DSC_0274

Będąc w Trydencie rok temu, codziennie podczas upałów gasiłem swoje pragnienie drinkiem Hugo. Jak się okazało w Dolomitach jest on bardziej popularny niż Spritz Aperol i to z uwagi na łatwy dostęp do głównego składnika jakim jest własnie Czarny bez. Czarny, czy dziki Bez ( Sambucus Nigra) jest niezwykle popularnym krzewem w Europie , który niesłusznie u nas w Polsce jest kojarzony z chwastem.  W Dolomitach, górale zauważyli jako pierwsi, że ten dziki krzew na wiosnę rozkwita uwalniając niesamowity zapach i jedni własnie z tego względu postanowili wykorzystać ten atut   sporządzając z jego kwiatów  nalewki, syropy czy soki.

Wracając jednak do Hugo to niby to pomysł jakiegoś barmana z okolic Bolzano lecz we Włoszech każdy miał zwyczaj dolewać coś do wina i tak właśnie na zachodzie Włoch popularny jest Spritz z Campari , na wschodzie z  Aperolem a na północy moje ulubione z sokiem z czarnego bzu, czyli Hugo. Żeby jednak zrobić dobre Hugo należy mieć bardzo aromatyczny syrop z kwiatów bzu który cieżko znaleść w sklepach z uwagi że są tam produkty przemysłowe napakowane chemią i cukrem bez wyrażnego smaku. Z tego tez powodu  polecam zrobić sobie taki syrop samemu  w domu bo jest to po pierwsze bardziej zdrowe, smaczne i oczywiście proste.

Na początek, oczywista sprawa warto się  uzbroić w kwiaty czarnego bzu. Dziki Bez rośnie tak naprawdę wszędzie, ale najlepszy znajduje się  z dala od dróg i smogu czyli polecałbym wybrać się po niego na terenach rolniczych a jeszcze lepiej górskich.Dla leniwych mogę polecić tereny wokół zalewu Czorsztyńskiego, tam jest go naprawdę dużo i łatwo dostępny.  Po bez najlepiej się wybrać w słoneczny i ciepły dzień żeby kwiaty były możliwie suche bo inaczej mogłyby szybko zwiędnąc lub się zaparzyć . Kwiaty zbiera się dość szybko i tak naprawdę po zbiorach odstawiamy je tylko na jakiś stół w tarasie  na jakieś  dwie godziny żeby ewentualne robaczki wypełzy. Ważna sprawa im szybciej się za syrop zabierzemy tym bardziej wyjdzie on nam aromatyczny, więc po zbiorach niema co czekać na następny dzień.

DSC_0267DSC_0277

Jak już mamy kwiaty musimy przygotować bazę do syropu. Jak każdy podstawowy syrop uzyskujemy go przez gotowanie 1 litra wody z 1 kg cukru. Kiedy syrop powoli osiąga temperature wrzenia wyłączamy gas i zakrywamy całość kwiatami czarnego bzu. Tak sporządzony napar zostawiamy na noc a na drugi dzień filtrujemy i pakujemy do szczelnych butelek z zakrętką. W zależności od naszych predyspozycji smakowych warto dodać tez odrobinę soku z cytryny po zagotowaniu , to spowoduje że syrop będzie mniej mdły i bardziej świeży ( kwaskowaty)

Taki syropek tak naprawdę konserwuje się bardzo długo a jak trzymany w lodówce czy piwnicy to spokojnie nawet do roku czasu (czyli do kolejnych zbiorów). Jeśli znów planujemy go wypić dość szybko to polecałbym zrobić syrop z mniejszą ilością cukru np na 1 l /600 gr cukru to wtedy zyskamy lżęjszy produkt, bardziej aromatyczny, który można już nazwać tak naprawdę sokiem .

Syrop czy sok z czarnego bzu można wykorzystać na milion sposobów. Ja u siebie wykorzystuje go oczywiscie do Hugo ( 130 ml Prosecco +30 ml Syrop) ale i też do deserów żeby wzbogacić  wyrazistym smakiem  . W lecie świetnie się sprawdza z lemoniadą a w zimie znów mega smakuje dodany do herbaty z mlekiem.

Kwiaty bzu pojawiają się na Podhalu zazwyczaj w połowie czerwca( na północy kraju zwykle  20 dni wczesniej) i wtedy jest najlepszy moment na jego zbiór, bo póżniej kwiaty są już zbyt przekwitniete i niezdatne do wykorzystania. ( najlepsze to takie pół zakwitnięte z jeszcze małymi pąkami)Jak byśmy się spóżnili niema jednak co żałować bo  z kwiatów oczywiście będą owoce a te znów póznym latem można również wykorzystać na pyszne sosy i konfitury.

O tym również napisze ale to za jakiś miesiąc…. teraz pozdrawiam was i lecę sobie zrobić Hugo, bo straszny upał.

