ENOEXPO 2014 – KRAKÓW

Written on 6 listopada 2014, 09:09pm under zwiedzając.....

Tagged with: ,

DSC_0145

Jak co roku i tym razem ( wykorzystując wolną środę ) wybraliśmy się na targi Enoexpo w Krakowie. Jest to jedna z niewielu okazji aby zdegustować kilka wyjątkowych win w jednym miejscu poznając tym samym dużo ciekawych ludzi.

Na wstępie warto podkreslić że targi w tym roku na szczęcie odbywają się na Galicyjskiej w nowym budynku Expo. Jest tu o wiele więcej  miejsca niż na Centralnej   no i już nie trzeba parkowac samochodu pod M1  z powodu że  przed budynkiem jest wystarczająco duży parking .

Oprócz Enoexpo oczywisćie są również targi HORECA,  GASTROFOOD czy SPA lecz niewątpliwie z uwagi na wystawców najbardziej interesujące jest ENO,

My odrazu na początku wybraliśmy się na stoisko interesującego importera naturalnych win czyli KRAKO SLOW WINE .  Ciekawiło mnie szczególnie jedno z ich win a dokładnie Tokaj z winnicy Pendits. Wygrało ostatnio medal w Gran Prix Magazyn Wino a po za tym słyszałem że jest naprawde niezłe.  Pendits nie dośc że genialne wino to koniecznie trzeba podkreślić że całkowicie BIODYNAMICZNE. Jest to bardzo naturalna winnica gdzie nie bez przypadku znajduję się w ofercie super naturalnego importera z lipowej 6 f. Malo kto naprawde dzisiaj jeszcze nawozi winnice konskim łajnem a dodatkowo wychodzą mu tak dobre wina. Tokaj Szamorodni który piłem był jak nektar. Bardzo miodowy i wyjątkowy gęsty.Niestety nie zaproponowano na więcej win do degustacji i my tym samym nie chcieliśmy naciskać więc wybraliśmy się w poszukiwaniu następnych nektarów 😉

Kolejno udało nam się znaleśc przesympatyczną Panią gruzinkę z genialnymi winami od Shuchmanna. Co prawda nic sie ta pani nie zmieniła przez rok a Schuchmann tak samo, jak robił genialne Kindzmarauli tak dalej robi (to samo z moim ulubionym Kisi z Anfory.)

Dalej spotkaliśmy Pawła z Rafa Wino który tym razem reprezentował głównie tokajskich producentów. Piliśmy genialne tokaje z różnych szczepów od DEGENFELDA. Uważam że to jedna z ciekawszych winnic jeśli mowa o tokaje wytrawne. Niewiarygodny owoc i cena powodują że chyba sobie kupie kilka kartonów wyłącznie dla mnie bo wina naprawdę bardzo dobre.

Piliśmy u Pawła również bardzo dobre late Harvest czyli póżne zbiory od Nobilisa i Grand Selection  które porównywalne sa do Tokaj Aszu z tą różnicą że są o wiele tańsze. Polecam sie wybrać na to stanowisko bo naprawdę warto jeśli kochacie Tokaje.

Następnie ruszyliśmy do Wine Fashion Dzibi Bis. Znaliśmy importera bo kiedyś zaopatrywał nas w genialne Lambrusco lecz dzisiaj nas zaskoczył czymś hiszpańskim a dokładnie  z Sherry. Posiadają w swojej ofercie bardzo dobre SHERRY w różnych wariantach ( czyli od wytrawnego po mega słodkiego ). Bardzo ciekawa propozycja tego wina wzmacnianego które u nich naprawdę ma kuszącą cene a druga sprawa jest naprawde dobry. Polecam szczególnie spróbowac sherry Pedro XIMENEZ który jest robiony z rodzynkowych gron. Oprócz Sherry warto spróbować również pozycje od THUMMERER a szczególnie bardzo dobrego Caberneta Sauvignon.

