Sicilia Tour: Stage 2 – Taormina

Written on 3 września 2018, 08:57am under zwiedzając.....

Tagged with: , , ,

Taormina to bez dwóch zdań  perła Sycylii. W każdym przewodniku wychwalana jest po niebiosa, za swój unikalny charakter wyrózniający się sposród innych miasteczek na wyspie . Ja również pragnąłem zwiedzić Taorminę i w sumie warto było, bo rzeczywiście  jest to rzadki przypadek miasteczka na Sycylii, który bucha luksusem .

Takich miasteczek  na wzgórzu w części wschodniej wyspy mamy na dobrą sprawę dość sporo ale tylko w Taorminie turystyka sięgneła najwyzszego lewelu. Są tutaj same pięcio-gwiazdkowe hotele, bary z muzyką na żywo , restauracje z pięknymi widokami, no i nie brak butików z drogą biżuterią czy odzieżą od znanych projektantów. W całej Sycylii nie udało mi się znaleść tak wypaśnego podziemnego parkingu jak w Taorminie ( nawet w Katanii) ,druga sprawa również to była najdrozsza taryfa za godzinę z całej wyspy ( 2 euro za godzinę )

Pewnie chcielibyście wiedzieć dlaczego Taormina zyskała taką sławę, bo oprócz teatru greckiego i niezłych widoków kilka ładnych lat temu nie było tutaj nic szczególnego. Sprawa jest dosyć prosta. Nazywa się to zjawiskiem turystyki elitarnej. Do Taorminy dawno temu zaczeli zjedzać się ludzie światowej sławy . Nie znam nazwisk ludzi którzy tutaj bywali , lecz byli to wpływowe osoby ,które swoim nazwiskiem zaczeły popularyzować tą mała mieścinę. Z czasem pojawiało się coraz to więcej tych znanych twarz a za nimi również zaczęli się pojawiać milionerzy których przyciągała elitarna sława tego miejsca. Ludzie zauważyli duży potencjał tego miejsca i zaczęto inwestować na potęgę w infrastrukturę . Budowano drogie hotele, wille na wynajem , restauracje i bary .

Maria z teatrem w tle

 

 Dzisiaj ze starej Taorminy niewiele zostało, dawnego klimatu tutaj już nie ma ,ale za to ten nowy, przyciąga co roku tysiące turystów .Dużo tutaj przepychu , imprez i miejsc gdzie można przepuścić mnóstwo pieniędzy na zabawę. W sumie to taki mały Las Vegas na Sycylii.Nie wszystko jednak utracone. Historyczny tutaj jest na pewno Teatr Grecki,  który był moim głównym celem pobytu w Taorminie. . Wejście do niego to grube 10 euro od łebka i to naprawdę odstrasza lecz z drugiej strony powiem wam że warto . Sam Teatr to ruiny jakich można zobaczyć w wielu miejscach we Włoszech lecz to co jest wyjątkowe tutaj to na pewno pozycja w którym ten teatr się znajduje . Mamy dookoła najpiękniejsze widoki na otacząjący nas krajobraz i to prawie ze wszystkich stron. Teatr umiejscowiony został nietypowo jak na tamte czasy a to własnie z uwagi na  krajobraz. Warto spędzić naprawdę kilka godzin w tym miejscu delektując się otaczającymi widokami. W sezonie na pewno warto się też skusić  na spektakle jakie są tutaj organizowane , atmosfera musi być niesamowita.

widok z teatru na Taormine

Po za tym jak wspomniałem Taormina wiele nie oferuje , chyba że pragniecie kupić kilka prestiżowych souvernirów czy ubrać się u Valentino. Warto się na pewno przejsć główną ulicą handlową czyli via corso Umberto, aby chociażby nacieszyć oko tym całym luksusem a na końcu koniecznie zatrzymać się na piazza IX Aprile i posłuchać muzyki na żywo z widokiem na morze.

Po za tym jak wspomniałem Taormina wiele nie oferuje , chyba że pragniecie kupić kilka prestiżowych souvernirów czy ubrać się u Valentino.

Po za samym miasteczkiem warto wiedzieć że u stóp Taorminy znajduje się przeurocza wysepka Isola Bella. Na dół można wybrać się gondolą która kursuje co 15 minut cena to 3 euro w jedną stronę.Dla wytrwałych jest też opcja na pieszo lecz jest dość stromo i z pół godziny moim zdaniem idzie się na pewno.

Isola Bella

Ogólnie rzecz biorąc Taormina to miejsce unikatowe . Zwykle Sycylia żyje swoim rytmem , nie uzależnionym od turystów , ale tutaj czuć że jest inaczej. Polecam to miejsce, chociaż nie ukrywam że jeśli szukacie autentycznej Sycylii tutaj tego raczej nie znajdziecie… Ce la vie…

Ostatnie promienie słońca …

Na Rusinową Polanę…

Szlak niebieski na Rusinową Polanę to niewątpliwie jeden z moich ulubionych szlaków w Tatrach. Nie wymaga dużego przygotowania i druga sprawa jest dość krótki, co pozwala go zaliczyć  nawet wtedy, kiedy nie mamy zbyt wiele wolnego czasu.

W 1860 roku poniżej Rusinowej Polany stało się coś niezwykłego. Mała dziewczynka wypasająca krowy  spotkała Matkę Boską. Znamy doskonale tą historie i dzisiaj wielu pielgrzymów z całego świata wybiera się właśnie tutaj  z  uwagi na to wyjątkowe wydarzenie.