 

Ostatnio  nazbierało się dość dużo pracy w kierunku nowej letniej karty dań. Jak wiadomo należy ją wzbogacić o świeże warzywa i owoce dostępne o tej porze roku i pasowałoby również wprowadzić kilka nowych pozycji winnych które byłyby dobrym uzupełnieniem do współgrania całości. Ostatnie moje dwa wolne urlopy spędziłem w Friuli i muszę przyznać że coraz  bardziej ten region winiarski podbija moje serce. Ostatnio z oferty Mojej Italii  miałem okazje spróbować wyjątkowe wina właśnie z tego regionu które nie lada chwila zamierzam wprowadzić do nowej karty.

Mowa dokładnie o Arzenton , małym rodzinnym gospodarstwie gdzie na 10 hektarach uprawiają naprawdę zacne wina. Jeśli wspomnieć o  samej  lokalizacji  to Arzenton mieści się w Cividale dei Friuli, najlepszym rejonie z którego powstają wina z apelacją Colli dei Friuli Orientali. Według Massimiliano Beretta który jest odpowiedzialny za selekcję od Arzentona samo dotarcie do winnicy to nie lada wyzwanie a to z prostego powodu że jest położona prawie tam gdzie diabeł mówi dobranoc.To na pewno duży plus z uwagi na spokój , odizolowanie od niepotrzebnych problemów urbanistycznych ( smog, chaos, zanieczyszczenia  chemiczne, wandalizm ) i przede wszystkim wyjątkowy mikroklimat który jest współtworzony wraz z otaczającym winnice pradawnym lasem „Bosco Romagno ”

Właściciel winnicy –  Maurizzio chociaż nie od zawsze  był związany z branżą winną  po ukończeniu studiów filozoficznych postanowił wrócić na rodzinne gospodarstwo i tam zająć się winiarstwem. Jest to coraz bardziej praktykowany zabieg ,kiedy to ludzie z wysokim wykształceniem i dobrą posadą w dużych miastach marzą o tym by powrócić na wieś w celu odnalezienia spokoju. Maurizzio własnie tak zrobił i wraz z rodziną dzisiaj uprawia 13 szczepów , w zgodzie z naturą i lokalną tradycją .Uprawia winorośl możliwie jak najmniej inwazyjnie a  podczas zbiorów stawia wyłacznie na ręczny zbiór do małych skrzynek . Winogrona szybko zostają trasportowane do pobliskiej piwnicy gdzie tam po wstępnej fermentacji alkoholowej wino jest przelewane do stalowych kadziach i ostatecznie dojrzewa przez około 7 miesięcy   w kontakcie z własnymi drożdzami.

Ja w swojej degustacji spróbowałem  Pinot Grigio, Pinot Bianco, Friulano i Chardonnay. Niewątpliwie cechą charakterystyczną wszystkich wyżej wymienionych jest wspaniała mineralność która odzwierciedla teren pooceaniczny gdzie znajduje się winnica.

Chardonnay ( wiek winorośli 10 lat, winnica 200 m n.p.m., produkcja ok. 3000 butelek rocznie):

Wino koloru złotego, ładnie błyszczy, przejrzysty, duża aromatyczność, cytrusy na pierwszym planie, kreda i banan na drugim. Wyjątkowo zaakcentowana świeżość i długi finisz.

Pinot Grigio ( wiek winorośli 10 lat, winnica 200 m n.p.m., produkcja ok. 4000 butelek rocznie )

Wino koloru zółto słomkowego z lekkimi zielonymi refleksami, przejrzyste, uderzenie grejfruta na pierwszy plan w towarzystwie szałwii i melissy. Bardzo ładna mineralność , najbardziej intensywna z całej czwórki, ciekawy słony akcent i  migdałowy finisz .

Pinot Bianco ( wiek winorośli 40 lat , winnica 200 m n.p.m., produkcja ok. 1000 butelek rocznie )

Wino koloru zółto słomkowego, owocowy nos z naciskiem na gruszkę i jabłko. Niezła elegancja , moim zdaniem najbardziej zbalansowane z całej czwórki.

Friulano ( wiek winorośli 40 lat , winnica 200 m n.p.m., produkcja ok. 4000 butelek rocznie )

Wino koloru zółto słomkowego z zielonymi refleksami, mocno ziołowe z zaakcentowany kwiatem z czarnego bzu. Finisz długi i z migdałowym posmakiem jak na dobre Friulano przystało.

 

Chciałbym wam opowiedzieć dzisiaj o winie które wpadło w moje ręce dość niedawno. Mowa o „Małym Jonie” z ręki Antoine i Lawrence z Domaine Roche Buissiere.

