentowało się  intensywnym  czarnym kolorem, z błyskami fioletu i mocnym akcentem  czarnych owców jak jeżyna i czarna porzeczka.  Robiło to naprawdę  duże wrażenie a jeszcze jak  pomyśleć że to wszystko zostało otulone lekką taniną która za kilka miesięcy pewnie będzie idealna to co tu dużo mówić. Niewątpliwie pyszne Dolcetto i sądze że jak ktoś nie przepada za  Barolo bo z prostych zasad  jest zbyt agresywnym winem to Dolcetto od Anselmy jest dobrym rozwiązaniem. Oczywiście Hiro od Anselmy ma również Barola i to nie byle jakie, bo prócz  bazowego  Colaretto ma również  topowego drapieżnika   Vigne Rionde która zresztą wygrała złoty medal w tym  roku w Gran Prix Magazynie Wino. Ja niestety nie jestem znawcą Barolo ( za mało w życiu ich jeszcze  piłem ) lecz te które dał mi spróbować Hiro są niezwykle pijalne i dobre z mojej strony. Vigna Rionda niewątpliwie to mój faworyt z dwójki Barolo Anselmy  z uwagi na ciepło jakie zostawia  w buzi no i te niekonczące się aromaty  kakaa, suszonej sliwki czy likieru migdałowego.

No dużo by tu jeszcze o tych winach  można by było pisać, lecz nie w tym rzecz  ,ważne jest podkreslić kto  te wina sprowadza do Polski i daje nam możliwość cieszenia się nimi. Wielkie brawa dla Hiro , oby tak dalej importował takie perełki do Polski . Mi nie zostaje nic innego zatem jak otworzyć dziś wieczorem dobrą butelkę  Dolcetto od Anselmy no i  cóż ….do nast. Pozdr Chef

Processed with VSCO with a6 preset