Na początku jednak Rusinowa mimo objawienia wcale nie była tak popularna. Wielce  starał się  baca Wojciech Łukaszczyk  , który od samego początku zdarzenia starał się możliwie jak najbardziej popularyzować to  miejsce . Opisał dokładnie wydarzenie , rozpowiadał każdemu którego napotkał i w końcu nawet jako pierwszy oznaczył święte miejsce szklanym obrazem ,ale na tamte czasy  było ono odwiedzane sporadycznie i jedynie przez okolicznych pasterzy i drwali.

Widok kościółka z schodów prowadzących na Polane Rusinową

Z biegiem lat na szczęscie powoli   Rusinowa zaczeła  zyskać coraz więcej na popularności a na dobrą sprawę szczególnie dzięki lokalnej ludności – sciśle mówiąc bukowianom :)Najpierw to oni  głównie  odwiedzali małą kapliczke i już  początkiem XX wieku organizowano tutaj  pierwsze pielgrzymki ,które cieszyły się ogromną popularnoscią .  Po II wojnie światowej a dokładnie w 1958 roku  kosćiół zauważył duże zainteresowanie miejscem i oficjalnie żeby  nie zostało ono zaniedbane przez wielu pielgrzymów, postanowiono go oddać w opiece dominikanom z Małego Cichego.

Dzisiaj Sanktuarium na Wiktorówkach  odwiedzają tysiące turystów z całego świata i stało się jednym z najbardziej odwiedzanych kościołów w Tatrach. 

Nie ukrywam ,że poza sezonem kiedy mam wolny dzień od pracy chętnie wybieram się na Rusinową Polanę. Scieżka prowadząca od Zazadniej to niecała godzina drogi a idzie się naprawdę przyjemnie w cieniu drzew i tryskającego niedaleko wodą potoku. 

Po dotarciu do Sanktuarium obowiązkowa jest zawsze herbatka przyrządzona przez braci z blisko usytuowanego świętego żródełka . Jest to chyba  najlepsza herbata na świecie i założe się że przepis na nią jest jeszcze bardziej  strzeżony niż sama receptura Coca Coli 🙂

najlepsza herbata na świecie

Po wypiciu herbatki , odpoczynku i krótkiej modlitwie idę dalej w górę i po niecałych 15 min jestem już na mojej ukochanej Polanie Rusinowej. Warto na pewno zostać tutaj chwilę, nacieszyć się tą piękną panoramą i jak lubimy to koniecznie spróbować oryginalnego oscypka z połóżonej niedalego bacówki. Owce wypasają się tutaj  pod scisłą kontrolą Tatrzańskiego Parku Narodowego  w  ramach kulturalnego wypasu owiec . Dają świetne mleko  a ser z nich ( szczególnie wiosną )  jest bardzo aromatyczny. Druga sprawa na polanie znajdziemy sporo ław, które pozwolą nam przyjemnie spozywac nasz posiłek  w otoczeniu pięknych widoków. 

Po pysznym oscypku , świetnej herbacie i cudownym otoczeniu przychodzi czas wrócić do domu. Zawsze wracam z Rusinowej mega odpoczęty  i pełny szczęscia . To taki mój sposób na odstresowanie :-)Polecam wam tą trasę szczególnie jak wiele po górach nie chodzicie. Jest łatwa, któtka i mega przyjemna . Oczywiscie poza sezonem 😉

Sicilia Tour : Stage 1- Catania

Written on 16 lipca 2018, 12:07am under zwiedzając.....

Tagged with: ,

SONY DSC

Szczerze przyznam ,  że nigdy nie udało mi się  przekroczyć granicy Włoch  poniżej Rzymu. Ponoć tam są inne Włochy, bardziej dzikie, nieokiełznane i według niektórych również niebezpieczne. W końcu jednak udało mi się znaleść czas i jakieś oszczędnośći żeby wyjechać na południe , a konkretnie do Sycylii i powiem wam że w sumie nie było aż tak żle jak myślałem .

Siedem dni na zwiedzanie  całej Sycylii to zdecydowanie za mało –  musiałem wybrać konkretnie co mnie interesowało i suma sumarum zdecydowałem się na wschodnią cześć wyspy. . Na Sycylię wybrałem się samolotem z Katowic gdzie  stamtąd dwa razy w tygodniu są loty do Katanii. Po przyjeździe na lotnisku wypożyczyłem samochód co uważam za rozsądne posunięcie z uwagi że nie wszędzie na Sycylię da się dojechać komunikacja miejską( a jak się później zorientowałem to samochodem też nie :)).  Pierwszego dnia przyleciałem więc do Katanii dość późnym wieczorem i od razu skierowałem się w kierunku hotelu- musiałem odpocząć bo jutro czekał mnie wyczerpujący dzień.

Catania na dobrą sprawę jest dość spora, lecz to co warto zwiedzić na szczęscię jest dość blisko siebie skoncetrowane ( podobnie jak w Rzymie ) . Na początku myślałem że dwa dni to za mało żeby ogarnąć to miasto lecz dzisiaj mogę z całą pewnością wam potwierdzić że jedeń dzień wystarcza(oczywiście mowa o lekkim liżnięciu Katanii bo jak chcemy wejsć do każdego muzeum i zaliczyć każdą najmnięjsza atrakcje to pewnie i tydzień byłoby za mało)

Od razu jednak powiem wam że pobyt w Katanii nie należał do najprzyjemniejszych. Po pierwsze to miasto jest brudne. Wszędzie są tutaj śmieci i  ludzie ciągle coś wyrzucają.Interesująca  sprawa nikt tutaj tego po prostu nie sprząta. Kamienice  w Katanii są naprawdę bardzo ładne, w barokowym stylu ,  lecz niestety  każda jest mega  zaniedbana  i w dodatku wysprejowana przez lokalnych graficiarzy. Kolejny minus to na pewno złodzieje. Będąc w Catanii miałem okazje pogadać z kilkoma mieszkańcami i każdy z którym rozmawiałem na końcu zawsze zwracał mi uwagę  żebyśmy uważali na torebki i zegarek. Na szczęście nic nam nie ukradli, lecz nie ukrywam że bardzo uważaliśmy na siebie i  pod koniec nawet woleliśmy zostawić wszystko w pokoju hotelowym żeby niepotrzebnie się stresować  i narazać.