Wino jak się domyślacie jest francuzem a dokładnie z południowej częsci doliny rodanu. W tej cześci Francji robi się wina głównie ze szczepów Grenache i Syrach z czego zresztą jest też robione Petit Jo. Winnica skąd zbierane są grona do Małego Jona położona jest na 400 m n.p.m i panują tutaj  jak bywa w tej czesci rodanu dość chłodne noce i ciepłe dni co powodują bardzo dobre warunki do uprawy winorośli. Nie bez przyczyny to wino naprawdę jest wysmienite, co zresztą czuć już po pierwszym łyku. Po ręcznym zbiorze grona fermentują przez około dwa tygodnie a pózniej lądują do betonowych kadzi gdzie przez 6 do 8 miesięcy wino dojrzewa  do uzyskania porządanego efektu. Petit Jo wyróżnia bardzo ładny   ciemny owoc z naciskiem na  jeżynę i śliwkę. Nie brakuje również troche pikanterii  z pieprzem czarnym i odrobiny lukrecji. Na pewno niebywałą ciekawą sprawą w tym winie jest wybijająca się świeżość co wraz z dość konkretną strukturą tworzy wino bardzo przyjemne. Dodatkowym walorem tego wina jest niewątpliwie fakt że  pochodzi z uprawy organicznej , co zresztą nie jest nowością bo ojciec Antoine ( Pierre ) był pionierem w tej kwestii. Jak się zastanawiacie z jakiego powodu na etykiecie nie widnieje apelacja to sprawa jest dosć  prosta, to jest kwestia  czysto kalkulacyjna. Antoine i Lawrence mogliby z całą pewnością nadać apelacje swojemu Petit Jo ale to wiązało by się z dodatkowymi kosztami a te zwiększyłyby niepotrzebnie cenę wina. Taki zabieg jest coraz cześciej wykorzystywany wśród wielu winiarzy co stawiają na jakość a nie marketing i to mi się bardzo podoba,  bo w taki sposób  płacimy za to co mamy w butelce ( 59 zł )a nie odwrotnie.Myślę że to świetne wino w relacji jakość – cena. Polecam.  Salut Chef

 

W tym roku udało mi się znaleść wolny czas żeby  w końcu wybrać się na targi Food Show w Katowicach. Mało kiedy mam okazje się wyrwać na takie eventy i w sumie trochę żałuje , bo to  zawsze świetna okazja do poznania nowych technologii, trendów i  ludzi ze świata kulinarnego. Trzeba przyznać że Food Show to jedna z ważniejszych  imprez tego typu w Polsce i dlatego  przy takiej okazji nie mogło zabraknąć również i  ciekawych wystawców.

Trzeba zacząć od tego że ja kierowałem się głównie swoimi zainteresowaniami kucharskimi i  chociaż odniosłem wrażenie że Food Show nakierowany był głównie na  duże firmy przemysłowe czy cateringi , nie powiem że nie znalazłem nic ciekawego. Na takich wydarzeniach w sumie nie zawsze chodzi o to żeby nawiązać współprace z jakąś firmą lecz myślę  że to bardziej  dobra okazja do zapoznania się z nowymi możliwościami i pobudzenia własnej kreatywności.

Niewiem co was interesuje na co dzień ale ja podzielę się tym co z mojego punktu widzenia naprawdę było interesujące.

1.Orzeszek sp. z o.o.

Dobrze przyprawione danie to niewątpliwie sukces na talerzu.Z ziołami jednak trzeba ostrożnie , bo w dużej ilosci też zmieniają mocno smak potrawy a przecież nie o to chodzi. Kiedy przychodzi mi coś doprawić zwykle wykorzystuje własne mieszanki ziół i przypraw które tworze według własnego balansu smakowego . Nie każdy oczywiście musi się bawić w warzenie i testowanie smaków i dlatego na rynku znajdują się już gotowe mieszanki ziół. Nie polecam mieszanek ze znanych marek bo zwykle to odpad rynkowy lecz warto siegnąc po takie rzeczy do firmy Orzeszek. Jest to firma rodzinna, ściągają dobrze rzeczy a dodatkowo ich mieszanki są naprawdę bardzo dobrze zbalansowane. Jeśli lubicie przyprawy to warto ich dodać do swojej listy ,prowadzą również sklep online gdzie możliwa jest wysyłka.

2.Testo

W kuchni lubię  precyzje i niewątpliwie  do tego celu niezbędna jest technologia. Testo to kolejna firma którą bardzo lubię ,nie bez przyczyny mam od nich już kilka termometrów z których jestem mega zadowolony. Ciekawą rzeczą którą poznałem na targach był rejestrator temperatury 174 . Takie urządzenie staje się niezwykle pożyteczne wszędzie tam gdzie  zależy nam na dokumentacji temperatury. Czy to podczas przewożenia produktu, czy to na stałe w  chłodni to małe urządzenie to świetna rzecz bo rejestruje temperatury w krótkich odstępach czasowych dając nam gwarancję  bezpiecznego przechowywania produktu .Rejestrator można przyczepiać w różne miejsca a dodatkowo za pomocą kabelka usb szybko przeniesiemy wszystkie nasze dane do komputera w celu analizy.