Po Wine Fashion myśleliśmy że uderzymy jeszcze do KOBIETY I WINO lecz akurat straszny był w tym momencie tłok w tym sektorze więc odpusiliśmy.Na koniec jednak przed powrotem do domku nie mogliśmy nie odwiedzić Chiare i Massima z Del Duca. Dali nam spróbować genialne sery z CASEARIA i również mega smacznej Mortadelli.Od niedawna mają równiez super babki swiąteczne z różnymi nadzieniami mmmmm…. ale pycha 😉

Po takich frykasach nie zostało nam nic więce jak wracać do domku. Na szczęscie halny już nie wieje i w Murzasichlu wrócił spokój.Pozdr Chef

Dyniowy Raj.

Written on 20 października 2014, 12:06am under zwiedzając.....

Szukacie dobrych dyń do zup, kremów czy ciast? Najbardziej popularna odmiana dyń która jest dostępna w każdym chyba warzywniaku na świecie to słynna Halloween. Ładnie wygląda , lecz tu  konczą się zalety tej dyni . Dynia musi być słodka i co najważniejsze wyrażna w smaku a nie wodnista jak właśnie  H-ween.

Nie każdy wie lecz gatunków dyń jest multum ( ponad 200 ) a mnie ciekawi zawsze dlaczego wszyscy sprzedają zawsze te najmniej smaczne. Może najłatwiej jest je  wychodować i sprzedać z dobrym zyskiem lecz moje pytanie kto to kupuje ? Bo przecież z takiej dyni nic dobrego nie wyjdzie.( jedynie fajny lampion się zrobi ;-))

DSC_0055

Na szczęszcie niedaleko Krakowa jest miejsce gdzie oprócz paskudnej Halloween znajdziemy i te dobre odmiany ( szczególnie jeśli mowa o  jedzeniu ) . Miejsce znalazłem przypadkowo czytając wypowiedzi na forum kilka osób które chwaliły miejsce pod względem różnordności dyni i nie zastanawiając się dwa razy skontaktowałem się z właścicielem sklepiku czy przypadkiem nie mają również w ofercie  moją ukochaną dynie Marina di Chioggia. Okazało się że tak.

DSC_0062

Powiem szczerze że nie liczyłem na taką odpowiedz lecz jak się póżniej  okazało właścicielka podchodzi profesjonalnie do sprawy, bo nie dość że posiada Marine to również wiele innych międzynarodowych gatunków dyń jak np japońskie hokkaido , francuskie muskaty czy niewiarygodnie popularną spiżową z Ameryki. 

Ten przydrożny sklepik miesci się w Wawrzeńczycach niedaleko królewskich Niepołomic. Jadąc  z Krakowa widać że to region rolniczy, mnóstwo tu namiotów, pól i sklepów specjalistycznych z nasionami czy narzędziami rolniczymi.  

Po drodze do „Jedynie” , bo tak się nazywa ten raj dyniowy , jest oczywiście wiele innych sprzedawców dyń lecz żaden nie ma tak bogatej oferty.Mają ponad 90 gatunków dyń a oprócz tego sprzedają również prapryczki i inne ciekawe rzeczy jak np Tykwy ( tak jeśli ktoś by np chciał mieć orginalną lampe w pokoju 😉

DSC_0061

Miejsce bardzo mi się spodobało i polecam je każdemu który kocha dynie tak jak ja. Dla tych co za bardzo nie znają się na gatunkach  proszę się nie martwić bo na stronie są doskonałe opisy gatunków które również dostępne są na miejscu w formie  tabliczki przy kazdym rodzaju dyni. ( a jeśli to nie pomoże to właściciel bardzo uprzejmy również chętnie doradzi która jakie ma właściwości.)

Nadszedł dyniowy czas . Jeśli teraz nie zjecie dobrą dynie to już dopiero za rok będziecie mieli szanse. Pozdr Chef

DSC_0065

Ed Red Kraków

Written on 23 lipca 2014, 05:08pm under zwiedzając.....