Wracając do tego co warto zwiedzić w tym mieście, na początek polecałbym na pewno się wybrać do głównego placu „Piazza del Duomo” gdzie znajduje się przepiękna katedra sw. Agaty. Dla pasjonatów architektury jest to świetna okazja dla poznania trochę barokowego stylu made in Sicilia. Na placu warto zwrócić też uwagę  na kultową fontannę słonia, która dla wielu tubylców jest dzisiaj ważnym  miejscem spotkań.  Póżniej oczywiście polecałbym  wybrać się do kawiarni „Caffe del Duomo” skąd można napić się świetnej kawy w towarzystwie lokalnej brioszki lub słynnego sycylijskiego cannolo. Jesli będziecie tu dość wcześnie warto wybrać się najpierw na targ rybny położony dosłownie kilka kroków od głównego placu. Nie tyle warto tu być dla samych zakupów lecz nawet   widowiska multum rodzajów ryb ledwo co złowionych i patroszonych na naszych oczach

Pózniej od  Piazza del Duomo można ruszyć w jedną z ważniejszych ulic żeby poczuć klimat metropolli , godna polecenia na pewno jest via Etnea z wodokiem na wulkan. Tutaj znajdziemy wiele sklepów jak i multum street foodów. Ceny w Katanii nie są wysokie lecz i tak w porównaniu z całą Sycylią to tutaj jest najdrożej.

Z Katanii warto wiedzieć że pochodził Bellini. Słynny kompozytor operowy jest tutaj niezwykle uwielbiany, co rusz można spotkać jakieś posągi na jego cześć a niezwykle efektowny jest na pewno budynek  teatru Belliniego położony na placu który również nosi jego nazwisko. Tutaj ponoć kiedy odprawiana jest jego słynna Norma ciężko o bilety. Jeśli lubicie nocne życie to na placu Belliniego wieczorami zbiera się mnóstwo młodzieży, którzy po spotkaniu wybierają się do wielu knajp położonych na ulicy ciągnącej do teatru.

Dla wielu Katania jest uważana za mega rozrywkowe miasto , w nie jednym przewodniku tez czytałem że nocne życie jest tu wyjątkowo gwarne, ale szczerze z mojego punktu widzenia w Krakowie wieczorami dzieje się więcej  :). W nocy oczywiście wracając do hotelu radzę wziąsć taksówkę z uwagi że poza bardzo uczęszczanymi miejscami częsty widok to handlarze narkotyków, młodzi zalani w trupa i  panie oferujące swoje znane usługi.

SONY DSC

SONY DSC

Ogólnie rzecz biorąc jeśli interesujemy się architekturą to w Katani jest wiele budynków gdzie mocno akcentowany jest barok sycylijski. Nie pamiętam ile z tych kamienic obejrzałem lecz mimo że pieknę nadal uważam żę byłyby o wiele piękniejsze gdyby ktoś o nie dbał. Katania przeżyła na dobrą sprawe odrodzenie po trzęsieniu ziemi z 1693, zaczęto budować wiele i na bogato co własnie zapoczątkowało erę baroku. Problem w tym że teraz nikt o to już nie dba i chociaz to miasto ma wiele do zaoferowania to wygląda na zniszczone i biedne.

Ostatecznie nie wiem czy wam polecać pobyt w Katanii, bo zresztą  na Sycylii z całą pewnością jest wiele więcej przyjemniejszych  miejsc do zwiedzenia. Z drugiej strony jeśli  planujecie wypad samolotem to w sumie i tak tu wylądujecie ,więc jeden dzień to wystarczający czas żebyście widzieli to co fajniejsze  a pózniej skierowali swoje zainteresowania na to co na wyspie jest naprawdę piękne .

W tym roku udało mi się znaleść wolny czas żeby  w końcu wybrać się na targi Food Show w Katowicach. Mało kiedy mam okazje się wyrwać na takie eventy i w sumie trochę żałuje , bo to  zawsze świetna okazja do poznania nowych technologii, trendów i  ludzi ze świata kulinarnego. Trzeba przyznać że Food Show to jedna z ważniejszych  imprez tego typu w Polsce i dlatego  przy takiej okazji nie mogło zabraknąć również i  ciekawych wystawców.

Trzeba zacząć od tego że ja kierowałem się głównie swoimi zainteresowaniami kucharskimi i  chociaż odniosłem wrażenie że Food Show nakierowany był głównie na  duże firmy przemysłowe czy cateringi , nie powiem że nie znalazłem nic ciekawego. Na takich wydarzeniach w sumie nie zawsze chodzi o to żeby nawiązać współprace z jakąś firmą lecz myślę  że to bardziej  dobra okazja do zapoznania się z nowymi możliwościami i pobudzenia własnej kreatywności.

Niewiem co was interesuje na co dzień ale ja podzielę się tym co z mojego punktu widzenia naprawdę było interesujące.

1.Orzeszek sp. z o.o.