3.Maturmeat

Ostatnio bardzo popularne są szafy do dojrzewania mięsa a  na targach wystawiała się właśnie  firma Maturmeat która jest liderem we Włoszech  . Mieli naprawdę  fajny wybór i ciekawe rozwiązania do mięs ale to co mnie bardziej zaciekawiło to były szafy dojrzewające do ryb i wędlin. Świeża ryba jak dobrze wiemy nie ma długiego czasu przydatności a w takiej szafie okazuje się że możemy przedłużyć jej świeżość 3-4 krotnie. Jest to naprawdę świetne rozwiązanie jeśli ktoś pracuje dużo na rybach a druga sprawa daje możliwość wzbogacenia swoje menu o kolejne gatunki.

3.Kegel-Błażusiak

Kucharz oprócz tego że musi umieć, to także musi wyglądać:) Nie będę ukrywał że lubię promować swoich i dlatego bez dwóch zdań powiem że jak bluzy kucharskie to tylko te od  Kegel Błażusiak. . Nosze jego bluzy  codziennie, piorę w  wysokich temperaturach i uwierzcie mi że jak na razie w żadnej nawet się nitka nie popruła. Bluzy oczywiście nie są tanie ale   do ich wytworzenia wykorzystuje się  tkaniny Klopman które są gwarancją jakosći.

3.Scotsman

Lód to podstawa nie tylko w serwisie ,ale również  i w kuchni. Jeśli kiedykolwiek mielibyście problem z umiejscowieniem kostkarki bo odpływ jest za daleko czy za wysoko to zapamiętajcie firmę Scotsman. Ich kostarki to chyba jedyne na rynku z wbudowaną pompą odpływową . Mam taką kostkarkę w restauracji , cicho pracuje, jest mega wydajna no i ta pompa naprawdę pozwoliła mi ją umiejscowić tak gdzie chciałem a nie gdzie musiałem.

W sumie tak pomyślałem że mógłbym wam też powiedzieć jakie to świetne piłem soki od Cymes, miody degustowałem od Bartnika czy sery jadłem od Gospodarstwa Figa lecz tych doznań ciężko przelać na monitor.Jestem naprawdę bardzo zadowolony z wyjazdu, miło było poznać nowe osoby , spróbować coś nowego. Dziękuję Food Show za zaproszenie, organizatorom należą się duże brawa bo wszystko zostało bardzo dobrze zorganizowane . Do kolejnego Food Show . Pozdr Chef

 

 

Parmantier

Written on 22 lutego 2018, 03:37pm under podstawy i przepisy

Tagged with: , , , , , ,

W kuchni trzeba zawsze pamiętać żeby gotować na tym co najlepsze .Zimą  bez wątpienia ziemniaki są numerem jeden na liście moich najlepszych warzyw  i dlatego zawsze w tym okresie po nie sięgam.

Ostatnio usłyszałem dużo pozytywnych opinii na temat zupy ziemniaczanej której serwujemy w Le Chalet, więc pozwólcie że trochę wam przybliżę historie tego dania a dokładnie sprawcy dzięki któremu dzisiaj możemy się cieszyć smakiem ziemniaka na różne sposoby – czyli pana Antoine- Augustin Parmantier

Ziemniak to roślina, która przybyła do nas zza oceanu  za sprawą Kolumba . Należy do rodziny psiankowatych i chociaż jest bardzo bogata w witaminy,minerały i mikroelementy na początku nie była tak bardzo lubiana. Ludzie po pierwsze nie umieli przyrządzać ziemniaka a surowy się nie nadawał do jedzenia.Kolejna sprawa która go skreślała to fakt że rósł pod ziemią a  według ówczesnego schematu plasował się w najniższej hierachi spożywczej która była przeznaczona dla zwierząt hodowlanych

I w sumie na początku rzeczywiście ziemniak był głównie używany do karmienia świń  aż do momentu kiedy właśnie Pan  Parmantier postanowił go odkryć na nowo.

Wiek XVIII nie był łaskawy dla Europy a szczególnie dla Francji. Po siedmioletniej wojnie wielu  francuzów znalazło się w złej sytuacji   , głód stał się problemem narodowym a Ludwik XVII który wówczas stał za sterami państwa niestety nie  mógł wiele na to poradzić. Z pomocą na szczęście przyszedł właśnie agronom Parmantier , który znalazł rozwiązanie na ten trudny czas – a tym rozwiązaniem był właśnie ziemniak.

