dsc_0009-3Są wina na które czekam ze specjalną okazją a są i takie które otwieram o tak  bez powodu. Bierze się to niewątpliwie ze złożoności wina, jego ceny no i przede wszystkim jego pijalności. Dolcetto od Alario to takie własnie wino które piłbym codziennie bez wielkiego zastanawiania się , nie oczywiscie  z uwagi że jest słabe , bo nie jest , lecz z uwagi że jest mega przyjemne . Alario to znany winiarz z Alby który tak naprawdę można powiedzieć że skoncetrował się główne na gronie Dolcetto. (Robi oczywisćie też Barbere i Barolo ale słynie własnie bardziej z Dolcetto).Jego bazowe Dolcetto , które własnie nieraz mam okazje wypić , bez okazji 😉 jest takim winem na codzień, genialne w swojej prostocie i smaczne do ostatniej kropli. To takie wino które pewnie  jak byście byli w Piemoncie najczęsciej by wam było polecane do obiadu i w sumie się nie dziwie bo tam większość tubylców własnie takie wina pija. Dużo owocu, swojskie taniny, dobra struktura. Lubie takie wina bo są szczere i nie próbują udawać czegoś innego, bardziej wielkiego, lecz są tym kim są. Montagrillo oczywiscie jest winem  do codziennego obiadu lecz Alario jak wspominałem wcześniej  robi też inne Dolcetta , bardziej wyrafinowane jak Costa Fiore czy Prarudent. Dolcetto, niewątpliwie jak Barbera potrafi pokazać wiele różnych twarz i w sumie dobrze, lecz ja chyba bardziej wole pozostać przy prostocie.Złożone i wyrafinowane pozycje wole zostawić innemu wielkiemu z Piemontu a o kim mowa to na pewno już sami wiecie.

Jak mnie śledzicie to dobrze wiecie że uwielbiam Moja Italie. Lubię ich za ich winną pasje i angażowanie jaki wkładają w swoją pracę co niewątpliwie rodzi to zresztą niezłe rezultaty. Ostatnio znów ich gościłem i znów degustowałem naprawdę zacne pozycje. Tak naprawdę mowa o nowościach które Moja Italia wprowadziła niedawno do swojej oferty, jest ich dużo ,więc było czym kubki smakowe nacieszyć.

Na początku piłem  Sycylię a dokładnie dane mi było spróbować jedno białe i jedno różowe od Cantina Colosi. Białe było niewątpliwie cytrusowe, lekkie i słone . Największe wrażenie jednak zrobiło na mnie różowe. Pomidor na pierwszy plan i również słony koniec przetransportowały mnie odrazu na wyspę pełną słońca i otoczoną dookoła przez morze, czyli Sycylię. Co tu dużo mówić , mistrzostwo!!!

Po Sycylii skoczyliśmy trochę wzwyż Włoch a dokładnie do regionu  Romagni ( Emilia -Romagna). Tutaj też dane mi było zdegustować jedno białe i jedno czerwone.  Albana,czyli białe grono endemiczne z Romagni,  dzisiaj obok Sangiovese jest najwiekszym  reprezentantem tego regionu. Wino ze złotym kolorem pięknie prezentowało się w szkle a jeszcze lepiej pachniało i smakowało. Dużo tutaj świeżości i ziół lecz i nie brakowało drapieżnych tanin. Było bardzo  dobre jak i również jego czerwony brat Sangiovese di Romagna. Tutaj tez dominowała świetna świeżość, zapach fiołka polnego i te ciekawe taniny które chciałoby się akompaniować z dobrym serem z groty  czy szynką z Parmy

Z białych jeszcze liznołem Friulano od Arzenton i ono też było niezłe. Dużo kwiatu bzu, fajna mineralność i ten ciekawy migdałowy finisz pięknie uzupełniało to wino. Friulano co prawda  nie jest moim ulubionym szczepem  lecz tą wersje piłem z dużą przyjemnością.