Tagged with: , ,


ed red

www.edred.pl

Czy to nie dziwne ze najlepszy kucharz w Polsce prowadzi steak house? Oczywiście ze tak!  bo biorąc pod uwagę co Adam Chrząstowski potrafił zrobić w Ancorze to grilowanie kilku rodzajów mięs wydaje się trochę takie małostkowe dla takiego mistrza. Lecz dzisiaj niestety takie są czasy. Ludzie bardziej lubią chodzić do miejsc gdzie się je prosto, nie drogo i przede wszystkim szybko.

Kiedyś wypad do restauracji był rzadkością lecz jak się już poszło to  się nie patrzyło na ceny. Dzisiaj już tak nie jest. Do restauracji się chodzi prawie codziennie i ludzie z tego powodu liczą się z pieniędzmi.

Z tego również względu podązając za rynkiem jaki jest dziś  powstał Ed Red. Na pewno trochę szkoda ze Adam opuścil Ancore bo tam bardziej go widziałem w roli szefa kuchni a po za tym czuje że to byłoby tylko kwestia kilku lat żeby dostać gwiazdkę i tym samym zapewnić sobie pozycje w Krakowie. Zresztą sledze Chrząstowskiego od kilku lat i szczerze nie rozumiem dlaczego to on nie dostał pierwszej gwiazdki Michelin bo przecież to Adam zawsze promowal Made in Poland, no ale to temat na inny wpis.

No ale wracając do kwestii Ed Reda , bylem tam dwa razy i smakowało mi wszystko lecz pytanie czy to pójdzie. W Ed Redzie je się po prostu mięso , nie byle jakie bo selekcjonowane przez szefa Adama ze sprawdzonej hodowli i dodatkowo sezonowane w specjalnej szafie.

Doceniam to wszystko lecz czy zwykły Kowalski  też to doceni? Czy ludzie są przyzwyczajeni na widok surowego mięsa dojrzewającego przed wejściem do lokalu?

Formuła tego miejsca moim zdaniem jest trochę ryzykowna bo niby to steak house lecz na bardzo wysokim poziomie, a to za sprawą szefa, produktów i miejsca ( prawie rynek Krakowa ).

Zwykły zjadacz steaków wchodząc do takiego miejsca może by się spodziewał znaleśc duży lokal zawsze zapełniony po brzegi z kucharzami stojącymi za grilem mocno wydziaranymi i co lepsza jeszcze z bandaną na głowie i kolczykiem w uchu. Duże porcje jedzenia za małe pieniądze no i oczywiście szybko podane od razu po zamówieniu.

Ed Red taki nie jest. Tutaj jest mało miejsca jak na ten klasy lokal z tanim jak na tą jakosć jedzeniem lecz dla wielu moze również byc i za drogo ( za steka z dodatkiem można zapłacić 60 zł). Kucharze są zadbani i jak to sie mówi nie „widać zeby w kuchni rzucano mięsem” tylko jest pełna kulturka. Na jedzenie trochę się czeka , a porcje w sumie nie są bardzo duże jak by to się człowiek spodziewał.

Ostatnio widziałem że wprowadzili ofertę lunchową tak dla urozmajcenia. Moze i to dobrze , bo ludzie są zawsze ciekawi czegoś nowego lecz może i żle, ponieważ takie miejsce  powinno kojarzyć się wyłącznie z dobrym mięsem a nie z jakąś sałatka czy chłodnikiem.

Czekam co dalej będzie w Ed Red i mam nadzieje że się rozkręci na dobre tak że będzie ulubionym miejscem na kulinarnej mapie Polski wsród mięsożerców.

Dla zainteresowancych lokal położony nieopodal rynku na ul Sławkowskiej. Ja jadłem wyborny Antrykot Sezonowany lecz polecam również grzanki z podrobami które szczególnie mi posmakowały. Pozdr Chef  

 

Szczawnica Kraina Spokoju

Written on 12 czerwca 2014, 11:02pm under zwiedzając.....

Tagged with: ,

Kto by pomyślał że niedaleko zatłoczonego i pełnego chałosu Zakopanego istnieje takie miejsce jak Szczawnica. Przepieknę, spokojne i przedewszystkim zdrowe bo to uzdrowisko. 