Naukowiec wiedział że ziemniak może uratować kraj z głodu , bo jest łatwy w uprawie i dostarcza dużo ważnych składników , ale problem leżał głównie u  ludzi którzy go uważali za trującego i  nie chcieli za żadne skarby się nim posilić .Parmantier doszedł do wniosku  że ludzi samym gadaniem się nie przekona więc zabrał się do roboty i w 1771 wydał pierwsze naukowe opracowanie na temat pozytywnych właściwości ziemniaka. Pózniej idąc bardziej w kierunku kulinarii postanowił wydać kilka przyjeć na dworze królewskim gdzie ziemniak robił za tytułowego bohatera. Zaintererowanie ziemniakiem niespodziewanie szybko wzrosło a że mocno był również promowany przez samego króla (który sam był jego wielkim miłośnikiem ) z dnia na dzień zyskał na prestiżu i uznaniu wśród ludzi.

Dzisiaj Francuzi bez dwóch zdań kochają ziemniaki ale w Polsce również i my jesteśmy ich wielkimi miłośnikami. Nie bez przyczyny proste danie jak purre ziemniaczane na ciepło z odrobiną poru i śmietany naprawdę potrafi zrobić pozytywne wrażenie o czym nie raz się sam przekonałem. Krem Parmantier to chyba najprostsze i najlepsze danie jakie możecie zrobić zimą . Jeśli nie mieliście jeszcze okazji zjeść tej zupy to oto przepis.

Do jego przygotowania potrzebne nam będzie:

Por, ziemniaki, smietana, rosół, masło

Zaczynamy od topienia na małym ogniu masła i po rozpuszczeniu dodajemy poszatkowany por ( tylko białą łodygę ). Dusimy na małym ogniu aż do momentu jak por całkowicie zmięknie. W międzyczasie kroimy ziemniaki w kostkę i  gdy por już doszedł  wkładamy też ziemniaki  i zalewamy rosołem do przykrycia . Gotujemy tak aż ziemniaki zmiękną i na koniec miksujemy wszystko i doprawiamy śmietaną   według uznania.

Pozdr Chef

Przesiewanie ….

Written on 10 lutego 2018, 01:39pm under pod kontrolą

Tagged with: ,

Ostatnio testując dużo przepisów związanych z wyrabianiem chleba zauważyłem, że prawie każdy domaga się przesiewania mąki.Skąd to się bierze i czy jest to koniecznie dla lepszego efektu , to były pytanie które mnie ciągle  nurtowały, więc postanowiłem coś na ten temat się dowiedzieć.

Szukając tu i tam , okazało się że wszyscy tłumaczą przesiewanie mąki potrzebą napowietrzania , która to znów nadaje niby więcej lekkości naszym wypiekom.Mąka przesiewana na pewno nabiera dużo powietrza, lecz jeśli do wyrabiania ciasta dodamy jakiś płyn do wtedy to powietrze znika, bo jest zastąpione własnie tym drugim ( w chlebie np gdzie mamy do czynienia z wysoką zawartości wody). Teoria jest słuszna w momencie kiedy wyrabiamy coś suchego , lecz w innym przypadku przesiewanie w celu napowietrzania staje się w moim odczuciu zbędne. Myślę że czynność przesiewania na pewno jest związana z jakimś przyzwyczajeniem. Kiedyś jak mąkę  kupowało się luzem w małych osiedlowych sklepach zawsze coś mogło się w niej niechcianego  znaleść . Przesiewanie wtedy dawało nam pewność że nic obcego ( robaki, odchody gryzoni, resztki zbóż) w naszym cieście się nie znajdzie. Zresztą jak zauważyłem niedawno głównie w starych książkach kucharskich jest mowa o przesiewaniu , gdzie w nowych np tej czynności się już nie zawsze wymaga. Na pewno przesiewanie jest potrzebne w momencie jak chcemy pozbyć się niechcianych grudek , lecz z drugiej strony większość producentów dodaje do mąki specjalne dodatki które mają temu zapobiec. W sumie nigdy się nie spotkałem z ciałem obcym w mące czy grudkami ale nie zawsze być tak musi. Ogólnie ja tak naprawdę  nie przesiewam mąki, jeśli już to rzeczywiście w wyjątkowo lekkich przepisach co tego wymagają. Zrobiłem zresztą kilka prób z przesiewaniem i bez ( czego wam tez polecam ) i różnica końcowa obu wypieków była identyczna. Nie będę was namawiał do nie przesiewania, bo w sumie to dużo czasu nie zabiera , lecz sądze że dzisiaj przesiewanie bardziej niz srodkiem do lepszego efektu jest po prostu starym zakorzenionym w naszej głowie już przyzwyczajeniem. Pozdr Chef

Tokaj – nowa odsłona

Written on 1 lutego 2018, 11:38am under winology

Tagged with: , , ,

Tokaj to jeden z moich ulubionych regionów  jeśli mowa o  słodkich winach  , ale ostatnio  nieżle zaskakuje mnie też wytrawnymi pozycjami. Aszu czy Samorodni są  niewątpliwie  wizytówką Tokaju lecz szlachetna pleśń która jest niezbędna do ich wytworzenia powoli zaczyna zanikac i to spowodowało nie małą rewolucje. Niektórzy mówią że to wina klimatu który się ociepla, inni że  to kwestia zapotrzebowania  na coś innego ,ale  jak by nie było w Tokaju ostatnimi czasy wiele winiarzy zdecydowało się postawić na wytrawność.