Ciekawą niespodzianką tego wieczoru było jednak  Chianti które tak naprawdę Chianti dziś już  nie jest. Mowa o winie apelacji Toscana Rosso które ma korzenie dawnego Chianti. Czyli jednym słowem wino z blendem gron czerwonych i białych. Ciekawa propozycja , bardzo lekka , malinowa, taka jaką lubię wypić podczas letnich wieczorów.

Z czerwonych warto również napisać kilka słów o Freisie od P.Pelissero. Dla mnie to niezłe skamuflowane  Barolo , bo tak naprawdę poza intensywnością niema zbyt dużych róznic. Ładne taniny, ładny owoc, co tu dużo mówić, takie Langhe to ja mogę pić codziennie ;-).

Na koniec przyszło oczywiscie najlepsze a dokładnie Montefalco Rosso z Umbrii. Miałem kiedyś to wino w karcie  ale jakoś zapomniałem o nim i teraz załuje. Swietne wino, bo niezwykle dynamiczne i złozone. Bardzo kompleksowe , intensywne z naprawdę niezłym fniszem. Druga sprawa że kosztuje poniżej 5o zł wiec sami rozumiecie mój żal.

Ten wieczór kolejny raz potwierdził moje zdanie o Mojej Italii. Są odważni i niekonwencjonalni i za to niewątpliwie ich lubię. Oby tak dalej ;-). Do nast Chef

dsc_0139

Paryż to duże miasto i  jak to bywa w takich metropoliach znajduje się tu zwykle  dość obszerna oferta gastronomiczna. Nie zdziwiło  mnie  ze w centrum miasta oprócz typowych  „braserie” znalazłem też chińśkie,indiańskie czy włoskie knajpki ale zdziwiło mnie wielce jak się dowiedziałem że w Paryżu jest knajpa parmeńska !!!.

dsc_0132 dsc_0133

Jak dobrze wiecie kuchnia parmeńska słynie przede wszystkim ze swej prostoty i tradycyjnych dań. W okolicach Parmy, doskonale rozumiem  że jest popyt na takie restauracje, które mają taką formę , lecz nie wiedziałem że w Paryżu-stolicy  „entrecota” , ostryg czy Szampana , również może taka restauracja mieć wzięcie.

dsc_0135 dsc_0134

Salsamenteria to niewątpliwie niezwykły lokal, który tak naprawdę przenosi nas w dawne dzieje parmeńskiej kuchni. Tu dostaniecie jedynie to co jest tradycją.  Nie zdziwcie się zatem że większość dań jest obrzydliwie tłusta, bo tak właśnie wygląda kuchnia parmeńska. Szynki, kiełbasy, salami, boczki, tortelli , długo duszone mięsa i smażone ryby to tylko niektóre pozycje które tutaj znajdziemy. Na uwagę zasługuje szczególny wybór szynek tradycji parmeńskiej. Nie tylko parmeńska lecz i Coppa, Spalla Cotta czy Mariola jest tutaj bez problemu dostępna i krojona na cieniutkie plastry dopiero po zamówinieniu. Niesamowite jest również to że właściciele lokalu pomyśleli o winie i to w spósób niezwykły, bo pija się go tak jak dawniej, czyli z miseczki glinianej 😉 ( oczywiście Lambrusco ).Warto polecenia są też Tortelli które serwuje się tutaj z kilkoma róznymi nadzieniami. Drugich dań jest co prawda mało, ale Emilia nie ma wiele specjalności w tej dziedzinie , więc sprawa jest wyrozumiała. Na koniec oczywisćie warto się skusić na desery domowe,  jak gruszka gotowana w winie z czekoladą lub  parmezan długo dojrzewany podany z redukcją octu balsamicznego.