DSC_0026_7

Z Zakopanego do Szczawnicy to niecałe 60 km i jakieś półtora godziny jazdy samochodem. Szczerze powiem że po cieżkim weekendzie kiedy naprawde mocno się napracowalismy nic bardziej nie regeneruje jak dzień spędzony w Szczawnicy. Mój sposóbna na relaks  to własnie taki żeby przyjechać tutaj do Szczawnicy , pochodzić po parkach czy promenadzie , napić się troche wód leczniczych a wieczór spędzić w arcyciekawych lokalach przy butelce dobrego wina. 

DSC_0037_5

Szczawnica dziś wygląda rewelacyjnie i myśle że duża zasługa zależy od rodziny Mańkowskich , którzy ją odbudowali po wojnie na nowo. Takie piękne miejsca jak Dworek Gościnny, Cafe Helenka czy pięciogwiazdkowy Modrzewie Park Hotel to właśnie ich pomysł. Mozna po za spokojem również znaleść rozrywke bo często sa tu organizowane różne imprezy jak np co tydzień  wieczorki taneczne, muzyka na żywo czy znane kabarety. 

DSC_0039_6

Grupa Thermaleo ( rodzina Mańkowscy ) zrewitalizowała również obiekty uzdrowiskowe i najważniejsze miejsca chyba w Szczawnicy czyli parki. Widać że tutaj dba się żeby wszystko miało swój porządeki ład  i niema np takiego bajzlu jak powiedzmy na Gubałówce. Wyobrażacie sobie gdyby Gubałówka była cichym spokojnym parkiem z ładnymi scieżkami i gdzieniegdzie były tam małe urocze knajpki gdzie można siąść i podziwiać piękno przyrody przy dobrej butelce wina? Dziw że w Szczawnicy np w górnym Parku jest to możliwe a w takim bogatym i słynnym Zakopanem nie.

DSC_0040_4

Szkoda porównywać Zakopane do Szczawnicy bo jeśli chodzi o sposób myślenia to są przepaście , lecz może kiedyś….

Reasumując polecam każdemu Szczawnice bo to wyjątkowe miejsce i co najważniejsze …. ciche.

DSC_0045_4 DSC_0047_4

 

Cukiernia Samanta w Zakopanem: wczoraj i dziś

Written on 20 maja 2014, 08:06pm under zwiedzając.....

Tagged with:

DSC_0012

Jako mały chłopiec pamiętam że z mamą jak mieliśmy ochote na jakieś ciacho to zawsze udawaliśmy się do Samanty. Ja miałem wtedy jakieś 8 lat ,więc przeliczając były to chyba lata 90 a Zakopane wtedy całkowicie inaczej wyglądało.

Samanta była uwczas jedna jedyna na ul. Witkiewicza i wcale nie była taka duża jak ta obecna. Dobrze pamiętam jak w środku wszystko było pociągnięte białą farbą, mało detali, kilka stolików( chyba dwa ) no i lada za którą stała tylko jedna pani. Za witryną pączki i kilka innych drożdzówek no i tyle w sumie ze starej Samanty. Może i było to małe nieatrakcyjne pomieszczenie lecz napewno wyjątkowe przez chociażby sam zapach który z tamtąd pochodził.

Dzisiaj ,już niestety Samanta tak nie pachnie. Oczywiście dalej są smaczne ciasta i dobra kawa lecz kiedyś było genialnie. Samanta poszła w ideii sieciówki i w sumie patrząc na nowy otwarty punkt na dolnych Krupówkach niewiem czy niema idei naśladowania dużych międzynarodowych firm jak   Costa Caffe, Coffe Heaven czy Starbucksa.

Dla przykładu  lubie Samante na Witkiewicza bo jest naprawde ciepła i przyjemna. Pracują tu zazwyczaj te same dziewczyny, czasami widać właścicieli no i to co najważniejsze chodzą tutaj sami stali bywalcy. Na Krupówkach to znów całkiem inna bajka. Duże przestrzenne wnętrze gdy nie ma ludzi wygląda jak opustoszone , dodatkowo wnętrze bardzo surowe za sprawą jasnego drewna i betonu które gdzieniegdzie zostaje ożywione przez mocno kontrastujące fotele. Tutaj ciastek jest mało ( jak w sieciówkach) lecz znów kawy jest pod dostatkiem( jak w sieciówkach ). Ciastka dobre , kawa dobra , (chociaż wolałbym  Arabice) lecz miejsce mi się nie podoba, może dlatego że jestem przyzwyczajony do małych starych Samant z swoimi tubylcami.