Cieszy mnie taki ruch ,bo uważam że jest duży potencjał w tym kierunku  a na pewno potwierdzeniem moich przypuszczeń jest ostatnio wypite właśnie wino w tym stylu. Mowa o Teraszok Furmint 2016 z ręki topowego winiarza z MAD  Karola Barty – Barta Pince. Ten Furmint zauroczył mnie nie tyle bogactwem aromatów ile samą przejrzystością . Wino niezwykle przyjemne , harmonijne i czyste zaskakuje swoją elegancją którą może śmiało konkurować z najlepszymi rieslingami z doliny Dunaju. Enolożce Karola Barty ( Vivien Ujvari )  nowego pokolenia należą się duże brawa, wino jest odważne, dopracowane i przede wszystkim mega pijalne. Myślę że przyszłość Tokaju  właśnie tak powinna wyglądać więc duże brawa za  pierwszy ruch  i niech już to idzie tak dalej …

Wino od zawsze było dla mnie przedmiotem zainteresowania. Lubię odkrywać nowe endemiczne grona, ciekawych ludzi którzy tworzą  z nich wina no i w oczywiste lubię wino pić. Za każdym razem kiedy sięgam po nową butelkę której nie znam, zawsze mam przed sobą  niezwykle ciekawą historię do odkrycia.

Dzisiaj chciałbym wam przedstawić wino które uwielbiam z uwagi na nadchodzącą porę roku. Mowa o Barolo Chinato. Pewnie każdy kto wypiła rocznie więcej wina  niż średnią statystyczną ( 5,5 litra na głowę) zna lub słyszał o Barolo. Wino niezwykłe , długowiecznie i na pewno warte swojej sławy , lecz czy może słyszeliście o Barolo Chinato?

W Piemoncie pod koniec XIX wieku kiedy  Barolo zyskało swoją elitarną pozycje wśród win na świecie kilku farmaceutów zaczęło eksperymenty nad połączeniem go  z  ziołami w celu stworzenia naturalnego i skutecznego leku na przeziębienie. Jak się okazało eliksir który wymyślili  okazał się hitem sprzedaży co spowodowało duży ruch w kierunku produkcji tego rodzaju wina wśród winiarzy .Wielu producentów podjęło się zadania stworzenia idealnej receptury i niewątpliwie jednym z lepszych win tego typu jakie piłem należy do braci Rovero. Ich „Chinato” oprócz charakterystycznej nuty kory chinowca , posiada bardzo ciekawe aromaty cynamonu i rabarbaru. Wino jest niezwykle przyjemne i doskonale zbalansowane mimo silnych obecnych tanin , cukrów i goryczy ziołowych. Taka harmonia smaków  stawia to wino wśród moich ulubionych na  zimne wieczory przy kominku  a że dodatkowo zyskam niezwykle lecznicze właściwości z nim związane to już sami rozumiecie że nic do szczęścia  dodatkowo mi nie potrzeba.

Plany na przyszłość

Written on 29 listopada 2017, 10:14pm under z życia Lechalet

Tagged with: , , ,

Zbliża się powoli start sezonu i tym samym  chciałbym wam opowiedzieć o  naszych planach na przyszłość. Jak dobrze znacie  Lechalet to doskonale wiecie że ta restauracja stała się wyjątkowa wyłącznie dzięki dwóm ludziom którzy ją stworzyli : Halinie i Roberto. W 1991 roku czasy były trudne i tak naprawdę otworzenie włoskiej restauracji na obrzezach Zakopanego wydawało się rzeczą niewykonalną lecz oni mimo tego   poszli na całość i otworzyli swoje wymarzone miejsce . Na początku nie było łatwo lecz lata ciężkiej pracy spowodowały że zyskali na rozgłosie i dzisiaj   po 25 latach samych sukcesów z całą pewnością mogę uznać że im się udało. Stworzyli miejsce takie jakie chcieli, butikowe ,unikalne, znane w całym kraju , które ma niesamowicie wspaniałych gości dzięki którym cięzka  praca  zamienia się w czystą przyjemność.