Dobrze przyprawione danie to niewątpliwie sukces na talerzu.Z ziołami jednak trzeba ostrożnie , bo w dużej ilosci też zmieniają mocno smak potrawy a przecież nie o to chodzi. Kiedy przychodzi mi coś doprawić zwykle wykorzystuje własne mieszanki ziół i przypraw które tworze według własnego balansu smakowego . Nie każdy oczywiście musi się bawić w warzenie i testowanie smaków i dlatego na rynku znajdują się już gotowe mieszanki ziół. Nie polecam mieszanek ze znanych marek bo zwykle to odpad rynkowy lecz warto siegnąc po takie rzeczy do firmy Orzeszek. Jest to firma rodzinna, ściągają dobrze rzeczy a dodatkowo ich mieszanki są naprawdę bardzo dobrze zbalansowane. Jeśli lubicie przyprawy to warto ich dodać do swojej listy ,prowadzą również sklep online gdzie możliwa jest wysyłka.

2.Testo

W kuchni lubię  precyzje i niewątpliwie  do tego celu niezbędna jest technologia. Testo to kolejna firma którą bardzo lubię ,nie bez przyczyny mam od nich już kilka termometrów z których jestem mega zadowolony. Ciekawą rzeczą którą poznałem na targach był rejestrator temperatury 174 . Takie urządzenie staje się niezwykle pożyteczne wszędzie tam gdzie  zależy nam na dokumentacji temperatury. Czy to podczas przewożenia produktu, czy to na stałe w  chłodni to małe urządzenie to świetna rzecz bo rejestruje temperatury w krótkich odstępach czasowych dając nam gwarancję  bezpiecznego przechowywania produktu .Rejestrator można przyczepiać w różne miejsca a dodatkowo za pomocą kabelka usb szybko przeniesiemy wszystkie nasze dane do komputera w celu analizy.

3.Maturmeat

Ostatnio bardzo popularne są szafy do dojrzewania mięsa a  na targach wystawiała się właśnie  firma Maturmeat która jest liderem we Włoszech  . Mieli naprawdę  fajny wybór i ciekawe rozwiązania do mięs ale to co mnie bardziej zaciekawiło to były szafy dojrzewające do ryb i wędlin. Świeża ryba jak dobrze wiemy nie ma długiego czasu przydatności a w takiej szafie okazuje się że możemy przedłużyć jej świeżość 3-4 krotnie. Jest to naprawdę świetne rozwiązanie jeśli ktoś pracuje dużo na rybach a druga sprawa daje możliwość wzbogacenia swoje menu o kolejne gatunki.

3.Kegel-Błażusiak

Kucharz oprócz tego że musi umieć, to także musi wyglądać:) Nie będę ukrywał że lubię promować swoich i dlatego bez dwóch zdań powiem że jak bluzy kucharskie to tylko te od  Kegel Błażusiak. . Nosze jego bluzy  codziennie, piorę w  wysokich temperaturach i uwierzcie mi że jak na razie w żadnej nawet się nitka nie popruła. Bluzy oczywiście nie są tanie ale   do ich wytworzenia wykorzystuje się  tkaniny Klopman które są gwarancją jakosći.

3.Scotsman

Lód to podstawa nie tylko w serwisie ,ale również  i w kuchni. Jeśli kiedykolwiek mielibyście problem z umiejscowieniem kostkarki bo odpływ jest za daleko czy za wysoko to zapamiętajcie firmę Scotsman. Ich kostarki to chyba jedyne na rynku z wbudowaną pompą odpływową . Mam taką kostkarkę w restauracji , cicho pracuje, jest mega wydajna no i ta pompa naprawdę pozwoliła mi ją umiejscowić tak gdzie chciałem a nie gdzie musiałem.

W sumie tak pomyślałem że mógłbym wam też powiedzieć jakie to świetne piłem soki od Cymes, miody degustowałem od Bartnika czy sery jadłem od Gospodarstwa Figa lecz tych doznań ciężko przelać na monitor.Jestem naprawdę bardzo zadowolony z wyjazdu, miło było poznać nowe osoby , spróbować coś nowego. Dziękuję Food Show za zaproszenie, organizatorom należą się duże brawa bo wszystko zostało bardzo dobrze zorganizowane . Do kolejnego Food Show . Pozdr Chef

 

 

Włochy często gęsto kojarzą nam się z śródziemnomorską krainą gdzie zawsze jest ciepło i ładnie. Choć w wielu przypadkach tak jest, to bywają i miejsca, które wcale tego wspaniałego klimatu śródziemnego tak nie oddają . Jednym z takich miejsc, niewątpliwie jest Piemont .

Zeszłej jesieni miałem okazje spędzić kilka dni  w historycznym Langhe które należy do Piemontu  i uwieżcie mi, że zwykle bywało  zimno, mgliście i wietrznie.( prawie jak w Murzasichlu ;-))  Mimo  tych „nie włoskich” klimatów  Langhe od zawsze  cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem a  to z prostej przyczyny że robią tu niezwykle wybitne wina.

Do najczęszczych  uprawianych  gron w tym regionie  należy endemiczne Nebbiolo. Znalazło  ono tutaj swój  idealny mikroklimat, który pozwala na tworzenie wielkich i długowiecznych  win jak Barolo. Oprócz  Nebbiolo trzeba  też pamiętać że w Langhe uprawia się też inne interesujące  szczepy jak  chociażby Dolcetto  czy Barbera, jednym słowem jest w czym wybierać.