dsc_0129 dsc_0130

Nie ukrywam, że ta  restauracyjka  zrobiła na mnie duże wrażenie i zresztą  jako człowieka który się  wychował w tych klimatach sami rozumiecie że zobaczenie znów  szynki wywieszone na ściane, kregi parmezanu za ladą , czy swojskie sosy w kredensie musiały być niesamowitym miłym wspomnieniem z dawnych lat. Mało jest  takich miejsc poza regionem Emillii i dlatego czapka z głów tym ludziom którzy odważyli się promować tę kuchnie po za jej granicami . Polecam z całego serca  to miejsce , szczególnie z uwagi na wędliny. Warto tutaj wpaść na szybki obiad zamawiając dużą dechę różnych wędlin i popijając całość mocno musującym i wytrawnym Lambruskiem . Zapomnimy co prawda na moment że jesteśmy w Paryżu ale cóż … na chwile nie zaszkodzi. 😉

dsc_0126

Co w górze piszczy

Written on 24 października 2016, 10:13pm under zwiedzając.....

Tagged with:

SONY DSC

SONY DSC

W zeszłym  roku miałem okazje spędzić kilka dni wysoko w górach a dokładnie w sercu wielkich Dolomit. Od dawna marzyłem o tej podróży bo kocham krajobraz górski a jak sami dobrze wiecie Dolomity to jedne z najpiekniejszych gór na świecie. Charakteryzują sie niewątpliwie poszarpanymi graniami, turniami i licznie pionowymi urwiskami. Są nieokiełznane a ich biała skała w blasku zachodzącego  słońca wydaje się jakby płoneła.

Pojechałem w końcu , bo mus zobaczenia tego wszystkiego na żywo było nie do okiełznania więc sami rozumiecie. Oczywisćie zalezało mi na odpoczynku fizycznym i psychicznym lecz moim celem w podróży było również przywiezienia jakiegoś doświadczenia stamtąd .

Z uwagi że moja podróż była dość obszerna a jeden czy dwa wpisy by tego nie pomieściły , postanowiłem że podziele swoją przygode na kilka cześci. Bedzie o drogach, jedzeniu,górach, jeziorach, zwierzętach no i zwyczajach . Jedna częśc już za mną ( drogi) , kolejna będzie o jedzeniu a konkretnie o najlepszym miejscu gdzie udało mi się zjeść w Dolomitach :-). Nie uwierzycie gdzie ;-)Niedługo wpis. Pozdr

Processed with VSCO with a5 preset

Nie ukrywam że od niedawna jest wielkim fanem Jarosława Molendy i tym samym po przeczytaniu kolejnej ksiązki z jego pióra sami rozumiecie że nie mogłem się oprzeć żeby znów coś o niej napisać

Nie jestem co prawda historykiem, zaciętym podróżnikiem ani tak naprawdę mulem ksiązkowym, lecz na pewno lubie poznawać otaczający mnie świat .Ksiązki Molendy pomagają mi w odkrywaniu tego, co  dla mnie dziś jest nie do odkrycia i tym samym zaspokajają moją wiedzę .Dobrze że dziś  mogę siedzieć na wygodnym fotelu z kieliszkiem dobrego Pinota z Egri ,dowiadując się tak naprawdę wiele rzeczy, co będą dla mnie przyszłościowo silnikiem napędowym do mojej pracy.  Niewątpliwie każda pozycja tego autora czyta się na jednym oddechu i wolałbyś żeby raczej nigdy się nie skończyła. Tak było przecież z „Historią Roślin Jadalnych” a ostanio z ” Roślinami które udomowiły człowieka” . Ciekawe jak my ludzie tego kawałka wszechświata jesteśmy uzależnieni od dostępnych zasobów naturalnych. Dostarczają nam pożywienie, prace, narzędzia, zarobki i często gęsto ratują nas od cięzkich chorób.Nie zdajemy sobie sprawę dziś tak naprawde ile zawdzięczamy przyrodzie i widać to szczególnie po naszym pasożytniczym trybie życia. Pierwszą ksiązke od tego autora polecałem stricte ludziom dobrego smaku, tą o roślinach które nas udomowiły polecam każdemu. Pozdr Chef