DSC_0010

Wiem że to co zrobiła Samanta jest w sumie zrozumiałe bo Krupówki to w sumie  nie częśc Zakopanego  tylko wesołe miasteczko w Zakopanem gdzie i tak przechodni nie zwracają co jedzą i gdzie, tylko  byle tanio i dużo jak na stacji benzynowej, ale i tak moim zdaniem szkoda zmieniać wizerunek takiej cukiernii która ma taką tradycje w coś co ma przypominać cukiernie czy kawiarnie dla mas. Mam nadzieje że jednak na tym jednym nowym punkcie skonczy się szaleństwo a dalsze nowe investycje będą bardziej przemyślane.

Oczywiscie co by się nie działo  nadal będę chodził do Samanty bo uwazam ją za najlepsze miejsce na słodkie pyszności w Zakopanem, tak między nami to za mistrzostwo w Samancie od zawsze uważam W-Z dziwie sie że tak genialne ciastko jeszcze nie zrobiło kariery na skale swiątową. Pozdr Chef.

 

 

 

Krokusy

Written on 3 kwietnia 2014, 01:53pm under zwiedzając.....

Tagged with: ,

DSC00168

Zeszłego weekendu byliśmy zdumieni ilością osób które przyjechały w góry, lecz jak się pózniej  dowiedzieliśmy  był ku temu ważny powód -Krokusy. Te niesamowite kwiatki  które raz do roku zakwitają w tatrzańskich halach juz są.Jest to niesamowity widok kiedy to nagle na polanie wszystko nabiera koloru , i to białe góry jeszcze zaśnieżone, jeszcze zółata trawa, zielone smreki i te wyjątkowo piękne fioletowe krokusy.

DSC00161

DSC00128

We wtorek wykorzystując wolny dzień nie zastanawiąc sie wiele wybraliśmy się na polane Chochołowską gdzie własnie jest krokusów najwiecej. Było pięknie. Polecam każdemu taką wycieczkę bo wcale nie jest to daleko i idzie się jedynie niecałe 2 godziny. Po drodze troche chałosu bo leśniczy zabrali się za wycinke drzew które halny tego roku powalił lecz niema tragedii i można bezpiecznie dojść na góre.

Dla informacji bilet normalny  to  5 zł ,dla leniwych dojazd bryczką na samą góre to 100 zł, parking 20 zł cały dzień lub 500 m wcześniej za 10 zł.

DSC00135

DSC00090

ps. Warto będąc w schronisku również zjeść deser chochołowski który uważam za misztrzostwo swiata.Chyba najlepsza szarlota jaką jadłem dotychczas z prawdziwymi jadodami i śmietaną, no normalnie bajka.

DSC_0010

 

DSC00639

fot. przepłypływ 100%

DSC00672

fot. przepływ 40%

Nasza przygoda w Umbrii była bardzo udana i szczerze wiekszość czego chcieliśmy zobaczyć to zwiedziliśmy. Na ostatni dzień zostawiliśmy sobie coś efektywnego czyli sławne wodospady Marmore. 

W drodze do Marmore warto zobaczyć  po drodze przeurocze miasteczku rybackie Scheggino. Tutaj warto się zatrzymać szczególnie na pstrąga bo tu zjemy dzikiego prawdziwego salmo fario, czyli potocznie znanego u nas potokowca.

Jadąc do wodospadów trzeba się kierować na południe i jadąc ekpresową drogą w kierunku Rzymu odrazu zauważymy ogromny strumień wody który uderzając o skały mocno paruje.

Oczywiscie ładny jest widok z drogi lecz chociaż bilet jest drogi bo z tego co pamiętam 8 euro to warto za niego zapłacić żeby zobaczyć żywioł z bliska.