Dla wielu oczywiście  to miejsce może wydawać się trochę mało ciekawe z uwagi przede wszystkim na dość skromne atrakcje turystyczne. Kilka zamków, kilka fajnych miasteczek i po za winem  tak naprawdę nic. Przychodzi się tu głównie  odpoczywać, napić dobrego wina i jak ktoś lubi uprawiać trochę sportu  .

Ja podczas swojego pobytu nastawiony głównie byłem na enoturystykę i dlatego postanowiłem wynająć  sobie dość duży apartament z ładnym widokiem na winnice  i blisko jakiegoś miasteczka. Był  to dobry pomysł bo pozwalał mi  gotować do woli mając dostęp do swietnych lokalnych produktów w osiedlowych sklepików a jak nie miałem już na to ochoty to wybierałem się do pobliskich trattorii.  Rano zwykle wybierałem się  na spotkania z winiarzami a po południu zwiedzałem  okoliczne wioski.  Nie ma tak na  prawdę tu dużo do zobaczenia, lecz warto zaliczyć Barolo i  jego muzeum korkociągów , stare miasto w Cherasco ( kupić ich czekoladki), Muzeum w uniwersytecie dla Psów W Roddi, starówkę w Dogliani i Albę. Myśle że Langhe to głównie meta dla kochających wino,  lecz warto też pokrecić się za ciekawą propozycją gastronomiczną.

Wino w Langhe to nie wszystko bo oprócz niego warto też rozglądać się za truflami . Te niezwykle ciekawe grzyby rosną tutaj bardzo obficie i grzech ich nie skosztować. Z okazji białej trufli w Albie co roku są organizowane bardzo ciekawe międzynarodowe Targi Trufli. Przyciągają niesamowitą ilość turystów i naprawdę warto sie na nie wybrać. Ceny noclegów w tym okresie niestety windują dość szybko w góre lecz z drugiej strony mamy niesamowite okazje żeby brać udział w wielu warsztatach tematycznych które są niezwykle pouczające.

Ogólnie rzecz biorąc byłem bardzo zadowolony  z tego wyjazdu. Mgła trochę dawała w kość, bo ciągle nic nie widzieliśmy a w nocy to już w ogóle było nieciekawie, lecz taki urok tego miejsca . Polecam szczególnie dla wine- loverów. Do nast Chef

Trentino Tour: Stage 3-Cortina d’ Ampezzo

Written on 8 lutego 2017, 06:04pm under zwiedzając.....

Tagged with: , ,

Któż nie zna słynnej Cortiny? Miejsce popularne z uwagi na oszałamiające trasy narciarskie i koncerty które odbywają się tu zimą . Cortina, to marzenie każdego narciarza lecz byliśmy ciekaw co to miejsce ma do zaoferowania  wiosną, więc nie zastanawiając się zbytnio ruszyliśmy w drogę.

Jak się okazało Cortina leży dość nieżle zagłebiona u stóp Dolomitów i tak naprawdę żeby do niej dojechać musimy się nieżle najpierw wspiąć na sam szczyt jakiejś góry a pózniej z niej zjechać.( Drogi  tak naprawdę w Dolomitach zauwazyłem że wyglądają tak samo, czyli są wszystkie kręte i strome). Do Cortiny jechaliśmy około godziny z naszego hotelu ,więc w sumie 40 km w godzinę nie było az  tak żle. Kiedy dojechaliśmy na miejscu zostawiliśmy samochód na miejskim parkingu i ruszylismy do centrum .

Tak jak mysleliśmy Cortina to małe miasteczko gdzie po za sezonem tak na prawdę nic się nie dzieje. Jest skromny ryneczek z kilkoma barami i restauracjami , jeden duży dom towarowy i od niego odbija krótka ulica handlowa, coś ala Krupówki . Tak naprawdę w tym okresie prawie wszystko było zamknięte. Nie udało nam się nawet nic  zjeść bo restauracje również tutaj są otwarte w sezonie albo weekendami.

Wiedziałem że tak będzie , ale musiałem to sprawdzić . Piekno Cortiny to tak naprawdę to co jest dookoła. Widać mega rozbudowaną infrastrukturę wyciągową i nie bez przyczyny jako jedyna lokalizacja we Włoszech dostała tytuł THE BEST OF THE ALPS. Jest tutaj ponad 100 km tras narciarskich z których ponad 95 procent jest również stucznie dośniezonych. Zimą odbywają się w centrum liczne koncerty i przedstawienia lecz latem samo miasto niem nic do zaoferowania .

Pokręciliśmy się troche po bocznych uliczkach , porobiliśmy kilka fotek , wypiliśmy kawę i ruszyliśmy w dalszą drogę. Val Pusteria na nas czekała , do Cortiny  jeszcze wpadniemy, ale na narty 😉

Passo San Pellegrino to jedno z popularniejszych miejsc narciarskich w Val Fassa. Tak naprawdę znajdują się tu wyłącznie hotele  i wyciągi , które zimą przyciągają niebywale dużą ilość narciarzy.Znajdziemy tu niesamowicie dużo pięknych tras narciarskich i dla doswiadczonych narciarzy jak i dla tych co dopiero zaczynają swoją przygodę z białym puchem. Latem znów można wykorzystać to miejsce inaczej bo znajduje się tu niesamowicie dużo tras trekingowych . Jeśli lubicie kijki i te sprawy na pewno warto tu przyjechać , szczególnie że ceny noclegów w wiosnę  naprawdę są bardzo atrakcyjne.