Rioja Bordon Franco Espagnolas Gran Reserva 2005

Written on 3 października 2016, 04:09pm under winology

Tagged with: , ,

_20161003_160523

Rioja to chyba najbardziej znane nam wino hiszpańskie , na rynku co prawda dyskonty i importerzy oferują wiele win z tej apelacji, lecz na jedną butelkę warto zwrócić szczególnie swoją uwagę. Mowa o Rioja Bordon Gran Reserva z ręki Franco Espagnolasa. Jest to winiarz wiekowy bo działa już dobre ponad 125 lat , więc sami rozumiecie że doświadczenie nabył nie małe .Pewnie jak piliście nieraz Rioje  to na pewno pamiętacie dobrze te wina. Intensywne , złożone , zwykle przebeczkowane , w skrócie to główne cechy ogólnie dostępnych Rioj . Cała jednak sztuka w winifikowaniu tego wina jest niewątpliwie to, żeby zrobić silną Rioje z jeszcze żywym owocem. Nielicznym się to udaje lecz Franco Espagnolowi za to wychodzi to doskonale. Wino po rozlaniu do kieliszka pokazuje swoją silną strukturę intensywną rubinową barwą z odcieniami ceglastymi. W sumie wygląda tak jak stare , dobrze zrobione  Barolo. W zapachu czuć owoce czerwone lecz nie odrazu. To wino jest bardzo leniwe i tak naprawde otwiera nam się nieziemsko powoli. ( nie ma się co dziwić po 10 latach :-))Jednak to sama radocha jak z godzinę na godzinę wino nabiera co rusz wspaniałego aromatu (a żal tak go naprawdę tak szybko wypić) Swieża wiśnia ,malina uderzają na pierwszy rzut, pózniej pokazuje się tytoń, czekolada i dużo pieprzu. Ciekawe ze chociaż ta Rioja ma ponad 10 lat nadal świetnie bucha dynamizmem. Bardzo przyjemne , nie sposób zostawić ją w butelce i nie wypić do końca . Oceniam tą Rioje na dość wysoko , tak w sumie na 5+ bo cena tego wina jest również niesamowicie przyjemna . Polecam , obych takich Rioj więcej, to da sie polubic tą winną hiszpanie ;-).

I po sezonie

Written on 6 września 2016, 03:23pm under z życia Lechalet

Tagged with: , ,

DSC00012

Przyszedł wrzesień i tym samym czas na zakończenie i podsumowanie sezonu . Tego lata było niewątpliwie dużo ludzi , pogoda trochę deszczowa i zimowa , bo i  nie każdego lata zdarza się wstać z samego rana  z ledwo trzema kreskami na plusie. Sierpień jak co roku był topowym miesiącem, bo i festyny, imprezy  lecz w lipcu również tym razem dużo ludzi przyszło w góry w odróżnieniu od zeszłych lat. Po statystykach myśle że w tym roku ani Tour de Pologne ani Swiatowe Dni Młodzieży nie zaburzyły rytmu pracy Lechalet lecz nawet rzekłbym,  że pracowaliśmy więcej niż zwykle. Z uwagi na ogrom pracy niestety zmuszeni zostaliśmy zamknąć tego sezonu dwa dni a nie jeden, jak zwykle bywało .To się wiązało z brakiem możliwości czynności przygotowawczych jak kupno produktu, oczyszczenie go i na koniec wyporcjonowanie w celu dalszej obróbki. Wiem ze z tego względu mocno zostaliśmy skrytykowani bo jak w sezonie zamykać !!! lecz myślę że każdy zrozumie że dobra kuchnia wymaga dużo czasu a kiedy go brak jedynym rozwiązaniem staje się zamknęcie lokalu w celu nadrobienia strat.

Teraz oczywiście czas zwolnił  , mamy dużo czasu i  dobrze bo jest moment na odpoczynek i nowe pomysły . Tej jesieni jest dużo grzybów wiec na pewno coś niedługo wstawimy do karty a oprócz tego mamy już świetne owoce jak czerwone jagody i żurawinę co myśle że w deserach też będą miały swój wkład .