W kasie biletowej dostaniemy również mapę która pokazuje różne info pointy i scieżki żeby można bylo zobaczyc wodospad z różnych stron. Ja uważam ze najpiekniesze widoki są na dole lecz można również wyjść na górze u żródła i zobaczyć jak woda zaczyna swój lot w wysoką przepaść.Niestety droga w góre to cięzka sprawa i naprawde trzeba mieć dobrą kondycje bo napewno to nie jest droga dla każdego.

Ważną sprawą w Marmore jest to że ta efektywność nie jest wieczna. Co to znaczy? Otóż musimy wiedzieć że wodospady powstały za czasów rzymian aby wysuszyć właśnie powyżej znajdujące się pola uprawne. Rzymianie  wykopali rzeke która włąsnie w miejcu przepaści stała się niesamowitym wodospadem. Niestety najpierw było tak że wodospad był tym bardziej spektakularny im było więcej wody. Czyli kiedy byly wysokie stany wód jak po dużych deszczach wtedy szczególnie warto było obejrzeć Marmore. Niestety takie przypadki nie były ćzęste i sprytni włosi co wykonbinowali?Zrobili tame która zbiera wode w określonym czasie a pózniej przez określony czas zostaje opróżniona w celu własnie spotęgowania siły wodospadu. To jest własnie bardzo ważne żeby znać czasy otwarcia i zamkniecia zapory bo inaczej jak trafimy np na zamkniętą zapore to wodospad będzie wyglądał jak po prostu duża skarpa gdzie spływa delikatnie po niej woda. 

Harmonogram zapory jest bardzo zmienny więc warto wejść na strone internetową i zobaczyć w danym dniu jak wygląda sprawa.

Warto podkreślić również że Marmore to najwiekszy wodospad w Europie więc to nie byle co. 

Ogólnie uważam że nasz czas w Umbrii był wielce ciekawy. Zobaczylismy duże miasta  znane jak Perugia i małe całkowiecie nieznane jak Scheggino i naprawde każde miało swój urok. Umbria to naprawde serce zielone Włoch i dodatkowo bym powiedział że jedno z najbardziej dzikich regionów jakich znam. Minus? to już chyba droga która nas czekala do domu czyli jakieś tylko 1400 km. 

Umbria Tour: Stage 7 – Norcia

Written on 27 stycznia 2014, 02:27pm under zwiedzając.....

Tagged with: , ,

DSC00674

Jest miejsce szczególnie znane gastronomiczne w Umbrii położone w całkowitym zaciszu i dziczy natury. To miejsce nazywa się Norcia i pewnie nie jeden smakosz słyszał o tym miejscu bo jeśli Parma np jest stolicą dobrego jedzenia we Włoszech to na drugim miejscu mamy Norcie. 

Norcia słynie głównie z dziczyzny czy sarniny ale tutaj również ma swoje królestwo czarna trufla. 

DSC00673

Ja niestety byłem wczesnym latem w Norcii i to spowodowało że to miejsce nie zrobiło na  mnie wielkiego wrażenia. Najlepsza pora to oczywiście jesień, to wtedy właśnie przed sklepikami wystawiane są swieże trufle, wędliny i wszelakie róznośći którymi się tutejsi norcini (masarze )  specjalizują. Wszystkie sklepiki są naprawde urocze lecz jak zwykle w takich miejscach widać że wszystko robione pod turystę. Ceny wysokie i wcale nie jest powiedziane że w takich sklepach żnajdziemy najlepszą jakość.(Pewnie jakbym znał gdzie mieszka kilku grzybiarzy kupiłbym od nich trufle za połowy cene i przedewszystkim swieżą- no ale kogo się tu spytać?)