My akurat znaleśliśmy się w San Pellegrino z kwesti przypadku. Szukaliśmy bazy noclegowej w centrum naszych zainteresowań no i tak wyszło że Passo San Pellegrino leżało najlepiej . Sama mieścina jak wspomniałem wcześniej nie oferuje nic poza bazą noclegową – brak tu sklepów, barów i restauracji. Bez samochodu tutaj niema szans coś zdziałać a najblizsze miasto to Moena,( odległa 5 km)  która też za wiele nie oferuje .  Plus  w San Pellegrino to niewątpliwie taki że  jesteśmy całkowicie zanurzeniu w przyrodzie, mamy piękne widoki, trasy spacerowe pod dostatkiem, no i spokój , po który wielu tu przyjezdza.

Pierwszego dnia pobytu w San Pellegrino własnie tego szukaliśmy -spokoju. Przeszliśmy się ciekawą trasą która początek miała obok naszego hotelu i kończyła w schronisku Fuciade. Tam własnie w schronisku zjedliśmy pyszny obiad i dlatego to miejsce polecam . Fuciade jak się pózniej okazało to  dość popularna restauracja w Val Fassie , słynie z lokalnych dań jak Canederli ,lecz to co moim zdaniem  ich  wyróżnia od reszty takich miejsc to  desery.   Ja zamówiłem mus z ricotty z sercem z marmolady pomidorowej i kulką lodów pistacjowych a Maria Panne Cotte z sosem z leśnych jagód. I jedno u drugie było wysmienite;-)Czuć było że robione na swieżo i z lokalnego mleka. Polecam szczególnie to miejsce , lecz ostrzegam że tutaj nie dojedziemy pod same drzwi. Jako że  Fuciade jest schroniskiem, jest dość oddalone od głównych arterii i tak naprawdę jedyna droga jaka tu prowadzi jest zamknięta dla ruchu samochodowego i zajmuje około 40 min pieszo.Bądz co bądz warto bo trasa jest niezwykle przyjemna a po drodze tak jak w naszym wypadku można spotkać kilka świstaków które akurat już przyzwyczaiły się do przechodzących tu turystów.

Tak by wyglądała sprawa mniej więcej w San Pellegrino. Tego dnia naładowaliśmy nasze akumulatory i byliśmy gotowi na dalsze podboje. Co się następnie wydarzyło niedługo na blogu 😉

dsc_0139

Paryż to duże miasto i  jak to bywa w takich metropoliach znajduje się tu zwykle  dość obszerna oferta gastronomiczna. Nie zdziwiło  mnie  ze w centrum miasta oprócz typowych  „braserie” znalazłem też chińśkie,indiańskie czy włoskie knajpki ale zdziwiło mnie wielce jak się dowiedziałem że w Paryżu jest knajpa parmeńska !!!.

dsc_0132 dsc_0133

Jak dobrze wiecie kuchnia parmeńska słynie przede wszystkim ze swej prostoty i tradycyjnych dań. W okolicach Parmy, doskonale rozumiem  że jest popyt na takie restauracje, które mają taką formę , lecz nie wiedziałem że w Paryżu-stolicy  „entrecota” , ostryg czy Szampana , również może taka restauracja mieć wzięcie.

dsc_0135 dsc_0134

Salsamenteria to niewątpliwie niezwykły lokal, który tak naprawdę przenosi nas w dawne dzieje parmeńskiej kuchni. Tu dostaniecie jedynie to co jest tradycją.  Nie zdziwcie się zatem że większość dań jest obrzydliwie tłusta, bo tak właśnie wygląda kuchnia parmeńska. Szynki, kiełbasy, salami, boczki, tortelli , długo duszone mięsa i smażone ryby to tylko niektóre pozycje które tutaj znajdziemy. Na uwagę zasługuje szczególny wybór szynek tradycji parmeńskiej. Nie tylko parmeńska lecz i Coppa, Spalla Cotta czy Mariola jest tutaj bez problemu dostępna i krojona na cieniutkie plastry dopiero po zamówinieniu. Niesamowite jest również to że właściciele lokalu pomyśleli o winie i to w spósób niezwykły, bo pija się go tak jak dawniej, czyli z miseczki glinianej 😉 ( oczywiście Lambrusco ).Warto polecenia są też Tortelli które serwuje się tutaj z kilkoma róznymi nadzieniami. Drugich dań jest co prawda mało, ale Emilia nie ma wiele specjalności w tej dziedzinie , więc sprawa jest wyrozumiała. Na koniec oczywisćie warto się skusić na desery domowe,  jak gruszka gotowana w winie z czekoladą lub  parmezan długo dojrzewany podany z redukcją octu balsamicznego.

dsc_0129 dsc_0130

Nie ukrywam, że ta  restauracyjka  zrobiła na mnie duże wrażenie i zresztą  jako człowieka który się  wychował w tych klimatach sami rozumiecie że zobaczenie znów  szynki wywieszone na ściane, kregi parmezanu za ladą , czy swojskie sosy w kredensie musiały być niesamowitym miłym wspomnieniem z dawnych lat. Mało jest  takich miejsc poza regionem Emillii i dlatego czapka z głów tym ludziom którzy odważyli się promować tę kuchnie po za jej granicami . Polecam z całego serca  to miejsce , szczególnie z uwagi na wędliny. Warto tutaj wpaść na szybki obiad zamawiając dużą dechę różnych wędlin i popijając całość mocno musującym i wytrawnym Lambruskiem . Zapomnimy co prawda na moment że jesteśmy w Paryżu ale cóż … na chwile nie zaszkodzi. 😉

dsc_0126

Co w górze piszczy

Written on 24 października 2016, 10:13pm under zwiedzając.....