Dziekuje jak co roku wszystkim co nas odwiedzili  tego lata, było zimno ale mam nadzieje ze smacznie jak zawsze. Do zobaczenia PG

DSC_0544

Ostanio znów miałem okazje wypić bardzo dobre wino , mowa tutaj o Sagrantino di Montefalco od Moretti Omero. Jak by ktoś nie wiedział,  Sagrantino jest topowym winem umbryjskim szczególnie polecanym na  długie lata dojrzewania  i jak jest wino do którego można go mniej więcej porównać to chyba na pierwszy rzut nasuwa się mi wielkie Brunello z Montalcino.

Jeśli mówić o samym winiarzu to jest to człowiek który na pewno stawia na biologiczność. Od samego początku swej przygody z winem Omero stawia na czysty produkt bez zbędnej chemii , bo jak on sam pisze na swojej stronie internetowej, wino nie może szkodzić zdrowiu lecz odwrotnie. Był pierwszym w Umbrii który dostał certifikat Bio i tak naprawdę już od ponad 20 lat robi biologiczne wina. Jego Sagrantino po rozlaniu do kieliszka wygląda bardzo zachęcająco. Mocny rubinowy kolor , bardzo intensywny jest  dobrym aspektem dla tego wina. Po obrocie kieliszka wydobywają się aromaty ziół i owoców z dużym naciskiem na pieprz i jeżynę. Wino bardzo przyjemne , soczyste i długie . Tak naprawdę trochę mogłoby jeszcze poleżeć , bo teraz jest bardzo dobre lecz za kilka lat może być jeszcze lepsze.

Warto pomyśleć na przyszłośc i zaopatrzyć sie  w tą pozycje jeśli lubimy Umbrie. Mało jest tak dobrych i niezniszczonych przez siarczyny czerwonych win w Umbrii. Pozdr Chef

Particella 2012 frJak każdego lata Maks z Kamilą (  Moja Italia) zawsze potrafią mnie zaskoczyć swoją winną ofertą . Zaskoczyć z tego powodu że importują do Polski produkt jakich prawdobodobnie nie jeden bałby się wprowadzić a pózniej  okazuje się on  hitem sezonu. W tamtym roku tak było z Winogronowym , czyli sokiem z winogron od Folicello , który wzbogacony o bąbelki został jednym z najbardziej lubianych napojów w Lechalet. Tego roku znów pewnego wiosennego poranka dzwoni do mnie Maks  z informacją że na lato będą mieli Lambrusco i Malvasie i tu znowu niedowierzam , bo to przecież  bardzo trudne wina jak na polski rynek , ale cóż ….oni  lubią wyzwania.

Podczas naszego spotkania próbowałem i Lambrusco i Malvasia i to sa naprawdę świetne wina. Nie nazwałbym ich winami złożonymi lecz raczej prostymi jak i prosta jest kuchnia w Emilii. Lambrusco , mocno skoncentrowane uderza mega aromatem jeżyn i wiśni, ma swoje nieokiełznane taniny i dlatego dobrze go wypić w akompaniamencie   tłustych i konkretnych potraw.My próbowaliśmy go z Lasagną która tym razem wyszła mi trochę za słona lecz mimo tego Lambrusco bardzo dobrze się sprawdziło.Przygasiło trochę słoność i spotęgowało wrażenia smakowe przez taniny które ciągle pobudzały moje kubki smakowe. Pózniej oczywiście przyszedł czas na Malvasie. Z uwagi że była to  słodka wersja tego szczepu  zostawiliśmy ja na koniec z tartą . Tort był ubogi bez kremu i owoców bo chcieliśmy sprawdzić i tutaj jak się będzię to wino zachowywać . Równiez i tym razem test przeszedł pomyślnie. Malvasia złamała maślany akcent tarty swoją świezością i dodatkowo wzbogaciła nasze kubki smakowe o kolejne miodowe akcenty. Niewątpliwie obie pozycje były bardzo interesujące i na pewno polecałbym je szczególnie  do food paringu.