Norcia w sumie oprócz sklepików i ładnego placu niema do zaoferowania nic więcej turystom. Tutaj po prostu przychodzi się kupować. Warto oczywiscie wybrać się na obiad w jakiejś  okolicznej trattorii bo być tutaj a nie zjeść czegoś  ze sławną truflą  to byłby chyba grzech .   Pozdr Chef

DSC00682 DSC00675

DSC00346

Podczas mojej podróży tego lata po Umrii naprawde potwierdziły się moje przypuszczenią że Umbria to wspaniałe miejsce.  I tak chociaż Umbria nie ma dostępu do morza to podobnie jak  górale ma jedną perełke – górale mają Morskie Oko a w Umbrii mają Jezioro Trazymeńskie.

Przeznaczyłem jeden dzien na zwiedzenie całego jeziora i miasteczek półożonych na jego brzegu i naprawde uważam to miejsce za wspaniałe. Może to dlatego że zwiedzając Umbrie to cały czas ciągły się lasy, góry i gaje oliwne i człowiek potrzebował może troche odmienności lecz czy ja wiem… Na pewno Jezioro Trazyminskie to już inny krajobraz. Tutaj mamy bagna, łąki no i przedewszytkim woda która rozlewa się na cały horyzont.

Warto objechać jezioro dookoła i zatrzymac się w bardziej turystycznych miasteczkach jak Castiglione de Lago czy Pasignano sul Trasimeno lecz ja polecam udać sie do dawnej mało znanej przez turystów wioski rybackiej o nazwie San Feliciano. To tutaj dalej podtrzymywany jest przemysł rybacki na jeziorze i stąd wieksząść ryb ląduje na stołach najlepszych restauracji michelin w całych Włoszech.

Zatrzymając samochód na parkingu warto przejść sie promenadą wzdłuż jeziora. Jęsli zajrzymy tu rano to zobaczymy rybaków którzy wracają swoimi małymi łódkami z jeziora w południe znów ci sami rybacy sprzedawszy już swoje ryby w punckie skupu niedaleko San Feliciano naprawiają swoje sieci lub po prostu siedzą przy stole grając w karty popijając dobre wino. Czuje się naprawde że tutaj swiat sie zatrzymał i oni zyją tak jak ich dziadkowie kilka set lat temu.

Po spacerze w okolicy warto zajrzec do małego muzeum gdzie pokazane sa nowe i stare techniki połowu ryb i również flore i faune zamieszkającą ten niezwykły krajobraz. Znajduje się tu również frantoio czyli tłocznia oliwy. Niestety tego dnia była zamknięta i nie miałem okazji kupić oliwy miejscowej lecz z całą pewnością wiem że naprawde musiała być przepyszna.

Tak naprawde San Feliciano jest malutkie i oprócz spacerowania niema tutaj wiele do zrobienia lecz polecam szczególnie tutaj zatrzymać sie na obiad. Odkryłem bardzi ciekawą restauracje która podaje własnie wielojako przyrządzone ryby z tego własnie jeziora. Jest troche schowana i z zewnątrz nie wygląda zachęcająco lecz w środku to już inna bajka. „Da Settimo” – tak sie nazywa ta restauracja ,znajdziemy tradycyjną kuchnie i przede wszystkim opartą wyłacznie o produkty miejscowe.  Dla przykłady warto na początek wziość przystawke z Tasimeno. Jest to talerz na którym mamy małe rybki ” latteri ” smażone w całości w oleju, bruschetty z różnymi pastami rybnymi i kawiorami z tutejszych ryb i  również kawąłki grilowanych ryb. Dalej warto sięgność po domowo wyrabiane makarony z kawiorem z karpia lub z sosem rybnym. Na danie główne oczywiście wiele ryb do wyboru przyrządzane według naszej fantazji ( z grila, z pieca, z patelni , duszone, z pary )Jednym słowem uczta dla ciała i nie tylko.

Kuchnia umbryjska bardzo mi smakowała i napewno nie zapomne nigdy wołowiny duszonej  z Sagrantino , makaronu z truflą letnią Scorzone i sera  Pecorino dojrzewany w dawnych  jaskińiach  lecz szczerze w Trasimeno ta restauracja nie ma sobie równych. Tutaj  moge powiedziec z cąłą pewnośćią ze jadłem najlepsze słodkowodne ryby  w całym swoim życiu. Polecam . Pozdr Chef

DSC00367