Tagged with:

SONY DSC

SONY DSC

W zeszłym  roku miałem okazje spędzić kilka dni wysoko w górach a dokładnie w sercu wielkich Dolomit. Od dawna marzyłem o tej podróży bo kocham krajobraz górski a jak sami dobrze wiecie Dolomity to jedne z najpiekniejszych gór na świecie. Charakteryzują sie niewątpliwie poszarpanymi graniami, turniami i licznie pionowymi urwiskami. Są nieokiełznane a ich biała skała w blasku zachodzącego  słońca wydaje się jakby płoneła.

Pojechałem w końcu , bo mus zobaczenia tego wszystkiego na żywo było nie do okiełznania więc sami rozumiecie. Oczywisćie zalezało mi na odpoczynku fizycznym i psychicznym lecz moim celem w podróży było również przywiezienia jakiegoś doświadczenia stamtąd .

Z uwagi że moja podróż była dość obszerna a jeden czy dwa wpisy by tego nie pomieściły , postanowiłem że podziele swoją przygode na kilka cześci. Bedzie o drogach, jedzeniu,górach, jeziorach, zwierzętach no i zwyczajach . Jedna częśc już za mną ( drogi) , kolejna będzie o jedzeniu a konkretnie o najlepszym miejscu gdzie udało mi się zjeść w Dolomitach :-). Nie uwierzycie gdzie ;-)Niedługo wpis. Pozdr

DSC_0218

Paryż to duże miasto i jak spojrzeć na niego kulinarnie, to każdy znajdzie coś dla siebie.Są  tu wykwintne restauracje, gdzie za kolacje zostawimy ponad 100 euro od osoby  lecz i nie brakuje tutaj tanich  barów ulicznych gdzie zjemy np.   świetnego kebaba, hot doga czy genialnego Croque Monsiera za 5 euro. Podczas mojej kolejnej podróży w Paryżu wyznaczyłem sobie kilka celów które chciałem koniecznie zwiedzić kulinarnie. Od razu powiem że nie  interesowały mnie  popularne miejsca na Trip Advisorze ani restauracje wyróżnione w przewodniku Michelin czy Gault e Millau , bo  nie oszukujmy się, takie lokale są uczęszczane przede wszystkim przez turystów a  ja znów szukałem miejsc gdzie jedzą przede wszystkim  tubylcy.

Pewnie nie raz słyszeliście że w Paryżu można zjeść bardzo dobre owoce morza. To prawda. Miałem okazje zauważyć że jest wiele dobrych restauracji, które podają świeże ostrygi czy inne specjały z głębin jak chociażby langusty,  lecz czy to na co dzień jest w menu typowego Paryżanina?  Wydaje mi się że raczej nie. Jak chadzałem  po głównych arteriach miasta gdzie zwyczajowo mieści się wiele świetnych knajpek to na ogół zauważyłem że wszyscy jedzą jedno i to samo. Pewnie pytacie  co ?A no Stek z frytkami;-) Tak moi drodzy najpopularniejszym daniem   w wielu bistro jest właśnie „Entrecot”  z frytkami, oczywiście jak to w francuskim stylu  podany w towarzystwie świetnego domowego sosu.

DSC_0213

Oczywiście jak wcześniej wspomniałem jest dużo takich knajpek w Paryżu a szczególnie wzdłuż popularnych alejach jak Boulevard du Montparnasse lecz jedno miejsce wyróżnia się szczególnie – mowa oczywiście  o Le Relais de l’Entrecote. Ta restauracyjka jest wyjątkowa nie tylko z uwagi na długi czas istnienia  lecz przede wszystkim z  uwagi na wyjątkową formułę oryginalną i niezmieniąną od lat  –  czyli że podają wyłącznie  Entrecota z frytkami. Szczerze nie znam drugiej takiej restauracji ,która by podawała jedno jedynie danie i dodatkowo cieszyła się tak dużą popularnością, bo w Relais Entrecote mimo że to duży lokal często trzeba czekać na wolny stolik. Myślę że jest to też wspaniały przykład jak Paryż różni się od Warszawy, bo u nas w stolicy jak restauracja nie zmienia menu  minimum raz na 3  miesiące  to jest „passe” i tak naprawdę nie cieszy się wtedy dużą popularnością  a w Relais znów odwrotnie od wielu lat nie tyle nie zmieniają menu, lecz nadal mają jedno tylko danie i są mega oblegani. Jaki jest  zatem sekret tego sukcesu??? Jedni mówią że to ten sekretny sos co podają z mięsem ale dla mnie to nie to, ja uważam że ich sekretem jest autentyczność .  Oczywiście zjemy w Warszawie ( Butchery e Wine)  czy nawet w Krakowie ( Ed Red) świetne steki ale w Relais jest inne  całkiem podejście do całości, bardziej lużne , swojskie, tradycyjne i jakże perfekcyjne wykonane.

Żeby zrozumieć to wszystko jednak trzeba się tam znaleść i zobaczyć na własne oczy jak  działa ta  mega perfekcyjna maszyneria .Ja byłem no i w skrócie wygląda to tak: Po wejściu do lokalu widzimy  tłum ludzi którym towarzyszy  piękna melodia  nieskończonych się francuskich dialogów ,tłuczących  się talerzy i  strzelających korków od wina otwieranych przez kelnerki między nogami. Czekając  przy wejściu warto się jednak  uzbroić  w cierpliwość ,  bo tak naprawdę na pierwszy rzut oka nie widać żadnych wolnych stolików lecz po chwili  Panie kelnerki wołają nas i w magiczny sposób znajdują się dwa miejsca które są tak blisko naszych sąsiadów że dotykamy ich  prawie łokciami.