20160803_094715

Podczas tego spotkania oprócz  Malvasii i Lambrusco równiez dano mi  spróbować  dwie inne pozycje. Jedna  nowośc to Friulano made by Ronco Severo czyli człowieka dzięki któremu od niedawna pokochałem Pinot Grigio, druga to Fiano z ręki Cantina del Barone. Jeśli mówić o tym pierwszym, czyli o  Friulano,  z całą pewnością można powiedzieć że to wino to prawdziwa perełka.  Złożone, tłuste i skoncentrowane z typowym dla Friulano na końcu posmakiem migdałowym jest to niewątpliwie pozycja  dla prawdziwego konesera. Ja niestety nie doceniłem wysokość tego wina z uwagi na brak doświadczenia z tym szczepem, ale jeszcze mam czas więc się nie poddaje 😉 . Inna sprawa tyczy się Fiano Particella 928 która choć nie jest nowoscią w Mojej Italii okazała sie niesamowitą niespodzianką dla mojego podniebienia. Drapieżne, swieże i mineralne to chyba jedno z moich ulubionych białych od teraz spośród ich oferty

Bardzo się ciesze z naszego spotkania bo jak zwykle znów łyknołem trochę prawdziwej Italii a tego nigdy nie za wiele .Maks z Kamilą wydaję mi się ze znów trafili w dziesiątkę , szczególnie z tym Lambrusco i Malvasia , ale to tylko ponoć początek . Nie chcieli mi wiele powiedzieć lecz planują dużo nowości . Chcą dobrze zaprezentowac Włochy a do tego 100 róznych pozycji to według nich minimum. Czekam w takim razie na kolejne  nowości, jesień zapowiada się ciekawie;-)

20160803_102729

DSC_0465

Oto kolejna ksiązka z wydawnictwa TPN , która umilała mi wiosenne deszczowe wieczory . Mowa oczywiście  o „Czarach góralskich ” ,czyli książce która dla mnie jest  ciekawą odpowiedzią na temat wielu zagadnień  z dawnych zwyczajów góralskich.

Im dłużej mieszkam na Podhalu tym dłużej sobie zdaje sprawę z uroku tego miejsca i arcyciekawej historii jaka się z nim wiąże. W tej książce niby  o magii, czarownicach, lekach czy truciznach jakie było zwyczaj wykorzystywać kiedyś ,lecz nie tak nalezy to zinterpretować. Dla mnie to ogromne zródło wiedzy jak kiedyś ludzie zyli Tu, gdzie teraz mieszkam .

I tak ciekawostką było np że zwykłe mleko co dziś dla typowego mieszkanca Zakopanego i okolic  jest zwykłym ogólnodostępnym produktem  , kiedyś odgrywało fundamentalną rolę. Jak było dużo mleka to było wszystkiego pod dostatkiem a jak go brakowało to była wielka bieda. Krowa która nie dawała mleka to było jedno z najwiekszych niesczesć  i jedynie  czarami można było ją wyleczyć. Tak na prawdę  wiele było sposobów na zrobienie złości sąsiadom poprzez rzucania np. złych mocy czy uroków i równiez wiele było możliwości żeby to odkręcić. Ciekawie żę ciągle jeden drugiemu psocił ,w sumie to tak jak dzis, tylko że my robimy to poprzez inne narzędzia ;-). 

Magia była  bardzo popularna w leczeniach. Używano często  lokalnych ziół czy swojskich wyrobów.( apteki nie chulały tak jak dziś 😉 ) Wełna np. była jedna z popularniejszych narzędzi na wiele dolegliwości, leczyła bóle , kołtuny a czasami nawet służyła do czynienia zła.

Z tym ostatnim ciągle walczono, bo upiory, widma, topielce i czarownice w tamtych czasach wyjątkowo częśto obcowały z ludzmi. Były na nich również  sposoby, ale może nie będę wszystkiego zdradzał bo nie przeczytacie 😉

Czary Góralskie to wyjątkowa pozycja , napisana naprawdę w oparciu o wiele faktów i opowiadań z ludzi gór. Możecie wierzyć lub nie…..w magie , ale ona była, jest i będzie ciągle obecna  😉