To jest Lechalet które znam i bardzo lubię lecz wiem ze lata mijają i również moi rodzice powoli chociaż bardzo by tego chcieli powoli nie nadążają  za tym wszystkim. Zakopane rozwija się bardzo dynamicznie a pracy z roku na rok jest jej coraz więcej . Od jakiegoś czasu coraz bardziej ja  staje się silnikiem napędowym tego miejsca i tak naprawdę chociaż  z jednej strony bardzo się z tego powodu ciesze, to z drugiej okazuje się że  im więcej obowiązków mam na głowie tym mniej czasu mam na to co tak naprawdę kocham – czyli gotowanie.

Braliśmy pod uwagę wiele opcji , żeby nasza praca nie stała się dla nas ciężarem lecz przyjemnością jak do tej pory i najlepszym rozwiązaniem okazało się ograniczenie  jej  do naszych  możliwości. Nie chciałem też zniszczyć miejsca jakie stworzyli moi rodzice zatrudniając więcej pracowników, bo wiem że Lechalet opiera się na rodzinnej współpracy , a zmiana tego zmieniłaby też atmosferę całej restauracji.  Z punktu widzenia biznes planu lokal który posiada jedynie 30 miejsc siedzących jest nierentowny, zgadzam się z tym, ale Lechalet nie jest biznesem. Lechalet to miejsce tworzone z pasji , to styl życia i  jeśli nadal chcemy utrzymać tą idee, wiem że potrzebne są zmiany.

Podjeliśmy zatem  decyzje i nie zostało mi nic więcej jak was o tym poinformować. Otóż po pierwsze rezygnujemy z pizzy ( nie całkowicie bo będą wieczory w których pizza będzie dostępna ). Przez wiele lat pizza była naszą mocną stroną lecz szczerze dzisiaj wiem że są miejsca w Zakopanem co mogą zaoferować tą specjalność równie dobrze jak my , więc myślę że to nie będzie wielkim rozczarowaniem.Ta decyzja jest spowodowana tym że chcemy polepszyć swoją kuchnie , chcemy żeby to ona weszła na pierwszy plan, a nie jak do tej pory była ukryta za kurtyną pizzy.

To byłaby pierwsza nowość a druga to zmiany godzin pracy. Jak wspomniałem wyżej chcemy polepszać swoją kuchnie  a do tego niestety potrzebny jest czas . Restauracja od grudnia będzie otwarta od 17.00. To oczywiście nie znaczy że pracujemy tylko 5 godzin ( 17-22) , bo dobrze poprowadzona restauracja zabiera wiele czasu poza serwisem. Zaopatrzenie, obróbka produktu i w końcu przygotowanie się  do serwisu to tak naprawdę kolejne 5 godzin  pracy. Wielu idzie na łatwiznę kupując gotowe produkty , zamawiając byle jaki towar z hurtowni z  dostawą do domu , ale my tego nie chcemy. Chcemy tak jak było do tej pory ,czyli  jechać rano po to co najświeższe do lokalnych warzywniaków, kupować tego samego dnia rybę prosto z hodowli i również zaopatrywać się  u zaprzyjażnionego rzeznika  po mięso  po które z samego rana pojechał do ubojni. Tak chcemy…. a póżniej  chcemy tym wszystkim się z wami podzielić żebyście docenili naszą pracę i świeżość jaką mamy do zaoferowania. To wszystko wymaga czasu więc sami rozumiecie dlaczego ta 17.

Zmiany są dość konkretne i wiem ze wielu z was może je nie zaakceptuje lecz z drugiej strony wiem, że to najlepsze rozwiązanie żeby Lechalet nadal cieszyło się swoim uznaniem wśród wielu ludzi przyjezdzających  do Zakopanego dobrze zjeść. Kończymy rozdział z pizzą ale zaczynamy nowy z kuchnią autorską . Mam nadzieje że te przyszłe zmiany przyniosą wiele dobrego i liczę na to , że  uda się nam utrzymać sukces jaki przez ponad 25 lat moi rodzice zapracowali. Fajnie by było, ale zobaczymy…. ;-)PG

ps. Startujemy 5 grudnia . Od wtorku do soboty restauracja czynna od 17  do 22.W niedziele od 12 do 17 . Poniedziałek zamknięte.Zapraszamy

Riesling M Reserve 2013 FX Pichler

Written on 24 października 2017, 10:38pm under winology

Tagged with: , ,

 

W naszym kraju przyjęto segregować wina na te codzienne, klasy premium i w końcu te z najwyższej półki ukryte  pod hasłem ” dla koneserów”. Wino które wam dzisiaj przedstawiam na pewno zalicza się do tej ostatniej grupy a dlaczego, to już wam opowiem.