Zapewne jak  pierwszy raz wpadniecie do Relais to na sto procent będziecie mega zaskoczeni  . Otóż od razu po tym jak zasiądziecie do tego wąskiego i małego stolika , podejdzie do was miła Pani ubrana w czarną sukienkę z białym fartuszkiem i   krwisto czerwonymi pomalowanymi ustami   pytając jakiego chcemy steka i tu właśnie  będzie ZONK??? O co kaman??? Gdzie karta?? Jaki stek? I wtedy dopiero zaczynasz patrzeć na okoliczne stoliki i widząc ze wszyscy jedzą to samo rozumiesz jak by to u nas powiedzieli …… ten KONCEPT. W tym lokalu, jak właśnie wcześniej wspomniałem  jemy tylko jedno danie ( steka ) ,więc nie zostaje ci nic więcej jak określić stopień wysmażenia mówiąc rare albo medium – co to drugie nie jest dobrze odbierane (broń Boże well done). Pierwszego razu jak byliśmy  zamówiłem steka medium i już po minie kelnerki wiedziałem ze żle zrobiłem, ale ona też wiedziała że ja  nowy, że turysta,więc niech mu będzie . Dlatego że turysta oczywiście  dała nam droższa wodę która jak zauważyłem w stołach tubylców nie widniała, ale cóż oni jedli rare ;-). Za drugim razem oczywiście wziołem steka krwistego i nie robiąc głupiej miny przy pytaniu jak bardzo usmażony  zostałem potraktowany jak swojak i w nagrodę dostałem tańszą wodę, to było miłe . Obok mnie tego dnia również zasiadł japończyk i nawet nie wyobrażacie sobie jak musiałem się powstrzymać od śmiechu kiedy to podczas zamawiania  steka ten ów człek poprosił o stopień wysmażenia MEDIUM RARE a kelnerka na to : „Nie Chłopie, tak nie będziemy się bawić !!! ALBO RARE, ALBO MEDIUM 😉

No ale wracając do formuły Relais  po zamówieniu steka    dostajemy małą sałatke z vinegretem i bagietke do tego .Można powiedzieć że to takie czekadełko bo w sumie na Entrekot troche się czeka  a przecież głodni jesteśmy ;-)( sałatka z bagietką wliczona w cenę ).Po zjedzeniu sałatki w idealnym momencie nadchodzi czas na nasz upragniony stek  ale tu znów Zonk!  Pani zabiera ci pusty talerzyk z sałatką i podaje steka pociętego z frytkami na równie małym talerzyku. Pierwsza myśl ?? To my pojedli ;-( . Stek oczywiście bardzo dobry bo z dojrzewanej wołowiny, idealnie wypieczony i podany  z jakże również  świetnymi chrupiącymi frytkami,  lecz jest tylko jeden  problem – mało go. No i tu pewnie zaczelibyście grymasić tak jak ja, bo ten stek 26 euro kosztował a tu tego tak mało, ale po chwili przychodzi Pani z dokładką i wszystko wraca do normy. Relais to duży lokal , dużo w nim ludzi i dlatego stoliki są małe. Logiczne,  do dużego steka z duża ilością frytek potrzebny jest duży talerz, który zajmował by dużo miejsca na stoliku w którym tak naprawdę jest to niemożliwe, więc sprawa została rozwiązana tak, że podają ci małe talerzyki  z połową porcji a półmisek z twoim stekiem czeka cierpliwie na innym dużym stole serwisowym z podgrzewaczem. Sprytne nie???Na  koniec posiłku w Relais na szczęscie mamy wybór;-) Dostajemy kartę z deserami i tym razem jest naprawdę w co wybierać . Suflet, Creme Brulee czy talerz serów to kilka pozycji które warto wybrać a jak już na nic nie mamy ochotę to dostajemy rachunek , bo przecież inni dalej czekają na stolik … 😉

DSC_0215

Po pierwszej wizycie  zaczynasz rozumieć to miejsce i powoli również dociera do ciebie dlaczego jest takie popularne. Nie chodzi o ten genialny stek, czy  te ładne Panie  z czerwono krwistymi ustami czy  chociażby o ten kurewsko dobry sos , NIE!!!! Tu chodzi o to, że to miejsce jest autentyczne – to żaden koncept czy pomysł na szybki biznes to po prostu prawdziwe bistro jak z dawnych lat  i tyle.

Ta knajpka co prawda zyskała już sławę międzynarodową i już coraz więcej się dziś spotyka u niej turystów, lecz nadal jest chętnie uczęszczana przez tubylców. Dla mnie to mega przeżycie i tak na prawdę jestem pełen podziwu że ta formuła jednego dania tak się świetnie u nich przyjęła , bo po za tym nie oszukujmy się, tanio nie było. Stek plus kawa i woda to jakieś 35 euro od osoby. Dwie osoby 70 euro co  w przeliczeniu na nasze złotówki to ponad 300 zł. W Warszawie 300 zł to dość duża suma na wyjście a szczerze  nie znam lokalu który by mielił taką ilość osób co wieczór ze średnim rachunkiem wartości  300 zł . No ale Paris to Paris a Wawa to Wawa…;-).

Podsumując polecam z całego serca Le Relais du Entrecote , bo to naprawdę bardzo ciekawe miejsce . Oczywiscie moja przygoda w Paris nie skończyła sie na Relais ale to dopiero dowiedzie sie przy nast wpisie . Pozdr Chef

 

ps. W Paryzu są tak naprawdę 3 restauracje Relais. Ja bywałem w tej najbliżej mojego hotelu, czyli tej mieszczącej się w Boulevard du Montparnasse  a dokładnie przy  stacji metra Vavin.

DSC_0217