Jak lubicie wina tak jak ja, pewnie nieraz słyszeliście o dolinie Wachau. Jest to szczególne miejsce położone na zachód od Wiednia wzdłuż Dunaju, gdzie swoją renomę zyskało przede wszystkim z uwagi na  długowiecznie wina jakie się tu wytwarza. FX Pichler to niewątpliwie producent należący do scisłej czołówki najlepszych Rieslingów z tego regionu i szczerze po wypiciu tej dzisiejszej butelki potwierdzam ten fakt

Tak naprawdę czekałem na to wino kawał czasu. Rok wcześniej musiałem go zamówić u producenta, póżniej podtrzymałem go 2 lata w piwnicy a teraz tak bez okazji go wypiłem . Ostatnio doszedłem do wniosku ze niema sensu trzymać win na szczególne  okazje, bo tak naprawdę  za mało ich w życiu a z drugiej strony dobrych win zbyt dużo, żeby się tym życiem tak naprawdę nacieszyć .  Podchodząc tak do sprawy sięgnąłem  zatem po tą butelkę i chociaż wielu pewnie uznało by to za zbyt nieroztropne ( bo tak naprawdę   jest jeszcze młodym Rieslingiem jak na Pichlera) to uwierzcie mi że było bardzo przyjemnie.

Wino pachniało po prostu mega intensywnie na  pierwszym planie z kwiatami głównie jaśminu a póżniej  z charakterystycznym jak na ten szczep przystało zapachem zielonej limonki.Smak nie da sie okreslić jednym zdaniem  ,bo wino było tak dynamiczne ze tak naprawdę pokazywało co 3 sekundy różne oblicza. Rzadko kiedy piłem tak długie białe wino i jeśli Riesling dzisiaj według niektórych nosi miano króla białych to podstawiając tą butle całkowicie się z tym zgadzam . Niesamowita elegancja , balans , harmonia i brak jakiejkolwiek wątpliwości, że to wino jest z najwyższej półki. Ostatnio odwołując się do tego co pisałem na wstępie w kwestii segregowania, jestem zwolennikiem, żeby wina oceniać również z uwagi na włożoną pracę w ich produkcje . To wino na pewno jest dopracowane do perfekcji i dlatego można go spokojnie wrzucić do worka pod hasłem ” dla koneserów”. Z czasem może być oczywiście tylko lepiej lecz teraz moim skromnym zdaniem jest już naprawdę bardzo dobrze.

Ten rocznik raczej już ciężko będzie gdziekolwiek znaleść ( może jakaś winiarnia jeszcze w Polsce ma ) ale jak byście byli chętni to  tu podsyłam link do Importera, który na pewno jest w stanie sprowadzić dostępny rocznik . Jeśli nie importer , polecam się wybrać do Wachau osobiście  , ja co prawda jeszcze nie byłem ,ale wszyscy którzy byli  mówili mi  że jest niesamowita magia w tej niezwykłej dolinie (a co najlepsze nie tylko wina mają tam wspaniałe) ,wiec warto się wybrać . Pozdr PG

 

Selectio 2008 – Karadi Berger

Written on 10 października 2017, 10:57am under winology

Tagged with: , , , ,

Jak dobrze wiecie lubię Tokaje , są blisko , są tanie (i dobre) , więc tak naprawdę nie można ich nie docenić. Ostatnio piłem słodkie Selectio 2008 z winnicy Karadi Berger położonej w Erdobenye i wino naprawdę warte jest uwagi.

Karadi Berger to  dość znana winnica w Tokaju  wśród koneser win słodkich.   Zdobywa naprawdę ostatnio wiele nagród i w sumie się nie dziwie bo robią naprawdę świetne  wina. Selectio 2008 też się do nich zalicza . Wino po otwarciu niesamowicie pachnie miodem, konfiturą brzoskwiniową i akacją. Ma bardzo ładny zółto-bursztynowy kolor, który pięknie błyszczy w kieliszku i tym samym dobrzy swiadczy o winie. Selectio jest  dość gęste, mimo niewielkiej dawki alkoholu ( jedynie 11 procent). Myślę że to wszystko za sprawą dość dużego cukru resztkowego, która według producenta mieści się w granicach Aszu 5 Puttonowych. Wino na pewno ma ładną słodycz i dość dobrą równowagę. Oczywiście nie zaszkodziło by jakby kwasowość byłaby trochę wyzsza  lecz i tak mówimy o zwykłym Late Harvest a nie Tokaju Aszu. (Myślę że na pewno przez te lata kwas się już trochę przegryzł , bo jak nie popatrzeć mineło ich już prawie  dziesięc )

Jak lubicie słodkie Tokaje z póżnych zbiorów to na pewno polecam tą pozycje . Cenowo wychodzi naprawdę nieżle a rzadko kiedy ( Late Harvest)takie wina są tak złożone .

ps. Dla zaciekawionych ostatnio serwujemy Selectio na kieliszki w naszej restauracji i dodatkowo zdażyliśmy go też  dodać do naszego flagowego deseru w Lechalet – czyli Zabajone. Zachęcam do spróbowania, ponoć deser jest naprawdę świetny. Pozdr